Zajęcia otwarte

Rzadko piszę, szkoda. Może za to więcej żyję :-) Nie piszę już w celach terapeutycznych. Ani dla kogoś. Piszę tylko po to, żeby ocalić od zapomnienia.

Ten rok był bardzo burzliwy w Ośrodku. Zmiana dyrekcji, zmiana terapeuty. Bardzo nas to niepokoiło. Na szczęście wygląda na to, że na Jędrku się te zmiany nie odbiły negatywnie. Cały rok miał dobry. Dobrze nam się współpracowało z panią Kasią i chyba się lubili z Jędrkiem. I tak samo jest z panią Anią, którą Jędrek ma od połowy roku szkolnego (mniej więcej). Dziś zaś był w Ośrodku w Jędrka grupie dzień otwarty i mogliśmy iść popatrzeć na zajęcia. Było to organizowane pierwszy raz (w takiej formie) i bardzo mi się podobało, że mogłam iść zobaczyć kawałek Jędrka zwykłego dnia w Ośrodku. Jak Jędrek pracuje indywidualnie z terapeutą, jak ma stymulację sensoryczną, zajęcia grupowe kulinarne (robili tortillę) i tzw. pudełko (sztuczki magiczne ;-) Bardzo mi się wszystko podobało. Powiem więcej – to było inspirujące i nabrałam ochoty by przenieść niektóre zajęcia do domu. Na pewno chciałbym trochę bardziej angażować Jędrka w zajęcia domowe, porządki, gotowanie. Może byśmy zaczęli też robić stymulacje? Jeśli starczy czasu. Na razie nie starcza. Nic to, nic na siłę :-)

Właśnie chłopcy pobiegli biegać. Ćwiczą przed biegiem. Za 3 dni bieg miejski – chłopaki na dystansie 5km.

Nowy rok szkolny

Jakoś mi szkoda się zrobiło, że rzadko piszę. I umykają cenne wspomnienia.

U nas generalnie dobrze. Rozpoczęliśmy nowy rok szkolny. Jędrek ma nową panią, panią Kasię. Jędrek idzie do szkoły radosny i taki z niej wraca. Pani Kasia go chwali. Że jest chętny do pracy, do działania. Chętnie pomaga. Tak. Też to zauważyłam w domu. Jeśli coś jest w granicach jego możliwości Jędrek bardzo chętnie pomaga. Zadowolony niesie siatkę z zakupami, wynosi śmieci, zanosi naczynia na stół. Tylko porwane i porozrzucane papierki po sobie sprząta opornie ;-)

I bardzo dąży do samodzielności. Nie chce by mu pomagać przy ubieraniu się. A więc ostatnio często ma trochę byle jak założone skarpety. Ale najważniejsze, że robi to sam :-)

