Biała środa

Jest taki zwyczaj białego tygodnia po I komunii. Nasze dzieciaki też to mają, tylko w rozsądnej dawce:) Tzn. mają jeden biały dzień i to było właśnie dziś. Niestety dzisiejszy dzień nie był najlepszy. W Ośrodku Jędrek kilka razy miał trudne chwile, kiedy płakał, bił się po głowie i nijak nie dawał pocieszyć. Co prawda, gdy go Andrzej odbierał wszystko było już dobrze. Na basenie też było ok. Za to potem w domu znowu było nie najlepiej. I miałam obawę, jak będzie na mszy. Tymczasem Jędrek bez problemu dał się wystroić w albę i wszystko było ok. Grzecznie siedział w ławce (był spokojniejszy jak w niedzielę) i bez problemu przyjął hostię. Bardzo mnie to uradowało. Choć nie wiem, czy z powodów religijnych, czy bardziej z powodu namiastki zwykłości-normalności. Nie wiem też, co to wszystko znaczy dla Jędrka. Widzę, że on to akceptuje, w jakiś sposób wręcz chce, nie jest mu to obojętne. Czy dlatego, że czuje tego odświętność, czy dlatego, że może uczestniczyć w tym, co inni, czy działa tu Bóg? Mocne słowa, których zazwyczaj unikam.

Nasz mały komunista

Jesienią, gdy zaczęliśmy chodzić na msze i spotkania przygotowujące niepełnosprawne dzieci do I Komunii (odbywały się w każdą drugą niedzielę miesiąca o 16.00 w kaplicy Sióstr Misjonarek na Stołecznej), trudno nam było sobie wyobrazić Jędrka u I Komunii. Raczej w ogóle sobie tego nie wyobrażaliśmy, ale wyszliśmy z założenia, że spróbujemy. Pochodzimy, a jak nic z tego nie wyjdzie, to nie wyjdzie. Jędrek na te msze chodził raczej chętnie, ale jego zachowanie trudno było nazwać wzorowym. A już to, co się działo na spotkaniach, miałam wrażenie, że kompletnie do niego nie docierało. Śmiałam się, że to my się przygotowujemy do tej komunii, a nie on. On jak usiadł w ławce, to było dobrze. Preferował konfesjonał z tyłu. No ale raczej nie wchodziło w grę, że w czasie swojej komunii będzie siedział w konfesjonale… Kolejne nasze obawy – czy da się ubrać w albę (a tymczasem okazało się, że ten strój najwyraźniej mu się podoba) i przede wszystkim, czy przyjmie komunię-opłatek.
To, co było fantastyczne w tych wszystkich przygotowaniach, to kompletny brak spięcia-nadęcia. Ksiądz Paweł podchodzi do rzeczy bardzo rozsądnie i na luzie. Minimum takich komunijnych dodatków, które mnie osobiście działają raczej na nerwy. Pozostała kwintesencja tego, co w takiej uroczystości jest ważne. Nie ceremoniał, liczne próby, dzieci ustawione od linijki, zestresowane katechetki itd. Co nie znaczy, że nie było uroczyście i wzruszająco. Było. Dzieciaki przepiękne, w albach, jakie kto miał-chciał. Kaplica, jak zawsze przytulna i trochę bardziej odświętna (dzięki Siostrom Misjonarkom). Goście odświętni i każdy zapatrzony w swojego małego wyjątkowego komunistę. I każdy rozumiejący, że każde zachowanie naszych dzieciaków jest tu normą. Więc to, że Jędrek na początku mszy głośno chrząkał, a potem się wiercił i autystycznie bawił sznurkiem od alby (to się nazywa autostymulacja;), to, że inne dziecko głośno sobie raz czy dwa krzyknęło, inne zawisło na ławce, co na zwyczajnej uroczystości byłoby nie do pojęcia, tu wyglądało całkiem zwyczajnie i nikogo z gości, mam nadzieję, nie oburzało, a rodziców nie stresowało. Było fajnie. Jędrek całą msze wysiedział z nami w ławce, gdzie się nie wyrywał, nie denerwował. W kluczowym momencie podszedł (prawie dobrowolnie;) z nami pod ołtarz, aby przyjąć hostię. Uprzedziliśmy księdza, że prosimy o mały kawałek. Pierwszy wziął do buzi, ale chciał się go pozbyć, więc ja przyjęłam za niego (smakowała mi ta hostia wyjątkowo:). Ale druga próba (na spokojnie) się powiodła. Wziął i połknął. Ależ byłam szczęśliwa:)
Na przyjęciu komunijnym też było super. Jędrula grzecznie siedział przy stole i wsuwał za dwóch. Bardzo długo grzecznie z nami ucztował. Potem troszkę pobrykał po podwórku, poskubał listki i koniec.
Impreza w pełni udana. Było cudnie – rodzina – goście na medal. W kościele Jędruś miał też swoich dwóch gości nie z rodziny, jego dawną opiekunkę panią Halinkę i jego aktualnego terapeutę, pana Łukasza. Nie wiem jak dla Jędrka, ale dla mnie to było bardzo miłe. A Jędrek – nic mi nie powiedział, ale myślę, że czuł, że to szczególny dzień, szczególny dla niego. Dla mnie – dużo bardziej wzruszający, niż bym się po sobie spodziewała. Nawet po powrocie zawiesiłam na ścianie jego pamiątkę z komunii, nasz jedyny święty obrazek w domu.
A na koniec dwa zdjęcia z telefonu. Mam nadzieję, że później będziemy mieli jeszcze kilka innych ładnych.

