Miłościwy Samarytanin

kiełbasa jałowcowa
Tata chyba nie wygląda ostatnio najlepiej. Jędrek pewnie tak wywnioskował. Raczej sporadycznie się zdarza, że syn nasz ma ochotę czymś się podzielić, a już od wielkiego święta jedzeniem. A dziś… Przechadzał się Jędrula po pokoju z kółeczkiem kiełbasy (jałowcowa podsuszana). Uśmiechnięty i zadowolony przestępował z nogi na nogę zachwycając się swym podciągniętym z kuchni skarbem.
-Jędrek, daj gryza – powiedział tata, może z nadzieją w głosie, lecz bez większego przekonania, że coś dostanie.
Jędrula nie tylko dał gryza, ale demokratycznie podzielił kiełbasę na pół i jedną z nich podarował tacie. Wow (!).

Godzinę później:
Tata nieopatrznie gdzieś zostawił swoją otrzymaną od syna połówkę jałowcówki. Bo tak naprawdę głodny nie był, a tylko tak sobie a muzom próbował sprowokować syna do działania. No i przychodzi Jędrek do pokoju taty i podsuwa mu do ust jego zgubę.
-Dzięki – powiedział ojciec odkładając kiełbasę na stolik obok.
Syn nie dał jednak za wygraną, jeszcze raz chwycił ojcowski kawałek i wsunął mu do ust. I cierpliwie czekał aż zje i przełknie.
Hmmm… z takim dzieckiem to człowiek nie zginie, nawet jeśli nasze emerytury szlag trafi. Może w przyszłości też się podzieli ;)

Blog roku 2012

Kontynuując naszą nową, świecką tradycję, w tym roku też zgłosiliśmy Jędrkowego bloga do konkursu na bloga roku.
W ostatnich 2 latach, dzięki głosom naszych czytelników dotarliśmy nawet do ścisłej czołówki. Jeszcze raz dziękujemy i liczymy, że w tym roku też poprzecie (symboliczną złotówką+VAT) naszego bloga. Ten konkurs (tu regulamin) jest dla nas przede wszystkim formą nagłośnienia tematu autyzmu, a zarazem (pośrednio) wspierania terapii Jędrka poprzez dotarcie do większego grona osób. Głosować będzie można w dniach 24-31.01.2013. Dochód z SMS-ów przeznaczony będzie w tym roku na wsparcie Fundacji Marka Kamińskiego:
http://www.kaminski.pl

Aby zagłosować na Jędrkowy blog wyślij SMS o treści A00817 na numer 7122

Uwaga, w treści sms są zera, nie literki o.

Ranking blogów w tej kategorii: „Ja i moje życie” (aktualizowany co 12h)

Do trzech razy sztuka… a nawet para

Wczoraj Jędrek chyba nie mogąc się doczekać aż mu pomogę nałożyć buty zapinane na rzepy założył je sam. Pierwszy raz w życiu! Może też się zagapił i zapomniał, że ma zazwyczaj problem z podwijającymi się do środka języczkami? A może to efekt ćwiczeń w KTA? Jeszcze nie zdążyłem o to terapeutów spytać, a dziś (i to dwa razy) też sam sobie z butami poradził. Dodatkowo na basenie, gdy się już ubieraliśmy po pływaniu, wpierw założył buty, potem sam chwycił worek na buty i odniósł paniom szatniarkom, a potem sam, bez przypominania, powędrował do toalety (zawsze się opija sporo wody, więc odwiedzenie ubikacji przed podróżą samochodem jest jak najbardziej wskazane). Gdyby ktoś, nie znający bliżej autystów spytał: „Czy można być z tego typu osiągnięć dumnym?” pewnie zdziwiłby się, słysząc moją odpowiedź, że TAK. Otóż moi drodzy, jestem bardzo dumny z tych małych kroczków w samodzielności mego syna. Jak to powiedział na Księżycu pewien astronauta: „To mały krok człowieka, a wielki ludzkości” :)
A na basenie… Jędrkowi spodobało się ostatnio nurkowanie. Wprawdzie już wieki temu na brodziku radził sobie z przepłynięciem między (zazwyczaj moimi) nogami, gdy stałem w rozkroku, ale całkiem niedawno opanował tę sztukę na tyle, że robi to teraz nawet wtedy, kiedy stoję po ramiona w wodzie. Jeszcze większą frajdę sprawia mu sytuacja, gdy na torze płyniemy naprzeciw siebie i prawie już mamy się zderzyć głowami, to on daje susa w dół i tak się mijamy w pionie. Ja górą, on dołem. A czy można pływać i nurkować śmiejąc się od ucha do ucha? Ja próbowałem i średnio mi to wychodzi, a Jędrek potrafi zanurzyć głowę z otwartą buzią. Może on faktycznie ma skrzela?

