Rozrywkowy chłopiec

Ten nasz synek to się zrobił bardzo rozrywkowy chłopak. Wszędzie mu dobrze, wszędzie się dobrze bawi. Np. wczoraj na chrzcinach mojego bratanka, w kościele bawił się przednio. Najpierw poprzestawiał jakiś panów stojących przy kolumnie, potem usiłował zdemolować dwa konfesjonały (zaczął rozkładać je na części pierwsze, uznał ,że poduchy są tam niepotrzebne), następnie pobiegł pod ołtarz i przebiegł się między księdzem a chrzczącym towarzystwem, aż w końcu legł na ławkę i dosiedział już grzecznie do końca mszy, tyłem do ołtarza (szczegół). Nie powiem, żebym się równie dobrze bawiła jak on, ale starałam się zachować zimną krew i pogodę ducha.
Równie dobrze Jędrek się bawił tydzień temu na balu karnawałowym organizowanym przez KTA.

Sympozjum i warsztaty w Białymstoku

A jakby ktoś był z Białegostoku lub okolic i nie wiedział, to informuję, że 2-3 kwietnia KTA organizuje ciekawe sympozjum i warsztaty na temat autyzmu. Dla rodziców za darmochę. Zachęcam, żeby spojrzeć i się zastanowić, może warto. Ja zamierzam iść. Taka okazja w Białymstoku pewnie się szybko nie powtórzy:

http://www.kta.bialystok.pl/obchody-miesiaca-wiedzy-na-temat-autyzmu-2014/#more-1465

Podsumowanie półrocza w Ośrodku

W Jędrkowej szkole dzieci są traktowane bardzo indywidualnie. Każdy ma swojego indywidualnego terapeutę, indywidualny program i indywidualne wywiadówki. Dziś byliśmy właśnie na takim spotkaniu podsumowującym półrocze.
Dowiedzieliśmy się, jak nasze dziecko funkcjonowało w tym półroczu w Ośrodku, jak zachowywał się na różnych zajęciach, jakie zrobił postępy lub nie, jakiego typu miał sukcesy i problemy. Nic wielce zaskakującego bo w sumie to jesteśmy w stałym kontakcie z terapeutą Jędrka, ale dobrze jest od czasu zebrać te ważniejsze informacje do kupy.
Na zajęciach grupowych Jędrek poczynił postępy, fajnie brał udział w logarytmice (ze wspomaganiem oczywiście), już nie musiał siedzieć na „karnej” ławeczce. Dobrze też było na zajęciach plastycznych i technicznych, aczkolwiek tu ze względów technicznych (brak dodatkowych osób do wspomagania) nie mógł pełniej korzystać. Szczególnie Jędrek lubi technikę i piłowanie. Prawdziwą piłą ciął drewniane klocki.
Bierze też aktywny udział w zajęciach religii (trafił im się w tym roku wyjątkowy ksiądz z bardzo dobrym podejściem do takich dzieci) i dogoterapii. Jędrek bardzo lubi ich psa, podchodzi do niego, przytula się, głaszcze. Zwłaszcza już po zajęciach, gdy pies jest w świetlicy, nie ma tak dużo dzieci. Ostatnio pani nie chciała, by pies bawił się jakimś misiem i go odkładała gdzieś dalej na półkę, a Jędrek-stary spryciarz, co nieraz misia zachylił i niby przypadkiem psu podrzucił. Dba o swojego przyjaciela i jego rozrywki :-) Kurcze, to mnie znowu skłania w kierunku myśli, by może kiedyś udomowić jakiegoś psa. Nie z myślą, że Jędrka uzdrowi (jak to wielu ma po lekturze „Mój przyjaciel Henry”), ale że mu życie umili, poprawi komfort jego życia.
Na zajęciach z integracji sensorycznej też już Jędrek fajnie współpracuje. W tym roku jest nowa pani i początki były ciężkie, ale już jest dobrze. Najwyraźniej Jędrek się oswoił, a pani znalazła właściwą dróżkę do Jędrka.
No i super jest na wszelkich wyjściach, wycieczkach itd. To mój miś lubi najbardziej. Plus zajęcia ruchowe.
Jędrek poczynił też pewne postępy w PECS. Ma w swojej książce kila obrazków. W zaaranżowanych sytuacjach wybiera je dobrze w jakiś ok.80 %. Co cenniejsze posługuje się nimi również w sytuacjach naturalnych. Zwłaszcza prosi o zabawę, baraszkowanie.
Poczynił też pewne postępy w samoobsłudze, ubieraniu się itd.
To z czym Jędrek ma duży problem to koncentracja. Nawet jak coś potrafi robić, to ma problem, żeby się na tym skoncentrować i to zrobić. Powiedzmy zakłada buty, ale w między czasie zaczyna bawić się jakimś sznureczkiem przy kurtce i zapomina o butach. I tak w zasadzie jest cały czas.
Bywa czasem bardzo pobudzony, jakby mu te neuroprzekaźniki fiksowały. Ale trudnych zachowań było w tym półroczu 5 i to na początku. Jak się denerwuje, to nie rzuca się, nie drapie, ale np. pokazuje panu Łukaszowi, żeby sobie poszedł i się sam jakoś uspokaja. Cenne, bardzo cenne. Ja w domu nie notuje jego trudnych zachowań, ale wydaje mi się, że od wakacji było może jedno, góra dwa.
To, co jest dla mnie najcenniejsze, to, że wygląda na to, że Jędrkowi jest dobrze w Ośrodku i w domu. Ma swoje różne dziwactwa, czasem nie do przejścia (np. nie wyszło nauczenie Jędrka kulturalnego jedzenia kanapek), czasem szkoda, że repertuar jego aktywności jest bardzo ograniczony i prawie każda sensowna (z naszego punktu widzenia) czynność wymaga wspomagania, ale co tam – najważniejsze by było mu dobrze. A źle mu chyba nie jest bo często się uśmiecha lub śmieje radośnie.

