Takie tam dziwactwa

Trochę się boję powiedzieć, żeby nie zapeszyć. Ale jakoś dobrze nam ostatnio się żyje z Jędrkiem. Owszem ma swoje dziwactwa. Np. każe mi chodzić w T-shircie z rowerem. Grzebie w koszu na śmieci i to tak maniakalnie, że zaczęłam trzymać odpadki na klatce schodowej (za drzwiami). Gasi światło, jak chcemy by było zapalone, albo odwrotnie świeci w biały dzień. Ale to wszystko da się przeżyć. I nawet mieć osobiste plany życiowe, o których na razie publicznie cicho sza.
A jak fajnie jest popatrzeć na chłopaków naszych dwóch, jak się razem bawią, gałganią (takie przewalanki, ganianie się, łaskotanie itd.) I wcale nie muszę Piotrka do tego namawiać. Widać, że on też ma z tego dobrą zabawę.

Pogodniejszy

Ostatnio mamy dobry czas. Od tej nocnej awantury 2 tygodnie temu – można powiedzieć, że jest sielanka. Jędruś jest pogodny i zdaje się być szczęśliwszy. Takie obserwacje poczynili terapeuci z Ośrodka i ja to potwierdzam. Złości się sporadycznie, krótkotrwale i „w swoim zakresie”. Jest co prawda trochę uparty i na pewne rzeczy trudno go namówić, np. lubi biegać goło po domu, ale trudno – musi mieć swoje zdanie, swoją przestrzeń. Ma też nową pasję. Szczoteczki poszły w odstawkę. Nie ma też manii wylewania wody (za to chętnie przelewa z czajnika do dzbanka, ale zachowuje rozmiar i nie leje ponad objętość naczynia). Jego główną nowo-starą pasją jest rwanie. Rwie papier i folie na maluteńkie kawałeczki. Na szczęście wybiera opakowania, rzeczy nam zbędne. Oby tak dalej.
Poza tym jest milusiński i głaszcze mnie po głowie nad ranem:) Śpi trochę lepiej. Daję mu melatoninę. Nie zawsze działa rewelacyjnie, ale chyba trochę działa.
W ubiegły weekend dałam mu tabletkę na odrobaczenie. Zmian jakiś, efektów, skutków nie zauważyłam, ale chcę wierzyć, że mu to dobrze zrobiło. Od poniedziałku wzmocnimy to kroplami z orzecha włoskiego.
Poza tym daje mu sok z aloesa, na wzmocnienie – od przeziębień.
Wczoraj Andrzej był z Jędrkiem na zajęciach grupowych w Ośrodku a potem na basenie. Było tak dobrze, że aż się mąż mój odgrażał, że popełni notatkę. Oby.
A, jeszcze jedna ważna zmiana w naszym życiu. Mam parę zamkniętych szafek-szuflad. Teraz już nie muszę ukrywać słodyczy w głębi szaf za ubraniami, tylko mam je w zamkniętej szafce w kuchni. Wczoraj popełniłam chyba błąd bo wyjęłam słodycze stamtąd przy Jędrku. A więc wie już gdzie są. Dziś rano przyprowadził mnie pod tą szafkę i pokazał. Na szczęście zaakceptował, że „teraz nie”, że „słodycze po szkole”. Zobaczymy, co będzie dalej.
PS. Przed chwilą przeczytałam jakieś moje użalanie się z lutego, że Jędrek gorzej śpi bo tylko do 4. Aktualnie jestem szczęśliwa jak śpi do 4 :) Teoria względności.

Koledzy

A może by tak dla odmiany napisać o Jędrku? ;) W końcu to o nim blog.

Dziś będzie o tym, ja to Jędrek wracał ze szkoły. Samochodem, z tatą i naszą koleżanką, co mieszka na naszym osiedlu, a ma też małego autystę + starszego syna (lat ok. 8). Otóż ten chłopiec, jako, że ma młodszego brata, to do autystów przyzwyczajony i potrafi z nimi postępować. Siedział dziś między chłopakami i w pewnym momencie zagaił do Jędrka, który bawił się swoimi szczoteczkami. „Jędrek, a po co Ci te szczoteczki?”. Na co Jędrek raz dwa schował swoje szczoteczki do kieszeni w drzwiach samochodu. Rozbawiło to starszych bardzo. Pytanie, zawstydził się pytaniem G. czy nie chciał się podzielić zabawką? ;)
Potem G. z bratem rysowali sobie na oknach buźki, słoneczka i G. stwierdził, że może Jędrek też by chciał. Jędrek takich rzeczy sam absolutnie nie jest w stanie zrobić, wiec Andrzej zachęcił G. by mu pomógł. Ten delikatnie wziął rękę Jędrka, narysował nią buźkę i bił Jędrkowi brawo. A Jędrek cały był zadowolony. On lubi być razem, robić, to co inne dzieci. O ile to go nie przerasta i nie narusza jego poczucia wolności. A dla nas taki widok zadowolonego Jędrka – Jędrka który jest razem, a nie obok – to coś pięknego.