Z innej beczki. W procedurze wprowadzania PECS (komunikacja obrazkowa) jest taki etap, nazywany IIIA, w którym dziecko różnicuje obrazki wzmocnień i podaje prawidłowy tzw. partnerowi komunikacyjnemu. Około dwóch tygodni temu, gdy zostałem po południu sam z moimi urwisami, kiedy już opanowałem sytuację i ich, (i siebie) nakarmiłem, w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku, zapadłem w krótką poobiednią drzemkę. Mój sen przerwało szarpanie za ramię. No tak, to Jędrek, ale kiedy tylko otworzyłem oczy przed nosem zobaczyłem PECS’a: PIĆ. Ponieważ, ucząc dziecko komunikowania się, trzeba reagować najszybciej jak to możliwe, by dziecko miało poczucie sprawczości, to w sekundę byłem już na nogach i powędrowaliśmy do kuchni. Co było w tym niesamowite? Otóż młody miał PLAN! Przygotował sobie odpowiedni obrazek, podszedł i dopiero wtedy zaczął mnie budzić. Nie wiem jak Wy, ale ja byłem pod wrażeniem. Nasza mentorka od PECS’ów, Magda, zgodziła się, że fazę, w której dziecko budzi śpiącego partnera komunikacyjnego, mogę nazywać IIIA+ :)

Dopisek mamy Jędrka:
1. Uściślę, włożyć samodzielnie buty Jędrkowi się zdarzyło parę razy w życiu, ale akurat nie te buty. W tych trzeba mu było chociaż podciągać – przytrzymać język od butów. A poza tym z niego jest leniuszek…
2. Co do PECS ja bym powiedziała, że jest to faza IIIB+ ponieważ Jędrek tego PECS-a wybierał sam ze środka książki spośród wielu innych PECS-ów. Zdarza mu się tak czasem. Ja dość często bywam tak „przymuszana” przez Jędrka do reakcji, niestety niekoniecznie adekwatnym PECS-em.

Paraolimpiada

Ok, może ja jestem jakimś mutantem i podoba mi się to co ogół olewa.
Otóż, pasjonują mnie zmagania naszych paraolimpijczyków i ich sukcesy. Ich
charyzma i chart ducha. Ich wola walki, upór i determinacja.
Może jest nas jednak więcej, i po prostu trzeba tylko głośno o tym mówić,
żeby w końcu media przejrzały na oczy i nie traktowały tego tematu po
macoszemu, czyli w stylu j. koriwna-mikke (celowo z małej litery bo
prostak na dużą sobie nie zasłużył).

A skoro nie ma paraolimpiady w TV to od czego jest YouTube :)



Huśtawka

Jędrek nauczył się sam bujać na huśtawce. Hurrra :)
Choć mimo wszystko wciaż z lenistwa woli wysługiwać się tatą.
Ale będę twardy i może w końcu go przekonam, że huśtać się można samemu.