Pierwsza spowiedź.

Dziś Jędrek był u pierwszej spowiedzi. Wyglądało to tak, że wszystkie dzieci (w naszej grupie komunijnej jest ich 16) były w kaplicy, a w salce przy kaplicy spowiadał nasze dzieciaki ksiądz Paweł. Jędruś wszedł z wyciętym papierowym czarnym serduszkiem, a wyszedł z białym. Co się działo podczas spowiedzi, nie wiem, bo to tajemnica:) Przypuszczam, że ksiądz coś do Jędrka mówił, a Jędrek raczej nic;) Potem, gdy z powrotem weszliśmy do kaplicy, wszyscy bili Jędrkowi brawo (jak każdemu dziecku wracającemu z białym sercem). I wiecie co, Jędrkowi się to chyba podobało. Wydaje mi się, że był zadowolony. A ja poczułam … wzruszenie.
Podczas całej spowiedzi i próby, która trwała z godzinę, Jędruś był bardzo grzeczny. Ciutkę się wygłupiał, ale w sumie był naprawdę ok. Oby w niedzielę było tak dobrze.

Ale jestem dumna z synka mego grzecznego.

Wczoraj była I Komunia mojego chrześniaka. Jędrula był super grzeczny cały dzień. Gdy się stroiliśmy chyba już czuł powagę chwili. Potem był bardzo grzeczny na mszy (przed kościołem co prawda, ale w środku był za duży tłok, więc chłopcy zostali pod kościołem), a potem na pokomunijnej imprezie. Pięknie tam jadł, był cierpliwy i grzeczny przez cały czas. Mimo, że tłum był na imprezie (wielka wspaniała rodzinka:) Fakt, było pięknie i ciepło, więc większość czasu spędziliśmy na podwórku. Cudnie było.
W ogóle ostatnio Jędruś jest bardzo grzeczny.

Komuniasta już wkrótce

Jak co miesiąc udaliśmy się na mszę przygotowującą nas do I Komunii Jędrka. I chyba po raz pierwszy nie wyszłam z myślą: moje dziecko zachowuje się najgorzej i jest najbardziej dzikie. Dziś Jędrek był raczej grzeczny, nieznacznie sobie wokalizował siedząc w konfesjonale. Za to w inne dzieci jakby coś wstąpiło. A więc były piski, cieńsze i grubsze, kładzenie się na podłodze, a nawet ganianie przed ołtarzem (to już po mszy;) I może to co powiem jest nienormalne, ale wszystkie te zachowania podbudowywały mnie na duchu. Że nie mój jeden cudak. Normalnie kocham te dzieciaki :)
Po mszy, gdy tata udał się z innymi rodzicami na rozmowę z księdzem, ja zostałam z Jędrkiem na „naukach” z katechetką. Oczywiście nie wiem, czy cokolwiek z tych nauk dociera do Jędrka. Raczej na to nie wygląda. Sukcesem jest jak usiądzie grzecznie w ławce. I siedział dziś. A podczas próby podchodzenia pod ołtarz, odpowiadania „amen” na słowa „Ciało Chrystusa” i próbne otwieranie i zamykanie buzi do przyjęcia hostii, nie musiałam go ciągnąć na siłę (opierał się tylko nieznacznie;), powtórzył po mnie amen i prawie otworzył buzię. Z zamknięciem za to nie było żadnego problemu;) Nadzieja we mnie wstąpiła, że może jakoś damy radę?
Dostaliśmy albę od koleżanki. Obawiałam się reakcji Jędrka na takie wdzianko. Tymczasem przymierzył chętnie i zdaje się, że mu się podobało. Nam się też podobał w albie. Wygląda jak zakonnik ;)
P.S.(taty): Butów mu nie przymierzaliśmy. Więc powiedzmy, że to był kameduła bosy.