Postępy

Jako, że na basen chodzimy regularnie od paru lat, to znają nas tam i panie w szatni, i ratownicy i stali bywalcy. Dziś usłyszałam refleksję, że Jędrek się zmienił, wyciszył, że już tak nie biega, nie hałasuje. To prawda.

A z Ośrodka przyszła wieść, że Jędrek się samodzielnie ubiera i zapina sam zamek błyskawiczny. To, że pięknie nasuwa sam skarpety i je podciąga, jak mu się zaczepią zauważyłam już kilka dni temu. Z zamkiem nie przyszło mi do głowy próbować. Sprawdziłam. Zamek od bluzy – idealnie sam. Od kurtki trzeba mu troszkę pomóc, ale jest znaczny postęp.

Jest też postęp w samodzielnym korzystaniu z toalety w miejscu publicznym. Wychodzi z niej ubrany ;-)

A na basenie pobił dziś chyba swój rekord (tak twierdzi jego trener, Piotr). 31 basenów = 775 metrów.

Wakacje w Białymstoku

Wakacje. W lipcu Jędrek chodzi do Ośrodka. Do 14.oo mają tam takie zajęcia świetlicowo-przedszkolne, rzekłabym. Od 8.oo. Dziś rano, gdy zganiałam Jędrka z łóżka, protest złożył Piotrek. Stwierdził, że jest związkiem zawodowym, broni ich interesów i protestuje przeciwko budzeniu Jędrka o tak nieludzkiej porze jak 7.30 ;-) Pytanie, czy Jędrek należy do tego związku bo w sumie mocno się nie opierał. Wstał, zrobił siusiu, ubrałam go (tak, tak, ubieram go rano, jak jest taki zaspany) i pojechał radośnie do swojej szkoły. Lubi ją a ja się codziennie cieszę, że tam trafiliśmy.

Popołudniami staramy się dostarczać Jędrkowi rozrywek rehabilitacyjno-sportowych. „Uruchomiliśmy” wyjazdy na konie. To nasz trzeci sezon w Zagłobie z panią Eweliną (a który w ogóle z końmi? Nie pamiętam, ale chyba zaczynałam pisać bloga w czasie naszych pierwszych zajęć z hipoterapii). W tym sezonie to był dopiero trzeci wyjazd, ale miejmy nadzieję, że teraz już będzie częściej. Bo Jędrkowi się podoba. A i z tamtejszym psem się najwyraźniej zaprzyjaźnił.

10338690_729576227109970_5702131621082481620_n 10464018_729576363776623_315803998421172540_nZnajomy męża, kiedy zobaczył te zdjęcia, spytał: „Gdzie w Białymstoku można pojeździć na kucyku?” Hehe, to nie kucyk. To zwykły koń. Tylko Jędrek tak wyrósł (za 15 dni skończy 10 lat). Śmiejemy się, że niedługo tak nam urośnie, że będzie wyglądało, jakby sienkiewiczowski szlachcic na psie jechał.

Wczoraj byliśmy na nowym (dla nas) basenie na Stromej („nasz” w Zaściankach w lipcu zamknięty). Chłopakom się podobało, nawet Piotrkowi bo jest rura-zjeżdżalnia. Jędrek na początku zjeżdżał tylko z Piotrkiem (bał się), ale po kilku zjazdach pokazał wyraźnie Piotrkowi, że chce sam i zjeżdżał sam. W ogóle fajnie się bawili. Tak wakacyjnie :-)

I wakacyjnie niemal codziennie jeździmy rowerami. Chłopaki często jeżdżą rowerem do Ośrodka, albo z Ośrodka. I jeździmy całą czwórką wieczorami. Po Białymstoku. Jest gdzie jeździć. Czasem odkrywamy różne fajne miejsca. Co prawda wtedy Piotrek marudzi bo on lubi tylko tradycyjnie do parku na lody, ale nie damy się złamać ;-) Jędrek zawsze pedałuje i chętnie jeździ. A i ja to bardzo lubię.

Rowerowo

Sezon rowerowy rozpoczęty. Długi weekend majowy spędzaliśmy miło i niespiesznie. Byliśmy na basenie i Jędrek pływał jak motorówka. Ale przede wszystkim codziennie jeździliśmy na rowerze. Nie na jakieś długie bardzo trasy, ale też było fajnie. I smacznie :-) Bo po drodze zajeżdżaliśmy na gofry z bitą śmietaną i polewą toffi. Jędrek stał się ich wielkim amatorem. Aż mnie zmotywował do zakupu gofrownicy i wkrótce będziemy trenować produkcję gofrów domowych.

Poza tym Jędrek stał się wielkim amatorem pomidorów (których do niedawno nie chciał tknąć) i sera mozzarella. I zaczął też jeść kisiel, budyń i banany. Zadziwia mnie.

CAM01218 CAM01217 CAM01214 CAM01210Na życzenie Kasi – parę słów jak się jeździ tandemem. Napiszę ja, a nie główny kierowca Andrzej bo jemu ciężko się zawsze zebrać … A więc kieruje i hamuje Andrzej – ten drugi. Jędrek tylko pedałuje i trzyma sobie kierownicę, ale to Andrzej powoduje, że ona skręca. Muszę przyznać, że to kosmiczne wrażenie. Jak się raz przejechałam z Andrzejem (ja z przodu), to stwierdziłam, że Jędrek jest bardzo odważny :-) Ale być może to bardziej kwestia przyzwyczajenia i braku świadomości (my nie jesteśmy przyzwyczajeni, że ktoś za nas kieruje). Ten tandem jest specyficzny, robiony specjalnie na zamówienie KTA, tak by mieć „pasażera” z przodu, pod większą kontrolą. Tak że w zasadzie to całość spoczywa na tym drugim, a ten pierwszy ma za zadanie nie spaść z siodełka :-) No ale Jędrek dzielnie pedałuje, czasem nawet sam daje radę obu ich uciągnąć. Chłopaki jeżdżą nie tylko po parku, ale normalnie po ścieżkach rowerowych i po ulicach też. Odważni są.