Ok, dorwałem się do laptopa

Sam zastanawiam się, skąd aż tyle pesymizmu w notatkach żony. Fakt, łatwo nie jest. Bywają chwile mega trudne, gdzie psychicznie nie wyrabiamy. Ale jest także wiele chwil pozytywnych, dobrych, z których każda nas bardzo cieszy. Wykombinowałem sobie tak. Jak jest dobrze to zazwyczaj nie mamy czasu pisać, jak jest bardzo źle, to zazwyczaj jako ostatnią deskę ratunku rzuca się ojca (na pożarcie lwom :) by z młodym poszedł sobie w diabły i dał trochę mamie psychicznie odpocząć. A że mama próżnować nie lubi to wtedy takie notatki pisze. Wiele się już nauczyliśmy na tym wyjeździe. Co Jędrka uspokaja, co irytuje. Jakie w nowym środowisku znalazł sobie wzmocnienia, jakie rytuały. Wiemy już, że żelaznym punktem programu każdego dnia musi być obchód niemałego notabene hotelu i sprawdzenie czy budki z lodami są już na swoim miejscu. Nie szkodzi, że zamknięte bo lody są tylko w określonej porze dnia dostępne w dwóch miejscach, w godzinach 14:30-15:30 i w drugim: 15:30-16-30. Bardzo nas takie rozwiązanie cieszy, bo porządkuje Jędrkowi plan dnia i sprawia, że możemy go uczyć czekania na określoną porę („Zobacz, teraz zamknięte, potem będą lody”) i czekania w kolejce; choć zdarzyło się dwukrotnie, że Jędrek mimo wszystko się wyrwał i coś tam sobie utargował, ale nie złością a raczej specyficznym tańcem przed budką z lodami, z przewieszoną książeczką od PECS, tak że nie sposób go nie zauważyć.
Wczoraj po południu trochę przedobrzyliśmy. Jędrek był z nami na pobliskim bazarku na zakupach. Folklor, ale i dużo zamieszania, głosów, ludzi – dla autysty zdecydowanie za dużo bodźców. W którymś momencie zezłościł się i pokazał, że już ma dosyć. Ten atak był jednak trochę inny od pozostałych, bo Jędrek nie rozpędził się, a tylko jak wyszliśmy spomiędzy straganów na otwartą przestrzeń zaraz się uspokoił. Potem pochodził z nami już grzecznie jeszcze parę chwil i powiedzieliśmy mu, że jak będzie dzielny to dostanie nagrodę. Zadziałało – kupiliśmy mu ekstra lody tego dnia i poszliśmy do miejskiego parku chwilę się z nim pobawić. W Turcji ktoś fajnie wymyślił, że na deptakach, w parkach, są całe zestawy „zabawek” do ćwiczenia różnych grup mięśni, a to coś do podciągania, a to „rowerek”, lub też coś na koordynację ruchową. Istna integracja sensoryczna na świeżym powietrzu. Fajne!
Po powrocie znów trochę przedobrzyliśmy. Chcąc nadrobić czas i wykonać plan dnia, w którym był jeszcze i lunapark, i basen, a potem kolacja nie zauważyliśmy, że Jędrek jest już pewnie trochę zmęczony. On dzielnie i wręcz chętnie poleciał na te kolejne karuzele i samochodziki. Ale sytuacja go przerosła i skończyło się awanturką. Nawet basen, w którym Jędrek zazwyczaj się wycisza, tym razem go denerwował. Wróciłem z nim do pokoju gdzie się wyzłościł i zmęczony w końcu uspokoił.