Szkoła na Poleskiej

Rok temu miałam fazę rozliczeń i podsumowań. Rozstałam się z Metodą Krakowską. Wielu uznało mnie za niewdzięczną czarną owcę. Ja po świeżej lekturze tego, co napisałam rok temu uważam, że zrobiłam to delikatnie i rzeczowo. Nie, nie uważam, bym była niewdzięczna. Przemilczałam wiele trudnych spraw, które przeżyliśmy w związku z metodą, turnusami itd. I dalej nie zamierzam o tym pisać. To, co uznałam za ważne, napisałam. Jak komuś da to do myślenia, to ok, jak nie, jego problem. Nie jest i nie było moim celem opluwanie kogoś. Decyzja o wypowiedzeniu się głośno na ten temat trochę mnie nerwów kosztowała.
Nie starczyło już sił na podsumowanie doświadczeń związanych ze szkołą na Poleskiej. Napisałam nawet list do Dyrekcji, ale nie znalazłam w sobie siły, by go wysłać. Może powinnam była. Może. Bo w tym roku dowiedziałam się, że rodzice kolejnego niemówiącego autystycznego dziecka byli zachęcani do pójścia do tej placówki. Inne z kolei dziecko zostało stamtąd zabrane po 4 latach. Może więc warto mówić głośno o swoich doświadczeniach, by uchronić kogoś innego przed podobnymi. Ciężko jest publicznie mówić źle o kimś. Nie lubię tego bo jakbym się nie starała być rzeczowa, to tak czy siak wychodzę na awanturnicę i niewdzięcznicę. A naprawdę nie chodzi mi o bezsensowne opluwanie kogoś i robienie komuś złej reklamy a o to by ktoś miał większą świadomość tego, co wybiera.
Szkoła na Poleskiej ze swoimi maksymalnie 4 osobowymi klasami da autystów (w naszym przypadku była to nawet tylko 3 osobowa klasa) zupełnie się nie sprawdziła. Mimo niewątpliwych dobrych chęci Dyrekcji i nauczycieli, przeżyliśmy horror. Nasze dziecko i my. Nauczyciele sobie z nim nie radzili a Jędrek stał się bardzo agresywny. Przeżyliśmy horror organizacyjny (mąż spędził dobre kilka miesięcy na korytarzu przed klasą) i emocjonalny. Bo przekaz jaki dostawaliśmy ze szkoły nie był typu „my sobie nie radzimy, nie potrafimy”, tylko „Jędrek jest zły i agresywny”. Na moje stwierdzenie, że pani sobie z Jędrkiem nie radzi i trzeba szukać pomocy specjalistów (których im nawet zorganizowaliśmy) usłyszałam oburzone słowa Pani: „Ja sobie nie radzę? Ja sobie doskonale radzę. Jak on jest grzeczny. Ale jak jest agresywny, to pani wybaczy, nie jestem specjalistką od trudnych zachowań”. Usłyszałam słowa od innej pani, że: „Ja znam dzieci autystyczne. One nie są agresywne. A Jędrka agresja, to przecież nie jest moja wina ani szkoły. Państwo wybaczcie, ale może popełniacie jakieś błędy wychowawcze i powinniście się udać do dobrego psychologa”. O tym, że Jędrek „przeszkadzał w lekcjach”, „był agresywny bez powodu” i różnych takich drobiazgach może już i nie warto wspominać. My byliśmy bardzo długo grzeczni i pokorni… Dopiero pod koniec kwietnia odważyłam się tupnąć nogą. i powiedzieć dość siedzenia na korytarzu. I dwa ostatnie miesiące to był najlepszy czas względnego spokoju. Wtedy Jędrek był na indywidualnych zajęciach z panią Izą, która przyjmowała go takim, jaki jest. Ale indywidualne nauczanie, parę godzin w tygodniu, to marne rozwiązanie na dłuższą metę.
Także z własnego doświadczenia i obserwacji kilku innych osób, widzę, że te klasy autystyczne w tej szkole sprawdzają się, ale dla autystów mówiących, lepiej funkcjonujących. Dzieci niemówiące, niekomunikujące się, tam się nie odnajdują. I albo jest z nimi problem od początku, albo je rodzic zabiera po 4 latach bo w starszych klasach panie nie potrafią z nim pracować.
Naprawdę przy całej mojej sympatii do ludzi pracujących w tej szkole (bo są pełni dobrych chęci) – muszą się jeszcze dużo nauczyć, żeby to funkcjonowało jak trzeba. A pierwszą rzeczą jaką bym proponowała, to zmiana postawy i myślenia. Gdy coś jest nie tak, może by zamiast zwalać winę na dziecko i rodzica, warto by rozważyć, czy oby moja-nasza oferta jest odpowiednia dla tego dziecka i w związku z tym, albo takich dzieci nie przyjmujemy, albo staramy się coś zmienić w naszym postępowaniu-nauczaniu tych dzieci.
My przeżyliśmy horror. I dochodziliśmy do siebie dobre parę miesięcy. Przenieśliśmy Jędrka do Ośrodka KTA i na początku też nie było łatwo. Bo Jędrek wyuczył się już pewnych zachowań, reagowania agresją itd. Na szczęście tu nikt nas nie wzywał na rozmowy typu: „Wasze dziecko jest agresywne, zróbcie coś z tym”. Oni mieli plan, wizję, co z tym robić. I udało się. Po paru miesiącach Jędrek bardzo się wyciszył, uspokoił. W tej chwili zachowania trudne się zdarzają (a nie są nagminne kilka razy dziennie, jak było rok temu). Zachowań agresywnych praktycznie już nie ma albo sporadycznie. To już inne dziecko. Nauczyliśmy się z nim postępować? Stworzyliśmy mu takie warunki, by mógł żyć w miarę bezstresowo a nie w ciągłej frustracji? Nie wiem, zobaczymy, co będzie dalej. W tej chwili jestem zadowolona. Uważam, że przeniesienie Jędrka do Ośrodka było naprawdę dobrą decyzją.
A doświadczenie ze szkołą na Poleską? Było arcytrudne, aczkolwiek może też potrzebne, byśmy zrozumieli jak funkcjonuje nasze dziecko, czego mu trzeba i przestali próbować dopasowywać go na siłę do normy. Dla nas to była ciężka lekcja, z której wyciągnęliśmy wnioski. Niemniej może fajniej by było, jakbyśmy nie musieli przeżywać czegoś takiego na własnej skórze, a specjaliści, terapeuci, fachowcy w szkołach i poradniach byliby bardziej świadomi, gdzie dane dziecko może się odnaleźć. Zwalam winę na innych? Ale czemu to ja matka mam wiedzieć, gdzie jest miejsce mojego dziecka podczas gdy specjaliści nie wiedzą.