Dobra zamiana

No i chodzi Jędrek na zajęcia do Axonu. Raz na tydzień spotyka się na 2 godziny z panią Anią. Dziś było drugie spotkanie. Pani była bardzo zadowolona bo Jędrek współpracował :-)
W pewnym momencie zaś wziął swoją książkę PECS i dał pani obrazek – baraszkowanie. Zakomunikował sam z siebie PECSem, że chce się pobawić. Przeniósł umiejętność wyuczoną w Ośrodku na terapeutę z zewnątrz. Pięknie.

Jędrek i motywacja

Opowiadałam ostatnio pewnej nowej znajomej o Jędrku, a że jest ona terapeutą i logopedą to zainteresowało ją, jak sobie Jędrek radzi z PECSami, na jakiej jest fazie. Hmm,szczerze mówiąc wyszłam z tematu – Jędrek ćwiczy PECS w Ośrodku, w domu tego nie robimy, więc takich dokładnych danych nie mam. Ale dzisiejszy wpis pana Łukasza potwierdza moje przekonania. Jędrek wciąż ćwiczy właściwy wybór obrazków (faza IIIB) i czasem wybiera dobrze, a czasem nie. Żeby było śmieszniej, jak jest dobrze zmotywowany, to wybierze właściwy PECS bez problemu, kiedy indziej zaś kaszanka – jakby nie wiedział o co chodzi. Dziś ćwiczyli PECS’y na przewalankach (ulubiona zabawa Jędrka), sznurkach itd. Jędrek wybierał z niemal 100% trafnością. Pan Łukasz skomentował: „Jak Jędrek ma motywację, to daje radę”.
No właśnie. Problem w tym, że trafność jest „niemal” i problem z motywacją. Nie tak łatwo o motywację u Jędrka.
No, ale fajnie, że czasem ma :-)

PECSik – pić

Jędrula się kręci po domu. Widzę, że szuka. Coraz bardziej niecierpliwie. Próbuje mnie nawet gdzieś niby prowadzić. Swoim szóstym matczynym zmysłem domyślałam się, że pewnie chodzi mu o tą butelkę coli, którą z pół godziny wcześniej widział i którą schowałam. Siedzę w fotelu i pytam: Chcesz colę? On, ożywiony: Taa. Nie tak często reaguje tak zdecydowanie i entuzjastycznie. Ja: No to weź z książki i daj mi obrazek. Wyjmuje sam z plecaka swoją książkę, wyszukuje obrazek i daje mi. Ni mu nie pomagam, nie przytrzymuję, nie pokazuję, siedzę w odległości pewnej. I faktycznie dał PIĆ. No to nas zastrzelił :) Bo przyznam się bez bicia, że PECS ćwiczą z nim w Ośrodku. W domu książka przeważnie jest w plecaku. I żeby tak sam z plecaka wyjmował książkę, potem szukał PECS i dał ten co trzeba. No no, miał motywację. Żeby było śmieszniej, jemu nawet nie tyle na tej coli zależy, co na butelce. Trzeba ją odkręcić, nalepkę zerwać itd. Szkoda tylko, że jednak woda do tego stopnia go nie motywuje.
PS. Oczywiście wiem, że nie powinien pić coli.

