W naszym kopanickim raju

Wakacje rozpoczęliśmy pięknie – wyjazdem do raju, czyli na działkę mojej koleżanki za Augustowem. Pojechaliśmy tam rodzinnie po raz dziesiąty. A więc to już 10 lat. Odkąd wiemy, że Jędrek ma autyzm, co roku jeździmy tam na jeden wakacyjny tydzień.

Początkowo zdawało się, że to nie będzie najszczęśliwszy pobyt. Było deszczowo i przeraźliwie zimno, dawno już tak nie marzłam latem. Drugiej nocy Andrzej rozbił sobie głowę na schodach i wzywałam karetkę. Brr. Popsuty rower Piotrka to już drobny dodatek. Ale ale .. raj to jednak raj. Głowę zszyto, rower Andrzej z grubsza naprawił, pogoda się poprawiła. Przez ostatnie trzy dni kąpaliśmy się nawet w jeziorze. Woda niby była zimna, ale jak się człowiek odważył, to nawet bardzo przyjemnie się pływało. A chłopaki – Piotrek z Jędrkiem toczyli walki na materacu w najlepsze. Codziennie jeździliśmy na rowerze i udało nam się nawet nie zmoknąć. Wprawdzie jakiś szczególnie długich tras nie robiliśmy, ale było bardzo przyjemnie.

Przesiadywaliśmy z upodobaniem na tarasie delektując się ciszą, zielenią, pięknem. Wieczorem grywaliśmy w gry planszowe i karty. Jędrek dzielnie nam towarzyszył, podając karty, albo rzucając kostką. Wszystko zdawało mu się podobać. Był bardzo grzeczny, bezproblemowy. Złote dziecko. Jedyną jego fiksacją było dziwaczne chodzenie opłotkami, po brzegach. Tak mu się zrobiło ostatnio, że nie chodzi normalnie tylko tak dziwaczy. Ale oby tylko takie tam.