Zabawa z bratem

Byłam dziś z chłopcami na basenie, bez Andrzeja. Piotrek poszedł sam z Jędrkiem do szatni, a potem to w zasadzie on był jego opiekunem na basenie. Ja sobie pływałam. Piotrek pływał z Jędrkiem, trochę go zachęcał, trochę go „zmuszał”, bawili się w jakieś walki, podtapianki itd. Świetnie się bawili przez 45 minut, a ja ich tylko z lekka obserwowałam i czasami zagadywałam. Włączyć się za bardzo do ich zabaw nie mogłam bo za słabo pływam i nie umiem nurkować. Ale też wcale im nie byłam potrzebna, świetnie radzili sobie sami. A ja miałam taką refleksję – jaka wielka zmiana zaszła w Jędrku. Gdy zaczynaliśmy chodzić na basen, jakieś 6 lat temu, widać było, że Jędrek basen lubi, ale jak tylko czuł grunt pod nogami, to był kilka metrów od nas i tylko na moment pozwalał do siebie podejść-podpłynąć. Kontakt z nami był mu wtedy albo niepotrzebny albo odbierał go jako zbyt zagrażający (nie wiem). Teraz przez 45 minut Jędrek pozostaje w bliskim kontakcie z bratem, jest w niego wpatrzony, śmieje się, cieszy, dobrze mu. Nie ucieka, nie izoluje się, można powiedzieć, że dąży do kontaktu. Sam nie potrafi zaproponować jakiejś zabawy, ale przyjmuje to, co proponuje mu Piotrek, choć być może nie każda forma go zachwyca. Kto wie, może za jakiś czas nauczy się aktywniej brać w tym udział, np. chlapać wodą, popchnąć Piotrka w zabawie itd.
To zauważenie, że Jędrek już nie musi, nie chce się od nas izolować, że pozostaje z nami w takim długim kontakcie to dla mnie cudowne odkrycie. Piękna sprawa. Miód na serce.

Nowy pomysł na basenie.

Od jakiegoś czas odpuściliśmy sobie 120 tysięcy zajęć z Jędrkiem. Basen i siłownia – na to głównie stawiamy. Nie szukamy coraz to nowych zajęć. Ufamy, że w szkole- Ośrodku KTA ma wystarczająco rozmaitych zajęć specjalistycznych. Niemniej jednak, jak się czasem coś trafia, to trudno nam powiedzieć: „Nie, dziękuję”. I tak to zapisaliśmy jakiś czas temu Jędrka na zajęcia grupowe muzyczno-rytmiczne w Decybelku. Stety-niestety formuła się nie sprawdziła w przypadku naszego dziecka. Jędrek „stwarza zagrożenie dla siebie i innych”. Oj, ciężko takie słowa słyszeć. Zaproponowano nam albo udział w zajęciach z rodzicem, albo inne zajęcia indywidualne. Rozumiem, rozumiem. Ale emocjonalnie jest mi z tym ciężko.
Tego samego dnia zadzwoniła pani z Axonu z propozycją zajęć indywidualnych. Dwa lata temu robiliśmy tam re-diagnozę, dwa lata czekaliśmy na zajęcia z NFZ. Taka rzeczywistość. Zajęcia dostaliśmy na pół roku. Taka rzeczywistość. W zasadzie jesteśmy na etapie, że nie rzucamy się na każde zajęcia, ale uznaliśmy, że wymienimy Decybelek na Axon, zwłaszcza, że pani, która została przydzielona do Jędrka go zna, współprowadziła zajęcia grupowe na Krakowskiej, na które Jędrek chodził jesienią. Sam, bez rodzica i jakoś dali radę, a nawet od któryś zajęć panie były zachwycone bo Jędrek włączał się w aktywności.

A rano poszliśmy na basen. Ciężko mi się ostatnio zmobilizować, ale się udało. I było pięknie. Jędrek pływał (co takie oczywiste nie jest bo ostatnimi czasy głównie się marynował na brodziku). Wymyślił sobie, że w jedną stronę płynął sobie z deską, potem dawał ojcu deskę, by mu przeniósł na drugą stronę basenu i dopływał do niej sam. Taką miał fantazję. A my z Andrzejem się cieszyliśmy z tego jak głupki.
Z różnych takich rzeczy się cieszymy. Bo co nam pozostaje. Jak ktoś słusznie zauważył w komentarzu pod poprzednią notatką warto się cieszyć, póki da radę. Jędrek jest jeszcze mały, z czasem problemy będą większe. Pewnie tak, tym bardziej, że nie ma co się czarować – Jędrek jest dość mocno „zaburzony”. Nawet nam, którzy jesteśmy przyzwyczajeni i częściowo znieczuleni, różne jego dziwactwa i pomysły dają się we znaki. A gdy dzieje się to przy ludziach, to jest nam jeszcze trudniej.
I dlatego musimy dbać nie tylko o Jędrka, ale i o siebie. Tak właśnie myślę.

Motywacja na basenie

Dziś na basenie mąż stwierdził, że Jędrek, gdy ma dobrą motywację, to pływa szybciej od niego, przynajmniej na krótkich dystansach. Gdy ścigali się, kto pierwszy do deski i mąż się na moment zagapił, to pomimo, że poważnie z Jędrkiem rywalizował, a nie dawał mu fory, nie dał rady go dogonić. Jędrek był wniebowzięty. Za to, gdy tata wyprzedza, Jędrek traci zainteresowanie ściganiem się.
Ja przy Jędrku nie mam szans ani przy krótkich ani przy długich dystansach, o ile ma motywację jakąkolwiek by płynąć do przodu. Nie zawsze ma, więc wtedy jestem pierwsza ;-)