Miłościwy Samarytanin

kiełbasa jałowcowa
Tata chyba nie wygląda ostatnio najlepiej. Jędrek pewnie tak wywnioskował. Raczej sporadycznie się zdarza, że syn nasz ma ochotę czymś się podzielić, a już od wielkiego święta jedzeniem. A dziś… Przechadzał się Jędrula po pokoju z kółeczkiem kiełbasy (jałowcowa podsuszana). Uśmiechnięty i zadowolony przestępował z nogi na nogę zachwycając się swym podciągniętym z kuchni skarbem.
-Jędrek, daj gryza – powiedział tata, może z nadzieją w głosie, lecz bez większego przekonania, że coś dostanie.
Jędrula nie tylko dał gryza, ale demokratycznie podzielił kiełbasę na pół i jedną z nich podarował tacie. Wow (!).

Godzinę później:
Tata nieopatrznie gdzieś zostawił swoją otrzymaną od syna połówkę jałowcówki. Bo tak naprawdę głodny nie był, a tylko tak sobie a muzom próbował sprowokować syna do działania. No i przychodzi Jędrek do pokoju taty i podsuwa mu do ust jego zgubę.
-Dzięki – powiedział ojciec odkładając kiełbasę na stolik obok.
Syn nie dał jednak za wygraną, jeszcze raz chwycił ojcowski kawałek i wsunął mu do ust. I cierpliwie czekał aż zje i przełknie.
Hmmm… z takim dzieckiem to człowiek nie zginie, nawet jeśli nasze emerytury szlag trafi. Może w przyszłości też się podzieli ;)

Nasz atleta

Chłopcy wrócili z turnusu zadowoleni. Ja słysząc ich rozmaite relacje też się cieszę. Ale o turnusie będzie za kilka dni, bo dziś nie mam czasu.
Dziś chciałam tylko zanotować, by nie umknęło w niepamięć, że wczoraj w Maniacu (na siłowni) Jędrek pół godziny spędził ćwicząc na orbiteku (cokolwiek to znaczy ;-) Tata się odwrócił, siadł na rowerek i pozornie na syna nie patrzył (widział go w lustrze). A wtedy Jędrek, niezaczepiany ćwiczył na tym urządzonku (coś jak to). Do przodu, do tyłu, do przodu, do tyłu… Wytrwale. Potem na sali fitnesu uganiał dwie praktykantki. Pokazał im naocznie i domięśniowo, jak trudno jest zachęcić takie dziecko do zrobienia czegokolwiek, gdy ono nie chce. Bawił się przednie, a dziewczynom pot płynął z czoła. Przez 45 minut raz im się udało na moment posadzić go na piłce. Niemniej Jędrek bawił się znakomicie. I o to chodzi.
W domu cudnie. Papierki są i owszem dalej rwane, ale jest pewna zmiana w stosunku do tego, co było kilka miesięcy temu. Otóż teraz papierki-folijki są upychane za łóżko albo wrzucane do kosza. Często rano Jędrek nie wyjdzie z domu póki nie uprzątnie, nie powrzuca wybranych papierków do kosza. Czyścioszek ;-)
Rozszerza też środki zaspakajania swoich potrzeb. Wczoraj po skonsumowaniu batonika uznał najwyraźniej, że to go nie satysfakcjonuje, zaprowadził mnie więc do przedpokoju i wyraziście pokazał, że chce zakładać buty. Jako, że poprzedniego dnia robiliśmy razem zakupy, uznałam, że syn mi pokazuje: „Idziemy do sklepu. Sam se wybiorę”. Zrobił się z niego świadomy klient ;-) I pomyśleć, że parę lat temu (jak miał jakieś 4 lata, a może nawet więcej) i był tak całkowicie niemal bezwolny, marzyłam o tym, by w sklepie w jakikolwiek sposób pokazał, że coś chce. Uważaj, Rodzicu, by Ci się marzenia nie sprawdziły ;-) Oczywiście, żartuję.