Ferie

Jędrula w ferie chodzi do Ośrodka, czyli swojej szkoły. W ferie funkcjonuje to trochę inaczej. Jest krócej (do 14.00), nie ma zajęć indywidualnych, czasem są łączone grupy, nie ma wszystkich terapeutów. I nie ma obiadów (muszę dawać sama). Czyli bardziej takie zajęcia opiekuńczo-wychowawczo-przedszkolne. Oczywiście miałam pewne obawy, jak on się w tym odnajdzie bo dla autysty każda zmiana może być problemem. Ale jest dobrze, a nawet super.
Wczoraj, po zjedzeniu zupy, nie chciał jeść drugiego. Terapeuta próbował go zachęcić. Na to Jędrek pogrzebał w swojej książce PECS i podał mu kartkę: KONIEC. Cudne!
Na spacerze zaś zaczepiał, ganiał za kolegą Krzysiem. Bawił się z nim po swojemu. Piękne. Bo on dzieci zaczepia rzadko, jeśli już to chętniej dorosłych. No chyba, że swojego własnego brata. Jędrek wchodzący w relację z innym dzieckiem z własnej inicjatywy, to rzadki przypadek. I jakże cenny.
A dziś rano zaskoczył ojca kolejną nowinką. Otóż, od kilku dni, gdy wsiadają rano do samochodu, Andrzej odwraca mu nogi i stuka but o but, żeby pozbyć się śniegu. Nawet nie próbował uczyć Jędrka, by robił to samodzielnie (bo to ciężka praca taka nauka w przypadku naszego Jędrka). A tu dziś wsiadają do samochodu, Andrzej rzucił w kosmos takim „Strzep śnieg z butów”, a Jędrek sam się obrócił, wysunął za próg samochodu nogi i pouderzał butem o but. Szczęka mężowi opadła.
A mnie się buzia śmieje :)

Jędrek pływa jak ryba

Dziś po szkole Jędrek pojechał na basen z tatą. W samochodzie zaskoczył ojca, bo sam z siebie wychodząc z auta założył sobie książkę do komunikacji (PECS) na szyję. A przyznam się, że od jakiegoś czasu książki to on używa w Ośrodku, w domu książka zazwyczaj zostaje w tornistrze. No ale skoro syn nam jasno pokazuje, ze chce nosić książkę (mimo, że jej nie używa w sumie), to uszanujemy jego wolę:)
A na basenie Jędrek pływał jak ryba:) Jędrek często jest tak żywy na basenie, że przestrasza takie spokojniejsze bojące się dzieci. Dlatego jesteśmy przyzwyczajeni, że nie wszyscy są zachwyceni Jędrka obecnością na basenie. No i dziś była fajna sytuacja. W pewnym momencie dziewczynka zaczęła krzyczeć: „Mamo, mamo, Jędrek!” Mąż już chciał interweniować i tłumaczyć się, no że on tak przeszkadza. Na co mama mówi: Nie o to chodzi. Klaudia mi zawsze mówi: „Jędrek pływa jak ryba” i to chciała właśnie powiedzieć:)

Przedszkole dla autystów w Poznaniu

Rozmawiałam z Magdą Kaźmierczak (od PECS). Ich przedszkole rusza już tuż tuż. W założeniach ma to być modelowe przedszkole pracujące metodą PECS. A że robią to ludzie profesjonalni i zaangażowani w swoją pracę, to ja jeszcze raz gorąco polecam.
Gdyby Jędrek był w wieku przedszkolnym i mieszkalibyśmy w Poznaniu na pewno bym się tam zgłosiła.
Hania

Info reklamowe:

Miło nam poinformować, że od stycznia 2013 r. swoje funkcjonowanie w Poznaniu rozpocznie Niepubliczny Terapeutyczny Punkt Przedszkolny “Saplings – Educating for life” przy ul. Przemysłowej 68.

Będzie to placówka terapeutyczno-edukacyjna, dedykowana dzieciom z autyzmem w wieku od 3 lat do 8 lat, które wymagają stałej opieki logopedów, specjalistów pedagogów, czy terapeutów sensorycznych. Punkt przedszkolny będzie pracował w oparciu o programy wychowania przedszkolnego wybrane z zestawu programów MEN oraz indywidualne programy terapeutyczne opracowane dla każdego dziecka.

W pierwszej kolejności będą przyjmowane dzieci z orzeczeniem o potrzebie kształcenia specjalnego, wydanym przez publiczną poradnię psychologiczno-pedagogiczną. Przedszkole będzie do dyspozycji dzieci codziennie, od poniedziałku do piątku w godz. 8:00 – 14:00 – lub dłużej wg potrzeb.