Pierwszy zimowy weekend

Mój pierwszy wolny weekend od miesiąca. Może nie tyle wolny (bo roboty, że ho ho), ale niewyjazdowy – domowy. Cudownie.
Za oknem biało. Czuję się, jak pod puchową pierzynką bo w domu ciepło.
Rano zmobilizowaliśmy się i pojechaliśmy całą rodzinką na basen. Tak się ostatnio składa niefajnie, że rzadziej jeździmy. Z powodu pracy, obowiązków i drobnych chorób. Z jednej strony szkoda, z drugiej – bardziej doceniamy, jak już jesteśmy :-) Dziś Piotrek znowu ćwiczył Jędrka. Hipnotyzował go mówiąc: Płyniesz, płyniesz. I Jędrek płynął. Czasem na plecach. Pięknie. Na początku pływałam na innym torze z drugiej strony basenu i wydawało mi się, że Jędrek „muka”. Chyba mi się tylko wydawało bo Piotrek niczego takiego sobie nie przypomina. Mnie zaś uruchomiły się przykre wspomnienia, jak to było kiedyś. Jak Jędrek ciągle np. „mukał”. Trudno to nawet opisać. Było to takie ciągłe wydawanie specyficznych dźwięków, które sygnalizowały, że Jędrkowi jest źle i że może się rozzłościć. We mnie to mukanie uruchomiało automatycznie stres, poddenerwowanie (byłam bezsilna, w stanie chronicznego zagrożenia i dyskomfortu). Dziś mi się to przypomniało i uzmysłowiło, jaką długą drogę zrobiliśmy, jaki postęp. Jak jest teraz dobrze. I choć wciąż boję się, mam świadomość, że ten dobry stan nie jest dany raz na zawsze. Ale cieszę się tym, co jest. Czuję się szczęśliwa. Znów jest nam dobrze z Jędrkiem. Jak przed podjęciem terapii (czyli ponad 6 lat temu). Dochodzimy do siebie? Staramy się. Szukamy naszej drogi. Szukamy, szukamy.
Dziś Jędruś z wielkim zainteresowaniem i przyjemnością oglądał ze mną na komputerze świąteczne animacje (znajoma przysłała mi takie kartki z Francji, codziennie się klika i choinka trochę inaczej „się ubiera”). Jędrek domagał się bym mu to włączała wielokrotnie. Oswaja się nasz syn. Kto wie, może kiedyś sam będzie zasiadał na chwilę do komputera. Rzeczy niemożliwe stają się możliwe.
Dziś przeczytałam nowy komentarz na blogu pod starą notatką o metodzie krakowskiej. Odżyły wspomnienia, niekoniecznie najlepsze. Myślę, że dużą krzywdę zrobiliśmy Jędrkowi i sobie przez te kilka lat terapii tą metodą. Nie tak się z ludźmi postępuje. Uczę się postępować z nami po ludzku. Dać nam żyć. Piszę nam bo to dotyczy całej naszej rodziny, nie tylko Jędrka.

Generalizacja

Wczoraj odwiedziła nas znajoma z córeczką, trochę młodszą od Jędrka. Zosia weszła i powiedziała: „Cześć, Jędrek”, a Jędrek sam z siebie wystartował do niej i podał jej rękę na przywitanie. Obie z koleżanką, która Jędrka trochę zna, oniemiałyśmy z lekka. Okazuje się więc, że Jędrek całkiem nieźle zgeneralizował umiejętność witania się (ćwiczy codziennie rano jadąc z kolegą do Ośrodka i w Ośrodku).
Potem Zosia ganiała za Jędrkiem prosząc „Jędrek, pobaw się ze mną”, a ten szczęśliwy uciekał.

A dziś Jędrek pięknie pływał na basenie. Ostatnio z przyczyn różnych rzadziej bywaliśmy i gdy w sobotę chłopaki poszli w końcu na basen Jędrek był prze szczęśliwy. Pozwalał się trenować Piotrkowi i pobił chyba swój rekord robiąc 20 basenów. Dziś z tatą kontynuował.

Ostatnio

Generalnie z Ośrodka dochodzą do mnie prawie same dobre wieści. Zazwyczaj Jędrek jest grzeczny i pogodny. Czasami zdarza się gorszy dzień, ale na szczęście takie dni są rzadkie. Wygląda na to, że Jędrkowi jest po prostu dobrze w Ośrodku. Ostatnio pan Łukasz (Jędrka główny terapeuta) stwierdził, że wygląda na to, że Jędrek powoli dopuszcza go do swojego świata. Nie tylko akceptuje jego obecność, ale się jej domaga. A gdy pan Łukasz czegoś od niego wymaga, to już nie kończy się to „zbrojnym powstaniem”, jak było na początku. Teraz jeśli nawet Jędrek odmawia współpracy, to raczej uciekając w psocenie.
W domu też jest fajny. Raz mi się ostatnio zdarzyło, że zrobił do mnie groźną- złą minę (usiłował wymusić rano smakołyki). Jedną minę. Żadnego drapania, rzucania się z pazurami itd, jak było rok temu. Inne dziecko (co nie znaczy, że zawsze jest grzeczniutki). I przecież ta poprawa to nie skutek tego, że teraz postępujemy z nim inaczej, jak rok temu. Może ciut jesteśmy uważniejsi, może odrobinę lepiej go wyczuwamy-rozumiemy. Może. Głównie to jednak zasługa zmiany szkoły. Teraz jest w miejscu, które lubi i które go nie stresuje. Jak dobrze, że takie miejsce jest i że do niego trafiliśmy. Teraz wiem, że to dobre miejsce dla Jędrka. I nie jest to żadna przechowalnia, jak kiedyś ktoś w rozmowie ze mną określił tą szkołę specjalną dla autystów. Może mój Jędrek nigdy nie będzie miał tam edukacji na wysokim poziomie, ale za to chodzi na wycieczki, jeździ rowerem i jest mu tam dobrze :) Jędrek uwielbia jeździć tandemem z panem Łukaszem, domaga się tego i dobrze im idzie współpraca. Bardzo mnie to cieszy.
A poza szkołą? Wczoraj byliśmy we trójkę w kościele na mszy. Rzadko chodzimy, zwłaszcza na takie zwykłe msze dla wszystkich. Jędrek z początku w ogóle nie chciał wejść do kościoła, zapierał się. Ale Piotrek go wciągnął;) I było dobrze. W moim przekonaniu, bo co tam sobie inni myśleli, gdy w pewnym momencie Jędrek podskakiwał i pohukiwał, to wolę nie myśleć. Usiłowałam się tym nie stresować. Zastanawia mnie tylko, czy w Białymstoku nie ma żadnych specjalnych mszy dla niepełnosprawnych, oprócz tych w kaplicy Sióstr Misjonarek na Stołecznej w 2 i 4 niedzielę miesiąca. Może są? Wolałabym chodzić na takie, byłoby mniej stresująco.
A dziś byliśmy we 3 na basenie. Piotrek wspaniale zajmował się Jędrkiem, i w szatni i na basenie. Super się bawili, a ja sobie pływałam. Taki Piotrek to skarb:)
A ja, mimo tych wszystkich dobrych wieści, które doceniam, nie jestem w najlepszej formie. Jak to w życiu. Raz górka, raz dołek. Czasem trudno powiedzieć, czemu.

W sumie dobrze.

