Zabawa z bratem

Byłam dziś z chłopcami na basenie, bez Andrzeja. Piotrek poszedł sam z Jędrkiem do szatni, a potem to w zasadzie on był jego opiekunem na basenie. Ja sobie pływałam. Piotrek pływał z Jędrkiem, trochę go zachęcał, trochę go „zmuszał”, bawili się w jakieś walki, podtapianki itd. Świetnie się bawili przez 45 minut, a ja ich tylko z lekka obserwowałam i czasami zagadywałam. Włączyć się za bardzo do ich zabaw nie mogłam bo za słabo pływam i nie umiem nurkować. Ale też wcale im nie byłam potrzebna, świetnie radzili sobie sami. A ja miałam taką refleksję – jaka wielka zmiana zaszła w Jędrku. Gdy zaczynaliśmy chodzić na basen, jakieś 6 lat temu, widać było, że Jędrek basen lubi, ale jak tylko czuł grunt pod nogami, to był kilka metrów od nas i tylko na moment pozwalał do siebie podejść-podpłynąć. Kontakt z nami był mu wtedy albo niepotrzebny albo odbierał go jako zbyt zagrażający (nie wiem). Teraz przez 45 minut Jędrek pozostaje w bliskim kontakcie z bratem, jest w niego wpatrzony, śmieje się, cieszy, dobrze mu. Nie ucieka, nie izoluje się, można powiedzieć, że dąży do kontaktu. Sam nie potrafi zaproponować jakiejś zabawy, ale przyjmuje to, co proponuje mu Piotrek, choć być może nie każda forma go zachwyca. Kto wie, może za jakiś czas nauczy się aktywniej brać w tym udział, np. chlapać wodą, popchnąć Piotrka w zabawie itd.
To zauważenie, że Jędrek już nie musi, nie chce się od nas izolować, że pozostaje z nami w takim długim kontakcie to dla mnie cudowne odkrycie. Piękna sprawa. Miód na serce.

Rozrywkowy chłopiec

Ten nasz synek to się zrobił bardzo rozrywkowy chłopak. Wszędzie mu dobrze, wszędzie się dobrze bawi. Np. wczoraj na chrzcinach mojego bratanka, w kościele bawił się przednio. Najpierw poprzestawiał jakiś panów stojących przy kolumnie, potem usiłował zdemolować dwa konfesjonały (zaczął rozkładać je na części pierwsze, uznał ,że poduchy są tam niepotrzebne), następnie pobiegł pod ołtarz i przebiegł się między księdzem a chrzczącym towarzystwem, aż w końcu legł na ławkę i dosiedział już grzecznie do końca mszy, tyłem do ołtarza (szczegół). Nie powiem, żebym się równie dobrze bawiła jak on, ale starałam się zachować zimną krew i pogodę ducha.
Równie dobrze Jędrek się bawił tydzień temu na balu karnawałowym organizowanym przez KTA.

Koledzy

A może by tak dla odmiany napisać o Jędrku? ;) W końcu to o nim blog.

Dziś będzie o tym, ja to Jędrek wracał ze szkoły. Samochodem, z tatą i naszą koleżanką, co mieszka na naszym osiedlu, a ma też małego autystę + starszego syna (lat ok. 8). Otóż ten chłopiec, jako, że ma młodszego brata, to do autystów przyzwyczajony i potrafi z nimi postępować. Siedział dziś między chłopakami i w pewnym momencie zagaił do Jędrka, który bawił się swoimi szczoteczkami. „Jędrek, a po co Ci te szczoteczki?”. Na co Jędrek raz dwa schował swoje szczoteczki do kieszeni w drzwiach samochodu. Rozbawiło to starszych bardzo. Pytanie, zawstydził się pytaniem G. czy nie chciał się podzielić zabawką? ;)
Potem G. z bratem rysowali sobie na oknach buźki, słoneczka i G. stwierdził, że może Jędrek też by chciał. Jędrek takich rzeczy sam absolutnie nie jest w stanie zrobić, wiec Andrzej zachęcił G. by mu pomógł. Ten delikatnie wziął rękę Jędrka, narysował nią buźkę i bił Jędrkowi brawo. A Jędrek cały był zadowolony. On lubi być razem, robić, to co inne dzieci. O ile to go nie przerasta i nie narusza jego poczucia wolności. A dla nas taki widok zadowolonego Jędrka – Jędrka który jest razem, a nie obok – to coś pięknego.

Ne, dziękuję.

Dziś Jędrula miał zajęcia z panią Kasią, pedagog. Takie niewyrobione godziny z ostatniego projektu KTA. Ze dwa miesiące nie widział pani Kasi. Ale byłam spokojna bo on aktualnie jest w dobrej formie, w sensie humoru. No i było ok. Tyle, że cokolwiek pani Kasia wyciągała z szafy, żeby Jędrkowi zaproponować do roboty, to on zdecydowanie, ale grzecznie mówił: NE. A robił to tak ładnie, że pani Kasia nie miała sumienia nie zaakceptować jego woli. Więc zajęli się zabawą i skupili na wzajemnych interakcjach. I bardzo fajnie bo myślę, że to Jędrkowi więcej da jak zrobienie kolejnej układanki.
Na basenie też było fajnie. Był grzeczniutki. Tyle, że doszło do nas, że obsługa basenowa się skarży, że im Jędrek dokonuje zniszczeń (a to kwiatek poskubie, a to numerek na szafce zdrapie). Cóż, nie to, żebyśmy mu na to pozwalali, ale czasem nie jesteśmy w stanie upilnować (jest szybszy jak błyskawica). Basen jest dla niepełnosprawnych (przy domu pomocy społecznej), ale za bardzo to oni tego nie rozumieją. Trudno.
A w domu ostatnio Jędrka ulubioną zabawką jest … duża skrzynka na zabawki. Powtarzam: skrzynka – pusta. Tylko wstanie rano to ją pakuje do łóżka;) No i takie to mam poranne towarzystwo w łóżku;)