Pies

Znajomy męża ma psa. Jak wyjeżdża, to mąż psa wyprowadza na spacer. Wczoraj pojechaliśmy rowerami na drugi koniec miasta, co by psa nakarmić i wyprowadzić. Jędrek uśmiechał się na same moje słowa, że pojedzie wyprowadzić psa, że piesek go lubi i na niego czeka. No i dzielnie chodził z psem na smyczy. Raz tylko rzucił smycz, jak chciał zerwać jarzębinkę ;-) Patrzyłam na to zachwycona i coraz bardziej bliska mi jest myśl o psie domowym. Jędrek miałby zajęcie i przyjaciela. No, ale ja też bym miała dodatkowe zajęcie i obciążenie. Więc myślę sobie, najpierw skończę studia.

W sumie dobrze.

Jędrul miał w tym tygodniu humor zmienny, czyli bywały dobre, spokojne, radosne dni. I takie mukająco płaczliwo złoszczące się. Dlaczego – zagadka.
Na zajęciach było dobrze. Na basenie pięknie pływał i wyprawiał harce podwodne. Ostatnio wymyślił specyficzny sposób nurkowania. Pupa w dół, nogi do góry. Albo wczoraj widziałam, jak zrobił pod wodą fikołka. Andrzej się śmieje, że kiedyś stworzenia wyszły z wody na ląd, a u Jędrka jest proces odwrotny. Woda to rzeczywiście jego żywioł. Dla pocieszenia dla tych, których dzieci nie są przeszczęśliwe na basenie – z Jędrkiem też tak od razu nie było. Na początku nie pozwalał do siebie podejść, dotknąć się na basenie. Takim go zapamiętała pani Halina. Ja też pamiętam nasze początki na basenie w Zambrowie. Inaczej sobie to wyobrażaliśmy, a było rzeczywiście tak, że Jędrek na małym basenie podskakiwał sobie i nie pozwalał nawet nam do siebie podejść. Teraz też nie jest tak, że się nas na basenie słucha, wykonuje jakieś polecenia. Ale chętnie się bawi. O ile ktoś jest dobrym pływakiem i nurkiem i jest w stanie za nim nadążyć. Niestety to nie mój poziom umiejętności.
Na dogoterapii w tym tygodniu też było fajnie. Jędrek sam z siebie dążył do kontaktu z psem, małą Tolą. Nasza terapeutka stwierdziła, że dopiero teraz, na siódmych zajęciach, Jędrek zauważył, że Tola to pies. W ubiegłych latach Zosia pracowała z Jędrkiem ze swoimi dużymi psami Sonią i Weną i chyba Jędrek do tej pory nie traktował Toli jako pełnoprawnego psa, którego można poprowadzić na smyczy, pokarmić itd. A może potrzebował czasu, żeby się oswoić? Miał też w tym tygodniu Jędrek kontakt z innym psem, dużym psem jednego z klientów Andrzeja. Pies ten Jędrka obwąchał, polizał, na co Jędrek zaczął zwiewać przed nim, kryć się za Andrzeja. Pies za Jędrkiem i tak ganiali sobie dookoła. Jędrkowi to się bardzo podobało, bo lubi uciekać. Gdy pies przestawał, Jędrek go zaczepiał. Tak se myślę, że może taki pies to byłaby dobra sprawa w domu, byłby niezmordowany do zabaw z Jędrkiem. A i na resztę by pewnie miał dobry wpływ. Tylko, czy my dostatecznie kochamy psy i bylibyśmy dla niego dobra rodziną?
Na koniach też było dobrze w tym tygodniu. Jędrek jeździł wolno i szybko i oczywiście to drugie podobało mi się bardziej. A jaka była histeria na pierwszych jazdach koniem 4 lata temu.
Na zajęciach grupowych z rodzicami też było dobrze. Jędrek malował farbami palcem i za każdym razem leciał do zlewu umyć ręce, ale potem wracał i malował dalej. W ogóle ładnie współpracował, choć nie wszystko robił według zaleceń, np. na masaż miał swoją koncepcję. Wolał sam się masować gładką szmatką po brzuszku.
W tym tygodniu w Ośrodku Jędrek, tak jak i w domu, humor miał zmienny. Za to w tamtym było super. Nawet któregoś dnia Jędrek pozwolił swemu terapeucie usiąść na kocu, na którym się bawi w wolnym czasie i na który do tej pory pan Łukasz nie miał wstępu. Tym razem Jędrek pozwolił mu nie tylko usiąść i się z nim pobawić, ale nawet przyszedł po niego z powrotem, gdy pan Łukasz się oddalił. Czyli zaprosił go na swoje terytorium. No no! :)
PS. Noce ostatnio lepsze. Jędrek, co prawda często z przerwą na włączenie mu bajek, ale śpi do 6 a nawet 7.