Jędrul miał w tym tygodniu humor zmienny, czyli bywały dobre, spokojne, radosne dni. I takie mukająco płaczliwo złoszczące się. Dlaczego – zagadka.
Na zajęciach było dobrze. Na basenie pięknie pływał i wyprawiał harce podwodne. Ostatnio wymyślił specyficzny sposób nurkowania. Pupa w dół, nogi do góry. Albo wczoraj widziałam, jak zrobił pod wodą fikołka. Andrzej się śmieje, że kiedyś stworzenia wyszły z wody na ląd, a u Jędrka jest proces odwrotny. Woda to rzeczywiście jego żywioł. Dla pocieszenia dla tych, których dzieci nie są przeszczęśliwe na basenie – z Jędrkiem też tak od razu nie było. Na początku nie pozwalał do siebie podejść, dotknąć się na basenie. Takim go zapamiętała pani Halina. Ja też pamiętam nasze początki na basenie w Zambrowie. Inaczej sobie to wyobrażaliśmy, a było rzeczywiście tak, że Jędrek na małym basenie podskakiwał sobie i nie pozwalał nawet nam do siebie podejść. Teraz też nie jest tak, że się nas na basenie słucha, wykonuje jakieś polecenia. Ale chętnie się bawi. O ile ktoś jest dobrym pływakiem i nurkiem i jest w stanie za nim nadążyć. Niestety to nie mój poziom umiejętności.
Na dogoterapii w tym tygodniu też było fajnie. Jędrek sam z siebie dążył do kontaktu z psem, małą Tolą. Nasza terapeutka stwierdziła, że dopiero teraz, na siódmych zajęciach, Jędrek zauważył, że Tola to pies. W ubiegłych latach Zosia pracowała z Jędrkiem ze swoimi dużymi psami Sonią i Weną i chyba Jędrek do tej pory nie traktował Toli jako pełnoprawnego psa, którego można poprowadzić na smyczy, pokarmić itd. A może potrzebował czasu, żeby się oswoić? Miał też w tym tygodniu Jędrek kontakt z innym psem, dużym psem jednego z klientów Andrzeja. Pies ten Jędrka obwąchał, polizał, na co Jędrek zaczął zwiewać przed nim, kryć się za Andrzeja. Pies za Jędrkiem i tak ganiali sobie dookoła. Jędrkowi to się bardzo podobało, bo lubi uciekać. Gdy pies przestawał, Jędrek go zaczepiał. Tak se myślę, że może taki pies to byłaby dobra sprawa w domu, byłby niezmordowany do zabaw z Jędrkiem. A i na resztę by pewnie miał dobry wpływ. Tylko, czy my dostatecznie kochamy psy i bylibyśmy dla niego dobra rodziną?
Na koniach też było dobrze w tym tygodniu. Jędrek jeździł wolno i szybko i oczywiście to drugie podobało mi się bardziej. A jaka była histeria na pierwszych jazdach koniem 4 lata temu.
Na zajęciach grupowych z rodzicami też było dobrze. Jędrek malował farbami palcem i za każdym razem leciał do zlewu umyć ręce, ale potem wracał i malował dalej. W ogóle ładnie współpracował, choć nie wszystko robił według zaleceń, np. na masaż miał swoją koncepcję. Wolał sam się masować gładką szmatką po brzuszku.
W tym tygodniu w Ośrodku Jędrek, tak jak i w domu, humor miał zmienny. Za to w tamtym było super. Nawet któregoś dnia Jędrek pozwolił swemu terapeucie usiąść na kocu, na którym się bawi w wolnym czasie i na który do tej pory pan Łukasz nie miał wstępu. Tym razem Jędrek pozwolił mu nie tylko usiąść i się z nim pobawić, ale nawet przyszedł po niego z powrotem, gdy pan Łukasz się oddalił. Czyli zaprosił go na swoje terytorium. No no! :)
PS. Noce ostatnio lepsze. Jędrek, co prawda często z przerwą na włączenie mu bajek, ale śpi do 6 a nawet 7.

Majówka

Długi majowy weekend spędzam sama z Jędrkiem w domu. Starsi chłopcy pojechali do rodziny i zostaliśmy sami. Nie taka to prosta sprawa zorganizować Jędrkowi czas. Szkoły nie ma, zajęć nie ma. Na razie idzie nam jednak dobrze. Jędrek pięknie śpi. Już dwie noce przespał niemal do 7.oo bez nocnego budzenia się. Już dawno czegoś takiego nie było. Jędrek jest pogodny i niekłopotliwy. Oczywiście rwie papierki (a nawet wczoraj oderwał mi okładkę od podręcznika), ale cóż, czymś zająć się musi.
Wczorajszy dzień spędziliśmy głównie w domu. Dziś na odwrót. Najpierw byliśmy na długim spacerze w parku i w naszym białostockim zoo. Spotkaliśmy się tam z koleżanką i małą 7 letnią Zosią, która to Jędrka już dobrych parę miesięcy nie widziała i na widok Jędrka wykrzyknęła: „Jędlek, aleś Ty wylósł”. Jędrek nie był zbyt towarzyski, raczej wycofany. Ale był grzeczny i jak na Jędrka w miarę sterowalny.
A potem pojechaliśmy na basen. No i tu był problem. Bo woda dziś była jakoś wyjątkowo zimna a Jędrek ani się zamierzał ruszać w dużym basenie. Jak utknął na jednym końcu, tak zadowolony tam tkwił. Ja se trochę popływałam, potem go pozaczepiałam i jednak udało mi się go ciut rozruszać (no pływaniem to raczej trudno byłoby to nazwać). I tak było fajnie. Potem Jędrek trenował jakieś dziwne figury podwodne na brodziku. I najważniejsze, że mu się podobało.
I całkiem fajnie nam się dziś jeździło autobusem. Jędrek w autobusach jest raczej niekłopotliwy, grzeczny. Na przystankach trochę sobie skacze i cuduje, ale niegroźnie. Najwyżej se ludzie popatrzą. Na szczęście nigdy nas nie spotkały jakieś niemiłe uwagi.

Miły koniec tygodnia

Wczoraj Jędrek przyniósł z Ośrodka bardzo fajną notatkę od terapeuty w swoim zeszycie do kontaktów. Że był super pogodny, zaczepny, brojący. Do pracy nieskory (brak koncentracji), za to do nawiązywania i podtrzymywania relacji z terapeutami i dziećmi (upodobał sobie głównie Kajtka, który robi u nich w klasie za starostę) – bardzo. Zacieśniali więc relacje. Super.

