Trochę jestem zmęczona

Z założenia miał się zmęczyć Jędrek. Niestety dalej ma fazę niszczycielską. Rwie, co się da. Przesiaduje w łazience. Ma problem z zasypianiem.
Postanowiłam więc dziecka nie zostawiać jego niszczycielskim skłonnościom i zająć czymś. Poszliśmy na dłuuugi spacer. Po dwóch godzinach ja ledwo powłóczyłam nogami, a on zaczął podskakiwać i biegać. Na szczęście posłusznie się zatrzymywał na moje wołanie. Po kolejnych minutach dowlokłam się do domu. Jędrek zrobił mi awanturę, że nie zaszliśmy do sklepu. Zrobiłam mu obiad i chciałam odpocząć 5 minut. Nie pozwolił, uparł się, żeby iść do sklepu. Więc znowu maszerowaliśmy. Po powrocie do domu, 4 i pół godzinach na nogach (w między czasie oprócz maszerowania, gotowania obiadu, musiałam sprzątać łazienkę po powodzi, którą Jędrek tam urządził) postanowiłam położyć się na 5 minut. W tym czasie mój syn wyciągnął z szuflady kabel od mojego komputera i zdarł z niego izolację. Po czym urządził nam awanturę bo nie byliśmy tym faktem zachwyceni.
Załamałam się. Klapłam i czekam na koniec świata ;-)

A wiosna piękna tego roku. Spaceruję z Jędrkiem i podziwiam. I takie mam refleksje, ileż to ja wiosen przegapiłam.

IMAG0714

IMAG0720

IMAG0722

IMAG0725

Ostatnio (cokolwiek to znaczy)

Ostatnio Jędrek ma gorszy czas. Trudno zdefiniować konkretniej to „ostatnio”, ale chyba od kilku tygodni. W piątek miał trudne zachowania w Ośrodku, był agresywny. W domu objawia się to tym, że jest bardziej uparty, trudno go do czegoś przekonać, jak się przy czymś uprze, psuje, psoci, rwie co się da i ma problemy z zasypianiem i spaniem. Nie wiem, o co chodzi. W sumie to każdy miewa lepsze i gorsze dni. Nie ma więc co się łudzić, że Jędrek będzie zawsze w formie.

Aczkolwiek jak ostatnio chadzałam z nim na długie (godzinne-dwugodzinne spacery), to wydawało mi się, że taki jest pogodny i „łatwy w obsłudze”. Chodził ze mną grzecznie i pogodnie, nie marudził, uśmiechał się promieniście. Do wczoraj (wczoraj już mu tak dobrze nie było i trochę mi pomuczał). Może nie mógł się doczekać, czegoś smacznego (zawsze coś mu na koniec kupuje).

Od ubiegłego tygodnia mamy nowe zajęcia. Muzyczne – nauka gry na pianinie Metodą Ruchomych Kolorowych Nut oraz biofeedback. Zaczęłam się nawet zastanawiać, czy to go jakoś nie zestresowało szczególnie. Na zajęciach muzycznych nie wydawał się jakoś zestresowany, aczkolwiek pełni szczęścia nie było. Tydzień temu. Wczoraj było lepiej. Gosia mówiła, że nawiązywał z nią fajny kontakt, uśmiechał się, grali Kotka na płotku, Jędrek szukał dźwięków na pianinie -wsłuchiwał się w nie (a nie stukał mechanicznie). Na koniec było wyraźnie widać, że był zadowolony i odpowiadał (Ga=Tak) na pytanie, czy przyjdzie jeszcze. O Gosi i Metodzie Kolorowych Nut na pewno jeszcze napiszę.

Na biofeedbacku było gorzej. Pierwszego dnia Jędrek nie dał się nawet podłączyć, klipsy na uszy dawał sobie przypinać na chwilę i to na sali od integracji, gdy się huśtał na czymś. Miał wyraźne duże opory. Następnego dnia było jednak już lepiej. Andrzej i pani Aneta tak go cierpliwie zachęcali, że udało im się na parę chwilek go podłączyć do sprzętu. Nic to, cierpliwie i powoli, może coś się uda, może się w końcu Jędrkowi spodoba.

Kocham go bardzo, tego mojego Jędrulka.

Jesienny spacer

Niestety rodzinnie spacerujemy rzadko. Chłopaków to raczej nudzi. Najlepszy piechur jest z Jędrka, ale on z kolei jest mało sterowalny. Ale wczoraj nam się udało. Choć trochę.
I oprócz spacerowania były lody i gofry (inaczej nasz starszy syn uznałby ten spacer za kompletną stratę czasu i bezsens totalny, a i młodszy nie byłby ukontentowany). No więc były i lody (dla dzieci) i gofry (z założenia dla rodziców). I o dziwo, Jędrek po raz pierwszy w życiu zjadł gofra. Z cukrem pudrem. Wrąbał całego, a kiedyś nie można go było namówić.