Potem była kolacja. Czasami jadamy na zmiany, bo zauważyliśmy, że irytujące nas samych jest to, gdy musimy wstawać od talerza pełnego smakołyków i lecieć za Jędrkiem który uważa, że już się najadł. Ostatniego wieczoru jadłem z Piotrkiem kolację na pierwszą zmianę (chyba w nagrodę za pilnowanie Jędrka gdy się złościł ;) a Hania z młodszym była w tym czasie na drewnianej platformie nad basenem gdzie Jędrek ostatnim swym zwyczajem musiał poskubać roślinki i poskakać. Potem była zmiana, ale udało mi się wyperswadować Jędrkowi, że rwania roślinek już starczy i zajmiemy się czymś innym. Przelecieliśmy się więc po terenie hotelu, przeszliśmy kolorowym podziemnym przejściem pod drogą ekspresową na „plażową” część hotelu gdzie Jędrek upewnił się, że pan od popcornu i lizaków jest tam gdzie zostawił go ostatnio (w ramach nagrody za dobre zachowanie rano i podczas zajęć, kupiliśmy mu tego dnia po delfinach lizaka). Wróciliśmy odwiedzając też ulubiony przez Jędrka salon gier (choć w nic tam nie gra, ale ten zgiełk jakoś mu się podoba – szczególnie interesują go stoły bilardowe). Potem poszedłem z nim do pokoju, a ponieważ małżonka jeszcze gdzieś nam się zawieruszyła po kolacji, to młodego umyłem, wyszorowałem mu zęby na tyle ile to jest możliwe i przebrałem w piżamkę. A tu Jędrek nakłada na koszulkę do spania książeczkę od PECS’ów, czapkę na głowę i ciągnie mnie do drzwi. Hmm, mimo że to było już po 20:30 czyli pora już na Jędrkowy sen to byłem tak zaciekawiony tym co on sobie znowu wymyślił, więc cóż, kolejny raz go przebrałem i poszliśmy. Ruszył zdecydowanie znów w kierunku tunelu na plażę. Sprawdził czy oby na pewno popcorn-men jest. OK, był. To go wyraźnie ucieszyło, że odtańczył tam swój taniec, a potem udał się do drink-baru gdzie wcześniej już odkrył, że można sobie samemu nalać soczku do kubeczka. Wyraźnie z siebie zadowolony pobiegł jeszcze pod ścianę gdzie wśród zarośli stało coś przykryte białą płachtą. I co to było? Kolejna pomarańczowa, charakterystyczna „budka z lodami”. Jak on takie rzeczy dostrzega to ja nie wiem. Przy okazji spotkaliśmy Jędrkowych delfinoterapeutów i Jędrek zadowolony chwycił Marcina za rękę i przyłączył się do nich. Cały czas byliśmy w okolicach drink-baru, który na wieczór zamienia się w restaurację meksykańską à la carte. Gdy zaprzyjaźniony z naszymi terapeutami kelner nagle spytał Jędrka w znajomo brzmiącym języku: „Chcieś lody?” to młody był przeszczęśliwy. Usiedliśmy wszyscy przy stoliku, dostaliśmy lody, które Jędrek w łapczywości swej zjadł pomagając sobie palcami, po czym grzecznie znów za rękę poszedł z Marcinem umyć ręce. No dziecko po prostu super, jak z innej bajki.
Zostawiliśmy w końcu w spokoju naszych znajomych i udałem się z Jędrkiem do amfiteatru gdzie był tzw. show-time dla dzieci. Dwie duże Mickey Mouse na scenie, pełno dzieci, muzyka. Usiedliśmy w pierwszym rzędzie i Jędrek „chłonął”. Oczy mu chodziły. Próbował się nawet kiwać w rytm muzyki, ale ta - choć prosta, nie jest taka łatwa do przetrawienia dla autika. Wstał, zamknął oczy i jak ja to ostatnio określam, przeliczał swym procesorkiem ten wielki potok danych, by w końcu parę razy podskoczyć i pokiwać się z innymi dziećmi. Potem znów siadł przy mnie, a że widziałem, że jest już coraz bardziej znużony to wróciliśmy grzecznie do pokoju.