Baseny mamy ostatnio bardzo udane. Jędrula znowu daje się namówić na pływanie w dużym basenie i to prawie przez cały czas. A to z tatą za cukierki, a to z Piotrkiem w ramach gałgaństwa i zabawy. Cudnie.
Byli też dziś moi chłopcy na pokazie motorów itd. Był jakiś koncert z mocną muzyką – Jędrek był wniebowzięty. Przypuszczam, że on ma niedowrażliwość słuchową czy jakąś i dlatego lubi centra handlowe, dyskoteki, koncerty itd.

Brat – najlepszy trener.

A jak jechać na basen, to aktualnie najlepiej z Piotrkiem. Wczoraj pojechaliśmy całą rodziną i znowu Piotrek był niezastąpiony. Dzięki jego zabawom z Jędrkiem, prawie cały basen spędzili na dużym basenie. I były harce, nurkowanie, ale i pływania trochę. Nie jest to aktualnie takie proste z Jędrkiem. On teraz ma tendencje spędzać cały czas na brodziku na podskakiwaniu lub na niczym. To już nie jest czasy, gdy sporo pływał. Teraz ciężko go nakłonić. No chyba, że jest to taka super zabawa jak wczoraj z Piotrkiem i tatą. Miło było popatrzeć.
W nagrodę po basenie pojechaliśmy do KFC. Tak, tak, niezdrowo, wiem. Ale jacy chłopcy byli zadowoleni :)

Sobotni basen

Wczoraj udaliśmy się na basen całą rodziną i to był świetny pomysł. Na początku Jędrek swoim zwyczajem udał się na brodzik, a mama z Piotrkiem pływali. Przy czym Piotrek nudził się okrutnie i tęsknił za harcami. Jędrek też się w sumie chyba nudził na brodziku. Więc po pewnym czasie dał się tacie wrzucić do dużego basenu i rozpoczęło się szaleństwo. Co ten Piotrek z Jędrkiem nie robił. Patrzyliśmy z Andrzejem z zachwytem. Andrzej westchnął w pewnym momencie: „Gdybym ja to Jędrkowi zrobił, to by mnie podrapał już dawno.” A tymczasem Jędrek się zaśmiewał i w ogóle nie miał ochoty opuszczać basenu. No tak – bo z bratem, wiadomo – zabawa. A rodzice, to trzeba być czujnym, bo może coś chcą, może jakieś zadanie, pracę wymyślili. No było super. Tatę też nieźle chłopcy wymęczyli. A mama, jako ta jedyna w rodzinie, co nie umie nurkować, więc tego typu zabawy są poza zasięgiem jej umiejętności, pływała sobie tam i z powrotem. Pływałam i to nawet niestatecznie, a tak jakby szybciej, jak zwykle, ciesząc się i swoim i ich szczęściem.

Spokojny czwartek

Dziś Jędrek spał do 6.30 :) Z włączonym TV (dopomniał się o niego w środku nocy), ale trudno.
W Ośrodku podobno był grzeczny.
Dziś były też w Ośrodku zajęcia grupowe z rodzicami. Teoretycznie są co czwartek, ale różnie to wychodzi. Na pierwszych zajęciach Jędrek tak ojca podrapał i psychicznie pogrążył, że od tej pory życzę Andrzejowi przed zajęciami cierpliwości. Na drugich zajęciach nie było źle, terapeuci byli zadowoleni. Dziś zadowolony był tata :) No i super.
Potem na basenie Jędrek jak to ostatnio ma w zwyczaju próbował przerobić ojca i zwiać na brodzik, ale Andrzej był dzielny i nieustępliwy. Z tego, co widziałam z innego toru bawili się w uciekanie (Jędrek) i wrzucanie do basenu (Andrzej). Jędrkowi się podobało:) Ale pływać mało pływał, choć widziałam ładny fragmencik na plecach :)
W domu – ok. Spokojnie! :)
No więc odważni rodzice postanowili obciąć Jędrkowi włosy. W zasadzie obcinał tata, mama do niczego nie była potrzebna (chyba po raz pierwszy). Trochę Jędrek lamentował, ale wielkiej rozpaczy czy buntu nie było.
A teraz Jędrek ogląda swoje ulubione ostatnimi czasy Gumisie. Buziak mu się śmieje, jak mu je włączam :)
PS. Dużo dziś uśmieszków, co? Staram się cieszyć z tego, z czego warto się cieszyć, a o reszcie za dużo nie myśleć.

