Rozrywkowy chłopiec

Ten nasz synek to się zrobił bardzo rozrywkowy chłopak. Wszędzie mu dobrze, wszędzie się dobrze bawi. Np. wczoraj na chrzcinach mojego bratanka, w kościele bawił się przednio. Najpierw poprzestawiał jakiś panów stojących przy kolumnie, potem usiłował zdemolować dwa konfesjonały (zaczął rozkładać je na części pierwsze, uznał ,że poduchy są tam niepotrzebne), następnie pobiegł pod ołtarz i przebiegł się między księdzem a chrzczącym towarzystwem, aż w końcu legł na ławkę i dosiedział już grzecznie do końca mszy, tyłem do ołtarza (szczegół). Nie powiem, żebym się równie dobrze bawiła jak on, ale starałam się zachować zimną krew i pogodę ducha.
Równie dobrze Jędrek się bawił tydzień temu na balu karnawałowym organizowanym przez KTA.

Ne, dziękuję.

Dziś Jędrula miał zajęcia z panią Kasią, pedagog. Takie niewyrobione godziny z ostatniego projektu KTA. Ze dwa miesiące nie widział pani Kasi. Ale byłam spokojna bo on aktualnie jest w dobrej formie, w sensie humoru. No i było ok. Tyle, że cokolwiek pani Kasia wyciągała z szafy, żeby Jędrkowi zaproponować do roboty, to on zdecydowanie, ale grzecznie mówił: NE. A robił to tak ładnie, że pani Kasia nie miała sumienia nie zaakceptować jego woli. Więc zajęli się zabawą i skupili na wzajemnych interakcjach. I bardzo fajnie bo myślę, że to Jędrkowi więcej da jak zrobienie kolejnej układanki.
Na basenie też było fajnie. Był grzeczniutki. Tyle, że doszło do nas, że obsługa basenowa się skarży, że im Jędrek dokonuje zniszczeń (a to kwiatek poskubie, a to numerek na szafce zdrapie). Cóż, nie to, żebyśmy mu na to pozwalali, ale czasem nie jesteśmy w stanie upilnować (jest szybszy jak błyskawica). Basen jest dla niepełnosprawnych (przy domu pomocy społecznej), ale za bardzo to oni tego nie rozumieją. Trudno.
A w domu ostatnio Jędrka ulubioną zabawką jest … duża skrzynka na zabawki. Powtarzam: skrzynka – pusta. Tylko wstanie rano to ją pakuje do łóżka;) No i takie to mam poranne towarzystwo w łóżku;)

Dobrze.

Dość często słyszę pytanie: „No i jak Jędrek w nowej szkole? Czy jesteście zadowoleni?” Odpowiadam, że tak, że o niebo lepiej. Ale… cały czas się boję.
Jakiś czas temu Jędrek miał gorszy czas. Znowu się denerwował, robił awantury, drapał. W domu nie było to na taką skalę jak w ubiegłym roku, ale ja zaczynałam się już bardzo martwić. Ten tydzień był za to super. Same dobre wieści z Ośrodka. W domu spokój i radość.
Wczoraj Jędrek miał zajęcia z panią Kasią, naszą terapeutką, z którą Jędrek miał zajęcia w KTA od jakiś dwóch czy trzech lat (co jakiś czas, jak były godziny z projektu). Nie widział się z nią od wakacji, a i w wakacje miał zajęcia z nią w innym miejscu. Była więc pewna obawa jak zareaguje w sobotę na zajęcia w swojej szkole. I faktycznie trochę był z początku jakby zaskoczony – rozdrażniony, ale szybko zadecydował, że zabiera panią Kasię nie do sali, którą mu proponowała, tylko na górę do swojej klasy. Tam sam z siebie dał jej PECS „zabawa”, po czym wyciągnął swoje zabawki i zaczął się po swojemu bawić. Pani mówiła, że wygląda na bardzo oswojonego i dobrze czującego się w tym miejscu.
Cieszy mnie to bardzo, choć trochę boję się o tym mówić. Żeby czar nie prysnął.
Bo oczywiście tak całkiem różowo nie jest. Nawet teraz jak wydaje się być dobrze. Jędrek nawet śpi lepiej. Dziś była pobudka dopiero ok. 7 (cud nad Białką). Na dodatek od jakiegoś czasu śpi w pokoju z Piotrkiem. Czasem nawet sam się tam kładzie i zasypia.
Tyle, że wczoraj i dziś z rana nagle (i trudno powiedzieć dlaczego) trochę się poawanturował. Pytanie dlaczego?