Na niebiesko dla autyzmu w Białymstoku

Na niebiesko dla autyzmu Ratusz Miejski w Białymstoku LightItUpBlue

Włączając się do akcji: „Zaświeć się na niebiesko” organizowanej z okazji przypadającego na 2 kwietnia „Światowego Dnia Wiedzy na temat Autyzmu” rozświetlimy na niebiesko Ratusz Miejski w Białymstoku. Wszystkich chętnych do wzięcia udziału w tym wydarzeniu zapraszamy wieczorem pod budynek Ratusza.

Można też się dopisać do utworzonego w tym celu wydarzenia na Facebooku

https://www.facebook.com/events/393094524042310



NIE BĄDŹ ZIELONY W TEMACIE AUTYZMU. 2 KWIETNIA BĄDŹ NIEBIESKI

Więcej o akcji: „Light it up blue” organizowanej przez Autism Speaks można znaleźć tu:

http://www.lightitupblue.org

Więcej informacji o tym jak „być na niebiesko” znajdziesz tu:
www.synapsis.org.pl i tu:

https://www.facebook.com/fundacja.synapsis

Wydarzenie organizowane jest przez Krajowe Towarzystwo Autyzmu – Oddział w Białymstoku

Kawa, herbata, czy PECS ?

Tych z Państwa, którzy nie wiedzą jeszcze czym jest PECS zapraszam serdecznie do obejrzenia TVP1 do programu „Kawa czy Herbata?” około godziny 7:20 dnia 23/03/2012 (piątek).

Twórcy szeroko przyjętej na świecie metody PECS rozwijającej umiejętności komunikacji funkcjonalnej u osób z autyzmem opowiedzą krótko jak system ten zmienia życie setek tysięcy osób z autyzmem na całym świecie.

Dr Andy Bondy i dr Lori Frost z USA, twórcy metody PECS będą gościli po raz pierwszy w Polsce w dniach 23 – 25.03.2012.

Rekomendującą ze strony polskich organizacji rodziców i profesjonalistów jest Fundacja SYNAPSIS oraz prezes fundacji dr Michał Wroniszewski, który gościnnie również wystąpi w tym programie.

Serdecznie Państwa zapraszam do obejrzenia programu.

Z poważaniem
Marek Kaźmierczak

Dyrektor Operacyjny
Pyramid Educational Consultants of Poland
tel.95-71-411-09
www.pecs.com

Filharmonia

Z dzisiejszą filharmonią mam mieszane uczucia.
„Co to są mieszane uczucia?
- Jak teściowa wpadnie w przepaść twoim nowym porsche.”
Zacznę może jednak od początku. Poprzedni wyjazd Jędrka do filharmonii nie należał do tych udanych. Wprawdzie z przedszkolem Jędrek w filharmonii bywał i nawet bawił się dobrze, ale co innego spotkania z muzykami w małej sali, a co innego prawdziwy koncert. Poprzedni więc, jesienny, zakończył się słuchaniem Straussów z głośnika na korytarzu bo młody za bardzo był rozbrykany. Z pewną obawą wybrałem się więc z synem na ten dzisiejszy, gdzie tym razem pod nieobecność wychowawczyni Jędrka, sam miałem sprować nad nim opiekę. Przyjechaliśmy swoim samochodem i w filharmonii byliśmy parę minut wcześniej niż Jędrka szkoła, co było nawet przemyślanym posunięciem by dziecko mogło się przed koncertem wyskakać. Ku memu zaskoczeniu Jędrek miał gdzieś brykanie przed budynkiem i od razu wbiegł do środka za nic mając taki szczegół jak kolejka do szatni. Sam nawet rozpiął kurtkę i tylko zdążyłem coś szybko pani szatniarce wytłumaczyć, że my to oddzielna 2-osobowa grupa a nie szkoła, która akurat pozbywała się swych kurtek i już musiałem za smykiem lecieć w kierunku sali koncertowej. Orkiestra właśnie się przygotowywała, wiele osób kręciło się wokół więc tylko o jednym myślałem by w tym zamieszaniu nie zgubić młodego z oczu. A on zrobił ze dwie rundki po sali po czym upodobał sobie grupę tak na oko gimnazjalną i wpakował się na siedzenie (zajęte wprawdzie przez jakiegoś chłopca, ale jakoś się tam wkokosił, że we dwójkę się zmieścili) budząc wśród młodzieży niemałe zaciekawienie i sensację. W międzyczasie znalazła się już Jędrka „zaprzyjaźniona” klasa IIId, do której to się przyłączyliśmy. Usiadł grzecznie. uff… Pan dyrygent powitał wszystkich i powiedział parę słów wprowadzenia. Cóż, miejmy nadzieję, że zaraz zaczną grać i będzie dobrze, bo zbyt długie wstępy mogą Jędrka znudzić. Muzyka natomiast może go sprowokować do zbyt żywiołowej reakcji na nią, co mogłoby być społecznie nie do zaakceptowania. Trudno, co będzie to będzie. Zaczeło się. Posłuchajcie, bo śliczne, koniecznie tylko podkręcając trochę więcej volume, by wyobrazić sobie efekt, a ja już mówię co było dalej.