Święta z przymusu

Mam 6 wolnych dni (no już tylko 5). I zamiast się cieszyć pełną piersią – ja jak flak. Momentami czuję się jak naćpana (tzn. nie wiem jak się czuje człowiek naćpany bo nigdy nie próbowałam i nie zamierzam; chodzi mi o to, że mój stan umysłu jest mocno „przywiędły”. Jakbym średnio kontaktowała). Jest taka teoria lekarzy DAN, że mózgi autystów są zatrute min. przez nieodpowiedni pokarm i oni się zachowują trochę jak narkomani. Otępieni, czasem pobudzeni jak na narkotycznym głodzie. Zaczęłam się zastanawiać, czy ze mną nie jest podobnie. Czy stan mojego umysłu jest spowodowany nieodpowiednią dietą, czy to raczej efekt zmęczenia, depresji, stresu itd. Najlepiej by było powiedzieć, że to z powodu braku słońca i wiosny. A może to jakiś kwiatek? (to ostatnie zdanie-dowcip zrozumie tylko mój mąż:)
Rozum mi mówi: kobieto, masz się z czego cieszyć. Może być gorzej. Zobaczysz, jak będzie, to będziesz sobie pluła w brodę i myślała, jak to nie doceniałaś, jak Ci dobrze było. Ale rozum mi też podpowiada, że człowiek nie może cały czas żyć w krainie wiecznej szczęśliwości i czasem się musi podołować, nawet jak nie ma powodu. No a kto nie ma powodu? :)
Wczoraj miałam w planie pójście spokojne na basen. Myślałam sobie, że chłopaki się zajmą sobą, a ja sobie spokojnie popływam. Taki miałam kaprys. A wyszło, jak to w życiu. Andrzej wczoraj latał jak kot z pęcherzem – bo i praca i załatwianie zapalania na niebiesko (2.04 już tuż tuż) – strach się było odezwać. Więc zorganizowałam nasz samodzielny wyjazd. A on mi dzwoni i mówi, że musi zabrać Jędrka do gazety bo w związku z akcją promującą obchody Światowego Dnia wiedzy na temat Autyzmu (w najbliższy wtorek) gazeta nasza lokalna chce mieć zdjęcie autysty i porozmawiać z jakimś rodzicem. I to już teraz. No to, co miałam zrobić. Zgodziłam się, że pojadę tam z nimi popilnować Jędrka, jak Andrzej będzie gadał. A potem tak wyszło, że też gadałam. A Jędrula grzecznie siedział. Jak aniołek. Na początku co prawda chciał zabrać pani jej zeszyt i długopis, ale zgodził się wymienić na butelkę wody i tic-taki. Co myśmy tam nagadali, to aż strach pomyśleć. Swoją drogą, to zastawiające, dlaczego Jędrek jest taki grzeczny w mediach?
Mój Andrzej bardzo się zaangażował w zapalanie ratusza na niebiesko, w związku z tym Światowym Dniem 2.04. W tamtym roku w zasadzie zrobił to z prywatnej swojej inicjatywy z pomocą kolegi. W tym roku występuje już bardziej jako reprezentant KTA i więcej osób jest zaangażowanych w akcję. Co nie zmienia faktu, że Andrzej lata tak, że własnego ogona nie widzi. Dobrze, dobrze. Jestem z niego dumna. Choć niczego tak bardzo nie pragnę, jak świętego spokoju.
I żebyśmy mogli spokojnie pojechać na basen;) Wczoraj w końcu zdążył nas zawieźć, ale Jędrek obecnie głównie bawi się na brodziku. Nawet jak go wrzuciłam na duży basen, to wyszedł i zwiał na brodzik. I nawet dobrze mu było, ale pod koniec zaczął marudzić. Bałam się, że zrobi awanturę, a ja to ostatnio znowu jakoś mocniej przeżywam (odzwyczaiłam się i tak ciężko do tego wracać). Na szczęście nie rozkręcił się za mocno, a jak dostał po basenie od pani Haliny gumę i coś tam, to się nawet uśmiechnął i zajął konsumpcją.
Noce mamy dalej nieprzespane i trudne. Dziś co prawda skończyło się tylko na szukaniu czegoś i marudzeniu, ale awantura wisiała na włosku.
Znalazłam dziś przypadkowo blog Plumm i bardzo mi się spodobał. Świeży blog, ale kilka notatek trafiło prosto we mnie. Nie wiem, czy podobną wrażliwość mamy, czy styl, czy co, ale, proszę, Plumm, pisz. Bo mi od tego poczytania, to ciut jakby energii przybyło.
PS. A tytuł notatki do rozszyfrowania. Ma podwójne znaczenie. A oba ukryte, nie tak znowu głęboko.

Wtorek

Moja radość z zamkniętej szafy trwała krótko. Jędrka tak drażniło, że coś przed nim zamykam, że szybko znalazł sposób na ten zamek. I znowu nie mam bezpiecznego miejsca :(
Z Ośrodka dziś Jędrek przyniósł fajny opis w zeszycie. Że nie było problemu i że był współpracujący. Byli też na wycieczce u dentysty. Jędrek początkowo nie chciał tam wejść, ale potem grzecznie usiadł na krzesełku i patrzył jak Pani bada dzieciom zęby. Sam oczywiście nie usiadł na fotel dentystyczny. Gdyby tak było, to ja bym spadła z wrażenia ze stołka.
Na basenie też było fajnie, choć trochę kombinował. I znowu tata brał go na cukierki.
W domu był grzeczny. Tyle, że ostatnio coś za bardzo lubi ganiać z goła pupą po domu. Może to po tym odrobaczaniu?
Ostatnio namiętnie oglądamy Gumisie. Całą noc lecą. Mniej więcej od północy do rana. Zaczynam je lubić. Jędrek chyba też bo nie protestuje, gdy puszczam je nocą (w nocy toleruje tylko znane sobie i aktualnie lubiane bajki; w dzień można mu czasem przemycić coś nowego). To dość nowa bajka w jego repertuarze. Musiałam coś nowego znaleźć bo już wszystkie stare mi się mocno znudziły.

Relacja z tygodnia, a zwłaszcza weekendowa.