Nie znasz dnia ni godziny.

W ubiegłym tygodniu we wtorek Jędrek przyniósł z Ośrodka pozytywny wpis w zeszycie. W środę już nie najlepszy (nie współpracował, trochę się złościł). W czwartek dzwoniono do nas, by zabrać go z Ośrodka wcześniej bo jest chory. Zabraliśmy. Faktycznie trochę kaszlał, ale ponieważ jego stan nie wydawał nam się jakiś bardzo ciężki (a my pracować musimy), w piątek poszedł. Nie było dobrze. W zeszycie przyniósł niefajny wpis, że nie współpracował, że chory itd. Faktycznie zauważyliśmy, że choroba mu się rozwinęła. Poczuliśmy się, jak wyrodni rodzice. Weekend przesiedzieliśmy w domu. W sobotę Jędrek sobie jeszcze pochorował, ale w niedzielę już było nieźle. Sporadycznie odkasływał (ale ładnie, wykrztuśnie). W poniedziałek, jeszcze dla pewności został w domu. Niestety noc z poniedziałku na wtorek miał trudną. Nie spał, awanturował się nad ranem, jak już dawno nie było. Byłam wykończona fizycznie i emocjonalnie. On pewnie też. Poszedł do Ośrodka i … nie było dobrze. Przed południem telefon, że Jędrek chory i żeby go zabrać. Andrzej po niego przyjechał, a Jędrek po powrocie do domu – w jak najlepszej formie. Cały w skowronkach, oznak choroby brak. Symulant jeden:) Dziś więc poszedł do Ośrodka w wpisem w zeszycie ode mnie;) I było nieźle.
Po szkole pojechali chłopcy na dogoterapię i Zosia byłą zachwycona (podobno, tak mi mąż przekazał). Jędrek podobno sam z siebie wygłaskał Tolę, a gdy ta odeszła, poszedł za nią dalej ją głaskać. I jak to się ma do wpisu z oceny semestralnej Jędrka, że nie reaguje w ogóle na psa? Może nikt mu nie dał po prostu szansy zareagować. Bo on musi mieć swój czas, swoje warunki.

Jestem ostatnio przybita dość mocno. Pocieszam się, jak mogę, że mam się z czego cieszyć. Nawet się zastanawiałam, czy nie na tym się skupiać, choćby na siłę. Wypisywać sobie, z czego powinnam się cieszyć i za co Bogu (?) dziękować. Ale …. może i na doła trzeba mieć czas i miejsce.

Na…na…na …kici…kici

Wczoraj Jędrek miał dzień zwierzaka. Ze szkołą poszli do parku i radośnie karmił kaczki. Podobno bardzo mu się podobało. A po szkole pojechał z tatą na zajęcia – dogoterapię. Dostaliśmy się z projektu realizowanego przez stowarzyszenie Razem możemy więcej – 10 zajęć z dogoterapii (mieliśmy jeszcze tam uczestniczyć w zajęciach grupowych, ale zrezygnowaliśmy z powodu niepasującej nam pory zajęć). Tak się złożyło, że zajęcia dogo prowadzi nasza „stara” znajoma Zosia, do której kiedyś jeździliśmy prywatnie (bynajmniej nie ona kwalifikowała dzieci do zajęć, żeby nie było posądzeń o kumoterstwo). No więc po długiej przerwie Jędrek spotkał się na zajęciach z Zosią i jej psem, ale nie jak dotąd Weną tylko małą Tolą. Lekko nie było. Sala, w której pełno było różności, dostarczała Jędrkowi tylu bodźców i wrażeń, że ciężko było nad nim zapanować i spowodować by robił coś, co chciał terapeuta a nie Jędrek. Jak to w końcu wyszło, nie wiem do końca, bo w pewnym momencie tata się odprężył i … zasnął. A niech śpi chłopina:) Jędrkowi dobrze było tak czy siak bo wrócił do domu zadowolony wielce.
A mnie się coraz bardziej chce … kota. Gdyby nie kuweta i problemy z nią związane oraz alergia Piotra, to jak nic bym już tu miała futrzaka. Dla siebie. Ale może i chłopakom by dobrze zrobił.