W Kopanicy

Po raz dziewiąty byliśmy rodzinnie w Kopanicy, na działce mojej koleżanki nad jeziorem (wakacje bez tego wyjazdu, to wakacje stracone). Jędrek bardzo lubi to miejsce, już na widok bramki zaczął głośno okazywać radość. Było nam cudnie, jak zawsze tam, tylko niestety krótko z powodu nieprzewidzianych okoliczności. No i pogoda nas nie rozpuszczała. Ale mieliśmy 3 ładne dni, które wykorzystaliśmy na jazdę rowerami (w tym roku Piotrek odważył się przejechać kilka razy tandemem z Jędrkiem na krótszej trasie) i na kąpiele w jeziorze (chłopcy świetnie się bawili na materacu, zupełnie nie przeszkadzała im dość zimna woda, zrzucali się do wody, zdrapywali itd. W zasadzie to głównie Piotrek zrzucał Jędrka, Jędrkowi się czasem udało chyba tak niechcący, z celowym działanie tego typu ma wciąż problem). Z nowości – jednego dnia dojechaliśmy rowerami do Suwałk, czyli zrobiliśmy w sumie ponad 50 km. Piotrka zmotywował McDonald, Jędrek lubi jazdę samą w sobie, choć i on nie gardzi niestety fastfoodem.

Chciałam wkleić kilka zdjęć, ale wyczerpałam limit blogowy.

Duży Jędrek w krążki

Jak słusznie zauważyła Iwona pod poprzednim postem, Jędrek jest już całkiem duży. Jeszcze mnie nie przerósł (ani wzdłuż, ani wszerz), ale jest już naprawdę niewiele niższy ode mnie. Poza tym bardzo zmężniał (no trochę za dużo tego sadełka) i zaczął się czas dojrzewania (pryszcze na nosie itd).

Na turnusie jest nam bardzo dobrze. Zabiegi Jędrkowi nawet się podobają. Tylko tlenoterapia była udręką dopóki rurek do nosa nie zmieniliśmy na maseczkę. Teraz jest już dobrze. Żeby nie było zbyt przewidywalnie, soczki i bar nie działały już drugiego dnia. Widać Jędrek stwierdził, że tak tanio się nie sprzeda i za byle soczki nie będzie sobie rurek do nosa wsadzał.
Odkryciem tego roku jest gra w krążki. W krążki nad morzem graliśmy odkąd Piotrek był mały. Kiedyś trzeba było mu dawać fory, teraz ogrywa ojca z kretesem. Tego roku w krążki zaczął grać Jędrek. Na razie gra na poziomie małego 5 letniego Piotrusia. Grając często patrzy w bok (ale kto ich tam wie autystów z ich widzeniem peryferycznym, może i tak widzi), ale gra bardzo chętnie. Może kiedyś dogoni mistrza- starszego brata ;-) Grunt, żeby miał frajdę.

20160805_122514a20160805_122730a

Na turnusie w Ustroniu

Tego lata wróciliśmy do Ustronia Morskiego. W tamtym roku byliśmy tu z grupą ze START’u z Białegostoku, w tym prywatnie na turnusie organizowanym przez ośrodek Ewa, w którym mieszkamy. Jak zwykle obawiałam się, jak będzie. Na razie jest super. Mamy dwa połączone ze sobą pokoje, jeden w zasadzie identyczny jak w tamtym roku. Jędrek zajął więc „swoje” łóżko. Jest obeznany z Ośrodkiem, stołówką i to jest dobre bo mniej czasu zajmuje akomodacja. Jędrek ma zabiegi, jak każdy porządny turnusowicz. Są to głównie zabiegi rehabilitujące wadę postawy – masaż ciała na fotelu masującym, masaż stóp na maszynie i tlenoterapia. Wczoraj na zabiegach Jędrek oswajał nowe i był wyraźnie tym zestresowany. Niemniej wytrwał i tylko raz zwiał z fotela. Dziś już było znacznie lepiej. Na fotelu masującym nawet się zaczął uśmiechać. Ma maszynie masującej stopy nie musiałam go już cały czas zachęcać by postawił na niej z powrotem stopy (nawet jak je zabierał, to sam kładł z powrotem). Najgorzej jest z tlenoterapią. Włożenie sobie rurki do nosa przerasta Jędrka. Dziś na początku nawet nie chciał usiąść, więc na początku stał. Potem wkładał sobie rurkę na chwilę i wyjmował. Musiałam cały czas go zachęcać by zrobił to z powrotem (obietnica kupna 2 soczków z baru na dole czyniła cuda :-) Myślę, że z każdym dniem będzie lepiej i sprzedaż soczków jabłkowo-brzoskwiniowych murowana. Ja też wykupiłam sobie zabiegi na kręgosłup i się kuracjuje. To, co jest jednak najpiękniejsze i co nas przekonuje, że warto było przyjechać, to reakcja Jędrka na morze. Odkąd Jędrek miał rok co roku przyjeżdżamy nad morze (mieliśmy chyba tylko dwa lata przerwy w 2012 i 2013), ale nigdy Jędrek nie wchodził tak śmiało do morza, z takim zachwytem i radością. I żeby tak długo w nim siedział, bawił się, dawał się unosić falom. Trzeba go wyciągać z wody i zachęcać do powrotu. A wieczorem sobie spacerujemy brzegiem morza i też jest pięknie.
Korzystamy też z innych atrakcji oferowanych przez miasteczko (pyszne lody lodziarni Vincento) i Ośrodek. Wczoraj na przykład Jędrek świetnie się bawił na ognisku, biegał sobie, tańcował po swojemu, wpychał się na ławeczkę, jak mu było trzeba, chodził po kompocik do pani wydającej kompociki i świetnie się sam dogadywał (nie wiem, jak on to robi, ale pomimo tego, że ani nie mówi, ani nie pokazuje nawet zbytnio, potrafi wydębić dwa kompociki w tym kubku co on chce; chyba po prostu stoi i czeka aż ktoś się domyśli o co mu chodzi).
Ja na razie wszyscy jesteśmy bardzo zadowoleni wyjazdu i oby tak było do końca.
Przy okazji bardzo dziękuję wszystkim, dzięki których pomocy (1%) możemy tu być.

13925041_1135527073181548_2506023719579086355_n