W tym tygodniu Jędrek trochę chorował. Ale ponieważ nie mieliśmy organizacyjnie możliwości zostawić go w domu, a jego choroba obłożna nie była, to mimo wszystko chodził do Ośrodka i w zasadzie tylko wtorek był cięższy. Poza tym nie było źle, a przynajmniej nie doszły nas słuchy. A w czwartek chłopcy (czyli Jędrek z tatą) byli razem nawet na zajęciach grupowych w Ośrodku i nie było tak tragicznie jak 2 tygodnie temu. Andrzej co prawda zaobserwował, że Jędrek kiedyś funkcjonował lepiej na takich zajęciach, ale… dajmy mu czas, niech się przyzwyczai, oswoi.
Dogoterapię w tym tygodniu odwołaliśmy, a na basenie chłopcy byli dwa razy, na początku choroby (jak sobie jeszcze nie zdawaliśmy sprawy z tego, że choruje) i wczoraj, jak już było dobrze. I tu też obserwujemy, że kiedyś Jędrek funkcjonował lepiej na basenie, był posłuszniejszy, więcej pływał. Teraz najchętniej by wyskakiwał z wody i się ganiał, albo po prostu podskakiwał w wodzie. Ale na cukierki udało go się Andrzejowi namówić, żeby ze 3 baseny przepłynął. Dobre i tyle.
Noce w dalszym ciągu nie najlepsze. Wybudza się, chce by mu włączać bajkę. Jeszcze jak uda mu się dalej zasnąć, to jest dobrze, gorzej jak nie i godzinami grasuje po domu. Chwilowo Andrzeja pokój stoi mu otworem bo nauczył się go otwierać.
Na szczęście dziś mąż zrobił mi zabezpieczenie w szafie na przedpokoju (tzn. zamek wstawił) i jestem szczęśliwa bo mam gdzie coś schować przed Jędrkiem. Niesamowity komfort. Dziś na noc wstawię tam kawałek ciasta -mrówkowca (żeby nie był nad ranem przez Jędrka rozwłóczony po całym domu) i… dzbanek z wodą. Żeby było się czego napić rano. Bo niestety Jędrek wypija (lub wylewa) nam wszystkie płyny.
Wczoraj Andrzej wyjął klamki w oknach w kuchni i małym pokoju. Bo Jędrkowi spodobało się otwieranie okien. Raz go Andrzej zgarnął stojącego na biurku przed otwartym oknem. Na moment go spuścić z oka nie można było. Spodobała mu się zabawa. Nam mniej. Więc zamieniliśmy się w dom bez klamek…
Myślę o tym leczeniu medycznym Jędrka. Myślę powoli. Zbieram wywiady. Nic mnie do końca nie przekonuje, ale wiem, że muszę coś zrobić, żeby mieć czyste sumienie. Żebym sobie nie mogła zarzucić, że to zaniedbałam z lenistwa czy niedowiarstwa, że w tej dziedzinie nie zrobiłam prawie nic. Tyle, że kompletnie mi nie pod drodze z dietami, które się standardowo autystom poleca (mam wrażenie, że to jedyny pomysł na „leczenie” autystów). A ja na dietę bezmleczną, bezglutenową i bezcukrową gotowa nie jestem (kiedyś się parę dobrych lat z dietami męczyliśmy, choć na bezcukrowej nigdy nie byliśmy). Nie jestem królową kuchni i dorzucić mi jeszcze takie ograniczenia – masakra. I Jędrkowi z jego przyzwyczajeniami… Ale dziś koleżanka podpowiedziała mi innego specjalistę (co to z autyzmu nie leczy, ale robi całościowy bilans biologiczny, leczy homeopatycznie itd. i generalnie stawia sobie za zadanie spojrzenie na całościowe funkcjonowanie organizmu i jego wzmocnienie). I diety nie trzeba. I to podejście wydaje mi się bardziej możliwe do zrealizowania. Choć i specjalista i badania i leki z zagranicy i koszty idą w tysiące rocznie. Żebym w to wierzyła, to bym nie liczyła, ale trochę za droga sprawa, żeby ot tak sobie to robić. No ale coś zrobić muszę. Czegoś jeszcze musimy spróbować.
Aaa, prawie zapomniałam napisać, że dziś stosowaliśmy restauracjoterapię. Byliśmy ze znajomymi w Pizza Hut. I Jędruś cały czas był baaardzo grzeczny. I zadowolony. Piotrka tak zadowolonego też już dawno nie widziałam. Droga impreza, ale po reakcjach chłopców powiem – warto było.
PS. Dostałam z Ośrodka opis funkcjonowania Jędrka w Ośrodku przez I półrocze. Przeczytałam te kilkanaście stron i… przeżyłam. W głębszą depresję nie wpadałam, aczkolwiek obraz nie jest wesoły i optymizmem nie wieje z tych kartek. Jędrek funkcjonuje najgorzej w swojej grupie (a może i całym Ośrodku). Ciężko się zmierzyć z tym wszystkim.

Phelps from Białystok

Jest lepiej. Na basenie. Jędrek przestał udawać hipopotama i od paru zajęć znów zaczął pływać. Nie buntuje się też, gdy prowokuję go do podpłynięcia na głębszą stronę basenu, tam gdzie na głębokości ok. 2m wymyślił sobie też taką zabawę, że unosi do góry ręce i bezwładnie opada w dół (tak trochę jak postrzelony Bond w Skyfall), aż sięgnie dna i wtedy energicznie się odbija i jak głodny szczupak wyskakuje nad lustro wody. Obudził się też w nim drzemiący od dawna duch rywalizacji (a może tylko duch porządku) który podpowiada mu, że tata nie może go wyprzedzać i wszelkimi sposobami trzeba mu w tym przeszkodzić. Jak nie pomaga w tym oryginalny styl pływacki Jędrka (skrzyżowanie krytego pieska z motylkiem) to chlapie ojcu wodą po oczach albo łapie za nogę i ciągnie. Cóż, ważny jest efekt…

Basen i inne

Coś słabo nam idzie jeżdżenie na basen w tym roku. W styczniu Jędrek był tylko 7 razy. Fakt, że w ferie basenu nie było. A teraz po feriach Jędrek niezupełnie zdrowy. Kaszle. Żeby było dziwniej od kilku dni kaszle w Ośrodku, a po południu w domu już nie. Dziś Andrzej odebrał go ze szkoły wcześniej bo mieliśmy telefon, że Jędrek się źle czuje, wymiotował, kaszle itd. Tyle, że najwyraźniej, co miał się źle czuć, to czuł się rano, a w domu jest super. Nie kaszle, jest wesolutki, wariują z Piotrem. No ale na basen już nie pojechaliśmy.
A możliwość jeżdżenia na basen 6 razy w tygodniu mamy tylko do końca marca. Wtedy kończy się projekt START’u, w którym bierzemy udział już prawie 3 i pół roku. Oj, szkoda będzie :(
Nic to. Coś się zorganizuje. Na razie dostaliśmy się do projektu Stowarzyszenia „Razem możemy więcej” i Jędrek będzie miał dogoterapię – 10 zajęć i grupowe zajęcia ruchowo-muzyczne – też 10 zajęć.
I zapisałam nas na turnus w Kobylej Górze. Wyjeżdżamy na 2 tygodnie w lipcu. I na dodatek namówiłam na ten turnus 3 koleżanki. Ha :)

Referencje

Dzisiejsza notatka z Ośrodka w kajeciku Jędrka:
„Przez cały tydzień Jędrek był bardzo grzeczny – nie było żadnego zachowania trudnego, nawet przejawu niezadowolenia! :) Lubił się przytulać, baraszkować. Samodzielnie sprawdzał plan, kojarząc aktywności z danym PECSem. Gratuluję! ”
Gdy Andrzej zaczął mi czytać tą notatkę, z każdym nowym słowem czekałam na ALE. Ale go nie było :) Do końca pozytywnie. Serce roście.
Na basenie wczoraj Jędrek nie chciał się dać wyciągnąć z wody i zamiast na jednej godzinie, byli na dwóch. A dziś, gdy podjechali pod basen, Jędrek się zaklinował między siedzenia i nie chciał wyjść z samochodu! Dopiero, gdy Andrzej zaproponował mu, że wracają do domu usiadł w swój fotelik. Zmienny w swych upodobaniach on bardzo. Ale pozytywne jest to, że potrafi wyrazić swoje upodobania i potrzeby. W końcu niecodziennie ma się ochotę na basen.
A żeby nie było tak całkiem jak w bajce, to my ostatnio mieliśmy aż 3 awanturki. Najpierw w środę w nocy, ale to powiedzmy, że było usprawiedliwione, bo chłopak pospał ze mną w dzień i nie mógł później zasnąć (wiem, jaka to mordęga). Potem wczoraj po południu była dość ostra jazda. Kurek odkręciła jakaś sprzeczka z Piotrkiem. Jędrek się wkurzył na ostro. Tupał, walił rękoma w szyby, bił się po głowie, próbował nas drapać. Ale ja cierpliwie to przetrwałam. No i dziś rano malutka awanturka – nieudana próba wymuszenia smakołyków. Tak czy siak, bilans mamy pozytywny – bilans pozytywnych zachowań.