Jeśli pan dyrygent układając program chciał zrobić wrażenie na moim siedmioletnim autyście to trafił w sedno. Przy pierwszych taktach opery z obu stron wmaszerował chór, bo w końcu jak „Marsz żołnierzy”, to marsz. I być może jest to tylko moja subiektywna ocena, ale miałem wrażenie, że wśród wszystkich obecnych na sali dzieci, to moje dziecko chłonie tę muzykę najbardziej, całym sobą, prawie nieruchome, z lekko otwartymi ustami i wpatrzonym w chór i orkiestrę wzrokiem. I jakby ktoś teraz spytał mnie: „Czyje to dziecko tak ładnie słucha muzyki?” to przepełniony radością i dumą pewnie powiedziałbym: „To Jędrek, mój syn!”

Kolejnym utworem była „Aria Werthera” z opery J.Masseneta.

Trudny repertuar, ale równie ładnie jak w tej poglądowo zaprezentowanej jutubce wykonany, a może nawet lepiej. W każdym bądź razie bezpośrednio słuchając tej muzyki a nie na jakiś słuchawkach brzmi o niebo lepiej. Jędrkowi też się podobało. Nawet po zakończeniu danego utworu udawało się go namówić na klaskanie ze wszystkimi. Podobnie było i przy kolejnych fragmentach oper Ch.Gounoda: „Romeo i Julii” i ”Nocy Walpurgii”. Choć przy fragmentach tej ostatniej Jędrek zaczął już się wiercić rozglądając się za czymś. Hmm, nawet wiedziałem konkretnie za czym, bo mi powiedział: „Pić”. Niestety, butelka z wodą została w samochodzie. Pewnie nie był nawet w ogóle spragniony tylko być może zadziałał tu mechanizm „odziedziczony” z wizyt w kinie. Tam stałym elementem dodatkowych atrakcji związanych z oglądaniem filmu jest jakiś popcorn, icetea i żelki lub cukierki. Niestety, raz uruchomiona lawina jędrkowych myśli związanych z faktem, że wypadałoby coś przekąsić nie była już łatwa do zatrzymania. Próbowałem jeszcze ratować sytuację „awaryjnymi” sześcioma żelkami wyczarowanymi nagle z kieszeni ale pochłonął je błyskawicznie i stanął tylko przede mną domagając się jeszcze. Zrewidował wszystkie moje kieszenie po czym niepocieszony bezowocnością poszukiwań, rozzłościł się i zaczął podskakiwać i tupać i za nic już miał rozpoczynający się właśnie fragment opery Lakme L.Delibesa o dźwięcznym tytule „Duet kwiatów”. Musieliśmy wyjść :(
Szkoda, bo minęła jeszcze nas grana na koniec aria z opery Carmen, którą bardzo lubię. A Jędrek dostał w samochodzie swą ulubioną wodę i jakby nigdy nic rozweselony wrócił ze mną do domu.