“Saplings” będzie kameralnym miejscem, w którym wspierać będziemy potencjał rozwojowy każdego dziecka, ze szczególnym naciskiem na rozwój funkcjonalnych umiejętności porozumiewania się i umiejętności społecznych.

Wszystkie ważne informacje i szczegóły dotyczące funkcjonowania placówki, jej celów i zadań, zasad przyjmowania dzieci, udzieli Państwu Marek Kaźmierczak pod nr tel. 533 98 32 34.

Dobrze.

Dość często słyszę pytanie: „No i jak Jędrek w nowej szkole? Czy jesteście zadowoleni?” Odpowiadam, że tak, że o niebo lepiej. Ale… cały czas się boję.
Jakiś czas temu Jędrek miał gorszy czas. Znowu się denerwował, robił awantury, drapał. W domu nie było to na taką skalę jak w ubiegłym roku, ale ja zaczynałam się już bardzo martwić. Ten tydzień był za to super. Same dobre wieści z Ośrodka. W domu spokój i radość.
Wczoraj Jędrek miał zajęcia z panią Kasią, naszą terapeutką, z którą Jędrek miał zajęcia w KTA od jakiś dwóch czy trzech lat (co jakiś czas, jak były godziny z projektu). Nie widział się z nią od wakacji, a i w wakacje miał zajęcia z nią w innym miejscu. Była więc pewna obawa jak zareaguje w sobotę na zajęcia w swojej szkole. I faktycznie trochę był z początku jakby zaskoczony – rozdrażniony, ale szybko zadecydował, że zabiera panią Kasię nie do sali, którą mu proponowała, tylko na górę do swojej klasy. Tam sam z siebie dał jej PECS „zabawa”, po czym wyciągnął swoje zabawki i zaczął się po swojemu bawić. Pani mówiła, że wygląda na bardzo oswojonego i dobrze czującego się w tym miejscu.
Cieszy mnie to bardzo, choć trochę boję się o tym mówić. Żeby czar nie prysnął.
Bo oczywiście tak całkiem różowo nie jest. Nawet teraz jak wydaje się być dobrze. Jędrek nawet śpi lepiej. Dziś była pobudka dopiero ok. 7 (cud nad Białką). Na dodatek od jakiegoś czasu śpi w pokoju z Piotrkiem. Czasem nawet sam się tam kładzie i zasypia.
Tyle, że wczoraj i dziś z rana nagle (i trudno powiedzieć dlaczego) trochę się poawanturował. Pytanie dlaczego?

Różowy w czarne paski

Tak całkiem dobrze, to u nas nie jest. Już mi się wydawało, że stan Jędrka nerwowości i agresywności był chwilowy i jest lepiej, a tu wczoraj doszło do nas, że Jędrek w ośrodku dał im ostro w kość. Podrapał panią mocno. Do krwi. Jeść nie chce, komunikować się nie chce, drapie na całego. Ech, zrobiło mi się smutno. Strach mnie obleciał. Że on tak ma i nikt sobie z nim nie poradzi, że nie ma na to środków zaradczych. I choć w domu jest dobrze, to wiem, że jeśli mu w szkole nie będzie dobrze, to zacznie przenosić swój stres do domu. A gdyby nawet nie, to też nie potrafiłabym się odciąć i się nie martwić. I znowu poczułam, że mój stan ducha jest uzależniony od tego, jak funkcjonuje Jędrek.
Ale smyk zrobił mi prezent. Był dziś w szkole bardzo grzeczny. Zjadł kanapkę, zakomunikował za pomocą PECS, że już nie chce i w ogóle był „anielski”, jak to pani określiła. Czyżby pomógł mój monolog, który do Jędrka skierowałam na temat właściwego zachowania się w szkole? ;) Tak czy siak, zrobił mi prezent na długi weekend.