Jędrek pływa jak ryba

Dziś po szkole Jędrek pojechał na basen z tatą. W samochodzie zaskoczył ojca, bo sam z siebie wychodząc z auta założył sobie książkę do komunikacji (PECS) na szyję. A przyznam się, że od jakiegoś czasu książki to on używa w Ośrodku, w domu książka zazwyczaj zostaje w tornistrze. No ale skoro syn nam jasno pokazuje, ze chce nosić książkę (mimo, że jej nie używa w sumie), to uszanujemy jego wolę:)
A na basenie Jędrek pływał jak ryba:) Jędrek często jest tak żywy na basenie, że przestrasza takie spokojniejsze bojące się dzieci. Dlatego jesteśmy przyzwyczajeni, że nie wszyscy są zachwyceni Jędrka obecnością na basenie. No i dziś była fajna sytuacja. W pewnym momencie dziewczynka zaczęła krzyczeć: „Mamo, mamo, Jędrek!” Mąż już chciał interweniować i tłumaczyć się, no że on tak przeszkadza. Na co mama mówi: Nie o to chodzi. Klaudia mi zawsze mówi: „Jędrek pływa jak ryba” i to chciała właśnie powiedzieć:)

Ne, dziękuję.

Dziś Jędrula miał zajęcia z panią Kasią, pedagog. Takie niewyrobione godziny z ostatniego projektu KTA. Ze dwa miesiące nie widział pani Kasi. Ale byłam spokojna bo on aktualnie jest w dobrej formie, w sensie humoru. No i było ok. Tyle, że cokolwiek pani Kasia wyciągała z szafy, żeby Jędrkowi zaproponować do roboty, to on zdecydowanie, ale grzecznie mówił: NE. A robił to tak ładnie, że pani Kasia nie miała sumienia nie zaakceptować jego woli. Więc zajęli się zabawą i skupili na wzajemnych interakcjach. I bardzo fajnie bo myślę, że to Jędrkowi więcej da jak zrobienie kolejnej układanki.
Na basenie też było fajnie. Był grzeczniutki. Tyle, że doszło do nas, że obsługa basenowa się skarży, że im Jędrek dokonuje zniszczeń (a to kwiatek poskubie, a to numerek na szafce zdrapie). Cóż, nie to, żebyśmy mu na to pozwalali, ale czasem nie jesteśmy w stanie upilnować (jest szybszy jak błyskawica). Basen jest dla niepełnosprawnych (przy domu pomocy społecznej), ale za bardzo to oni tego nie rozumieją. Trudno.
A w domu ostatnio Jędrka ulubioną zabawką jest … duża skrzynka na zabawki. Powtarzam: skrzynka – pusta. Tylko wstanie rano to ją pakuje do łóżka;) No i takie to mam poranne towarzystwo w łóżku;)

Do domu!

Jędrula dziś znowu był grzeczny. W Ośrodku wszystko w porządku.Tylko kanapek nie zjadł, ale nic dziwnego bo byli dziś na frytkach;) A na koniec dnia zaskoczył, wręcz zszokował panią. Jędrek ma w Ośrodku plan dnia, no i przekłada te obrazki, jak dochodzi do kolejnej czynności. Robi to, ale na polecenie, bez entuzjazmu. Dziś zaś, gdy przyszedł po niego tata, Jędrek usłyszawszy tą wiadomość, sam z siebie podszedł do planu, oderwał obrazek, który tam był i przykleił „powrót do domu”. Pani cała buzia się śmiała, gdy Jędrka sprowadzała na dół do taty.

Po czym chłopaki pojechali nie do domu, tylko na basen. I tam także fajnie było. Jędrek był towarzyski, zaczepiał jakąś mamę. Swoim zwyczajem potargał jej włosy (taki jego przejaw sympatii :) A w domu, Jędrek tak się do mnie garnął, że aż musiałam go trochę odganiać, bo chora jestem, boli mnie głowa, a on mnie tak trochę za mocno za głowę targał. Ale fajny jest :)

Niesterowalny

Na basenie Jędrek zazwyczaj bawi się świetnie, zwłaszcza jak pływa z tatą. Nurkuje, przepływa pod nogami, goni tatę w wodzie pływając jak torpeda. Jeszcze go nie dogania, gdy tata płynie szybko, ale po takich wyścigach tata jest zmęczony, a Jędrek jak gdyby nigdy nic :)
Sporadycznie tata nie może jechać z Jędrkiem na basen, choć i tak jeżdżą 3-4 razy w tygodniu i czasem jestem z Jędrkiem ja. Albo np. robimy taki manewr w sobotę, że rano Jędrek jest z tatą a po południu ze mną. Tyle, że ze mnie pływak marny, a Jędrkiem sterować się za bardzo nie da. I tak to na basenie tydzień temu, Jędrek mi zwiał z brodzika i wskoczył do dużego basenu na swój ulubiony tor. Pływała tam statecznie pewna pani. Jędrek bawił się cudnie, ale trochę w pływaniu pani przeszkadzał, więc przeszłam z nim na ostatni tor, który był wolny. Niestety Jędrek miał inną koncepcję i zwiał mi, popłynął z powrotem i to w poprzek basenu na swój ulubiony tor. Cóż było robić, wróciłam za nim. Pani po pewnym czasie zaczęła dogadywać, że Jędrek przeszkadza a przecież jest wolny tor. Powiedziałam grzecznie, że Jędrek jest autystyczny, byłam z nim na tamtym torze, ale niestety wrócił. A pani dalej swoje. Więc ja myśląc, że nie usłyszała, zrozumiała, powtórzyłam. Ona znów. Wtedy już z mniejszym spokojem powtórzyłam po raz kolejny. A ona dalej: że rozumie, ale przecież jest wolny tor. Popatrzyłam na nią i powiedziałam: „Do pani się mówi, a Pani nie rozumie, a co dopiero do niego. A jak zaczęła się bultać, to dodałam, że skoro nie wie, co to autyzm, to niech sobie poczyta.”
Bywam niegrzeczna.