Kolarze

Wczoraj pojechaliśmy po Jędrka do Ośrodka całą rodziną rowerami i wracaliśmy sobie potem z Jędrkiem niespiesznie przez park i lody. I poczułam jakby był weekend albo wakacje a nie środek tygodnia.

A to zdjęcie, co prawda nie z wczorajszej przejażdżki, tylko z ostatniej Masy Krytycznej, ale też bardzo je lubię.

DSC05176Ponieważ co nie raz mnie ktoś pyta, jak to jest z tym jeżdżeniem tandemem, czy łatwo, czy dziecko musi współpracować, to dopowiem kilka słów na ten temat. Wygląda to bardzo fajnie i miło. Chłopcy się uśmiechają. Bo też Andrzej radzi sobie świetnie, ale łatwe to nie jest. Ja bym się nie odważyła jeździć tandemem z Jędrkiem. Raz próbowałam z Andrzejem jako „pasażer”, na miejscu Jędrka i krzyczałam ze strachu „Hamuj”. Kosmiczne wrażenie, gdy ktoś za Ciebie kieruje, skręca, przyspiesza, a Ty nie masz na to wpływu. Ale Jędrkowi to nie przeszkadza, być może po prostu nie ma potrzeby kontroli, a może jest odważniejszy. Dziecko nie musi za bardzo współpracować, w zasadzie wystarczy, że nie chce zsiadać i się trzyma kierownicy. A jak jeszcze, tak jak Jędrek dzielnie pedałuje, to już jest fantastycznie. Przede wszystkim jednak ten z tyłu, prowadzący musi mieć trochę siły i wyczucia, żeby to wszystko utrzymać, kierować tym. Nie jest to zwykła jazda rowerem. Choć wygląda tak sielsko.

Pan zainteresowany

Jędrek jakby spokojniejszy i weselszy. Śpi dobrze. Z zasypianiem mamy tyko problem bo ja zasypiam przed nim. Więc jak tata któregoś razu wrócił nocą, to zastał prawie wszędzie zapalone światła i ślady bytności Jędrka w kuchni. Ale ale, nie jest tak źle bo ostatnio Jędrek ma jakieś zaczątki sprzątania. I np. któregoś wieczoru powkładał wszystko (jedzenie) do lodówki. Zazwyczaj ma odwrotnie- wszystko wyjmuje. Nie mogę mieć zapasów w lodówce. Dobrze, że teraz czasu niekolejkowe i można codziennie kupować w małych ilościach.

W poniedziałek w Axonie pani Ania nie mogła się Jędrka nachwalić. Że taki był grzeczny, współpracujący i zainteresowany. Z zaangażowaniem układał proste puzzle i historyjki obrazkowe. To, że układał mnie nie dziwi, ale że z zainteresowaniem, to jest coś. Jędruś bardzo lubi te zajęcia w Axonie. Zadziwiających czasów doczekaliśmy.

W domu ćwiczyłam sobie brzuszki. Jędrek zazwyczaj pomaga mi w ten sposób, że podkłada mi się pod głowę, czym w zasadzie uniemożliwia mi ćwiczenia. Zażartowałam sobie, że ma robić ze mną. Położył się obok i i przy mojej początkowej ręcznej pomocy-wspomaganiu – robił. To było piękne. Rączki za główką, nóżki zgięte w kolankach i podnosimy głowę i tułów do brzucha. Taka koordynacja ruchów dla Jędrka to nie jest wcale bułka z masłem. I że chciał – to najważniejsze. Byłam zachwycona. No to mam teraz towarzysza do ćwiczeń ;-)

Na spacerze z psem

Co nowego u Jędrka?

Je jak oszalały pomidory i jabłka. Cudnie.

A poza tym ostatnio sprawdzał się,jako „wyprowadzacz” znajomego psa. Generalnie Jędrek psy lubi, ale okazuje to w sposób umiarkowany. Mogłoby się nawet czasem wydawać,że pies go ani ziębi ani grzeje (nic dziwnego,że raz nam wpisano mniej więcej coś takiego w opinii na temat jego zachowania na dogoterapii). Ale to tylko pozory. Bo gdyby tak było rzeczywiście, to nie brałby smyczy, nie prowadził psa, nie łapałby smyczy, gdy mu upadnie. I nie byłby wyraźnie zadowolony, gdy była o tym mowa (jak to dzielnie prowadzał psa). I tylko plac zabaw wyraźnie wygrywał z psem. Gdy Jędrek podchodził do placu zabaw, rzucał smycz i już był na zjeżdżalni czy huśtawce. Może dlatego, że rzadko chodzimy bo chłopak taki duży, że głupio tak przepychać się między maluchami.

10345750_713398122061114_7555402753686423017_n 10406481_713398178727775_6260987573038841291_n

Wczoraj w przychodni Jędrek najpierw nie chciał zdjąć czapki, ale, jak już się na to zdecydował, to usiadł grzecznie na kolana taty i dał sobie powyciągać szwy. Bez najmniejszego piśnięcia.

Bardzo dzielny gatunek mężczyzn mi się trafił. Bo cała moja trójka taka jest.

A w piątek Jędrek był z tatą na Masie Krytycznej, czyli zorganizowanej przejażdżce rowerowej przez miasto (Tour de Białystok ;-) Na koniec był piknik, na który moi chłopcy nie byli niestety przygotowani, nic ze sobą nie mieli. Jak się jednak okazało, gdy tak się kręcili w tłumie, a tata zajmował się np. zdobywaniem rowerowych naklejek na koszulki, Jędrek co nie raz wracał z jakimś żelkiem lub ciasteczkiem. Andrzej zaczął wiec obserwować, jak on to robi, czy przypadkiem nie wydziera innym pożywienia. Ale nie, Jędrek robi to dużo sprytniej. Podchodzi do kogoś mającego coś dobrego i mu się przygląda. A to rzuci okiem na jego torebkę z małym co nie co, a to się pouśmiecha, a to „potańczy” wokół. No i każdy go częstuje :-) Radzi sobie chłopak, z głodu nie zginie.

Ciąg dalszy historii „gieroja”

Jutro zdjęcie szwów. Jakby nie było, Jędrek był super przez ten tydzień – przez dwa dni dzielnie nosił czepek, a potem do rany się nie dotykał. Mam nadzieję, że jutrzejsze zdejmowanie szwów pójdzie równie dobrze, jak ich zakładanie. Mówię, że równie dobrze, bo lepiej już nie może (no chyba, że szybciej ;-)  ale na to w przychodni przyszpitalnej liczyć nie można zbytnio.

Rozmawiałam z koleżanką, która jest jednocześnie psychologiem.Opowiadałam jej o tym, jak dzielny i grzeczny był Jędrek przy zakładaniu szwów. Zadziwiająco i nieoczekiwanie dla nas. A ona, jak to psycholog, pyta mnie, czy wiem, co to znaczy?

No i jak myślicie, co? Moja koleżanka twierdzi, że to znaczy, że Jędrek nabrał do nas zaufania. Hmm, może tak być. Może tak być, że zauważył, że już go nie męczymy inwazyjnymi terapiami, że dbamy o jego komfort, dobre samopoczucie, by czuł się bezpiecznie. I może faktycznie nam zaufał, że skoro go tam przyprowadziliśmy, to tak trzeba i nikt mu nic złego tam nie wyrządzi.

PS. A propos”gieroja” z tytułu – wytłumaczenie dla młodszego pokolenia. Gieroj to po rosyjsku – bohater. No ale moi Czytelnicy to raczej pokolenie, co na tyle to rosyjski znają ;-)