Szczoteczkowe szaleństwo

Ostatnio Jędrka ulubioną zabawką są… szczoteczki do zębów. Traktuje je jak amulety, biega trzymając je w dłoniach, przekłada z ręki do ręki, ba, nawet z nimi zasypia. Nasze aktualne szczoteczki musimy starannie chować w Jędrkowi nieznanym miejscu, zaś starymi się bawi. Ma ich niezły komplecik, tzn. ok. 7 czy 8. Niedawno o mały włos a kosztowałoby nas to popsuciem pralki (i to całkiem nowej). Otóż któregoś pięknego wieczoru Jędrek zaprowadził tatę do pralki i coś pokazywał, by mu wyjąć. Jako, że on do takiego pokazywania skory nie jest, Andrzej zastanawiał się czy nie wpadła mu właśnie jedna ze szczoteczek do środka, między obudowę pralki a bęben (pralka jest ładowana z góry). Ale wyjąć nie było jak. Stresu się najadłam bo przy praniu coś stukało i hałasowało. Cudem jakimś w czasie prania szczoteczkę wyrzuciło na zewnątrz, z góry na bęben. Odetchnęłam, wybaczyłam lekko, bo myślałam, że szczoteczka wpadła mu przypadkowo. Pralka dość często jest otwarta bo się suszy. Ale dziś, czyli tydzień po tamtej akcji, gdy włączyłam pralkę znowu zaczęła hałasować. Uuu, podejrzane. Kolejnym szczęśliwym trafem – udało się wydobyć kolejną szczoteczkę. Ale tym razem nie mam złudzeń – to nie przypadek. Widać Jędrek uznał, że to doskonałe miejsce do chowania szczoteczek (mimo tego, że starałam się pralkę zamykać, jakoś wykorzystał moment). Gdy go zganiłam słownie, przybiegł do łóżka i schował się cały pod kołdrę. Robi tak ostatnio jak coś spsoci. I nawet bardzo by mnie to bawiło, gdyby nie zniszczenia poczynione przez Jędrka lub ich wizja jak w przypadku pralki. Zapowiedziałam mu więc z ciężkim sercem, że daję mu ostatnią szansę. Jak jeszcze raz jakaś szczoteczka wyląduje w pralce, to szczoteczki wylądują w koszu na śmieci. Ciężko mi z tym bardzo, bo wyobraźcie sobie, jak wyrzucić dziecku jego ukochane zabawki. Z drugiej strony nie mogę pozwolić na takie niszczycielstwo. Mimo, że kocham Jędrka ponad życie, a nawet ponad moją pralkę ;)

Jędrek na codzień

Jędrek jakby zdrowszy. I taki grzeczny. Chodzi se po domu z moją bluzką w ręce i ją sobie macha (bo tak lubi). Coś tam wyleje w kuchni, coś przeleje. Mania z wylewaniem płynów wciąż trwa, choć czasami pozwala postać dzbankowi z wodą. Ma nowe hobby – przelewanie płynów z jednego naczynia do drugiego (niestety nie bierze pod uwagę rozmiarów poszczególnych naczyń) i nalewanie sobie do kubka i picie wody z kranu :( Szczoteczki do zębów jako zabawki, zgryzione już straszliwie, wciąż aktualne. Na szczęście zaakceptował i nie rusza nowych szczoteczek. Krzesła muszą być przystawione do stołu, poprawia jak stoją za daleko. Światło albo całkowicie zapalone, albo zgaszone.
Bałagani i rozrabia generalnie mniej, albo ja się bardziej przyzwyczaiłam do tego, że co nieraz coś popsuje, zniszczy.
I milusiński jest bardzo. Taki przytulak…
Uwielbia być zaczepiany przez Piotrka i zaśmiewa się, gdy Piotrek ni to go atakuje ni łaskocze. A Piotrek robi to chętnie, bez moich zachęt – manipulacji. Aż miło patrzeć, choć czasem tak szaleją… Poza tym nigdy nie wiadomo mimo wszystko, czy Jędrek się nie wkurzy. A wtedy to żal Piotrka, bo się dziecko stara i choć wie, jak to z Jędrkiem jest, to emocjonalnie jest mu trudno znieść taką Jędrkową niewdzięczność.
Cóż jeszcze z dnia codziennego. Jędrek chodzi później spać i później wstaje. I daje mi pospać, nawet jak wstanie.
Złoty dzieciak.
Gdyby jeszcze mieć złotą różdżkę i zlikwidować jego ataki złości, które jednak się zdarzają (tak z raz na 2 dni średnio), to mogłabym z nadzieją patrzeć w przyszłość. Z nadzieją na spokojniejsze życie z Jędrkiem.
PS. Świeżo podejrzane – teraz serek (taki kanapkowy do smarowania na chleb) je się palcem. Idzie nam co najmniej jeden serek dziennie. Jędrek nigdy nie chciał jeść go smarowanego na chleb. Jadł łyżeczką, potem łyżką (taką największą w domu i to koniecznie tą). A teraz palcem. Wiem, że nie mam szans na przeforsowanie swojej wersji. Ech.