P.S. A jak szaleć to szaleć. To „Arii Escamillo” z Carmen w dość orginalnym, odważnym wykonaniu posłuchamy sobie teraz ;)

Śniadaniowo raz jeszcze

„-Byliśmy ostatnio z żoną proszę pana… W Hali Mirowskiej…
-Yyyy… Gdzie ja miałem aparat, Zorkę 5…
I zrobiłem kilka zdjęć.”
Starsi czytelnicy zapewne pamiętają skąd ten cytat ;-)


Sznureczki i woda – niezbędne elementy dobrego humoru.


Pobrykanie na kanapie – jeszcze lepsza frajda.


Łaskotki z bratem – to, co najlepsze.

A Panu już dziękujemy…

Jędrka ostatnio trzeba bacznie pilnować, gdyż zostawiony samopas lubi robić totalny bałagan. W wannie, podczas kąpieli polubił se ostatnio wyciskać tubki z pastą do zębów lub wylewać szampon. Dziś wieczorem stojąc i pilnując by się nie dorwał pasty, słyszę jak cichutko coś mruczy pod nosem. Żeby tata dobrze zrozumiał, to stanął przy mnie w wannie, chwyta mnie dodatkowo swą ręką i obraca w kierunku drzwi. I cały czas mruczy takie mniej więcej, ledwie słyszalne: „idź”. Mówię do niego, żeby powiedział to głośniej, a on w końcu, zdeterminowany: DO-WI-DZE-NIA !

RDC – rozmowa z Joanną Grochowską z SYNAPSIS

Grochowska (4:00. mówiąc o reakcjach osób postronnych w sytuacjach trudnych)
-”I wtedy powiedzenie: „czy ja mogę w czymś pomóc?”, to jest coś co zwalnia rodziców z takiego napięcia, i odczucia, że zawsze są negatywnie oceniani

Znam to z autopsji. Naprawdę działa. Taką traumę przeżyłem jako rodzic z rok temu gdy Jędrek wpadł w swój „szał”. Bałem się mądrych rad, oceniania etc. gdy moje dziecko zachowywało się „dziwnie”. I padły wtedy właśnie te słowa, czyjaś gotowość do pomocy. Jedno proste pytanie, ale dało mi poczucie panowania nad sytuacją, wewnętrznie uspokoiło.

-Tata

P.S. A tego też warto posłuchać:


RDCWieczór RDC: Autyzm

5 maja – Dniem Godności Osób Niepełnosprawnych Intelektualnie

Dziś w całej Europie obchodzony jest Dzień Walki z Dyskryminacją Osób
Niepełnosprawnych. W Polsce 5 maja ustanowiono także Dniem Godności
Osób Niepełnosprawnych Intelektualnie.

Dzień Walki z Dyskryminacją Osób Niepełnosprawnych pochodzi z
Francji. Tam po raz pierwszy odbył się meeting pod nazwą „Spotkanie z godnością”. To dzień, w którym wyrażany jest stanowczy protest przeciwko
dyskryminacji niepełnosprawnych w zakładach pracy, w urzędach oraz w
życiu codziennym.

W Polsce jest ok. 5,5 mln osób niepełnosprawnych, stanowią ponad 14 proc. społeczeństwa.(PAP)

I słowo do tubylców: :))
„w Białymstoku tradycyjny już Marsz Godności
przejdzie jutro (piątek) o 10.00 ulicą Lipową na plac miejski, gdzie
zaplanowano festyn integracyjny. Po południu, od 15.00 z okazji Dnia
Godności Osób Niepełnosprawnych Intelektualnie będzie można bawić się w
galerii Alfa”

-tata