Dobre wieści z Ośrodka

Dochodzą nas dobre wieści z Ośrodka – szkoły Jędrka. Chwalą go tam ostatnio bardzo. Pan Łukasz pisze, że ostatnie tygodnie były dobre. Skończył się okres buntu i przekory. Jędrek współpracuje i lgnie do terapeutów i dzieci. W pewnym momencie był problem, bo Jędrek kojarzył pana Łukasza tylko z zabawą i gdy była pora pracy kiepsko się zachowywał. Ale udało się ustalić granice i jest dobrze.
Duża pochwała od pani Agnieszki za zajęcia z logorytmiki. Któregoś dnia Jędrek wystukiwał sam rytm, bez wspomagania. Szok :-)
Duża pochwała od pana Łukasza za udział w zajęciach technicznych. Jędrek bardzo fajnie wchodzi w zajęcia. Widać, że sam z siebie jest gotowy zostawić swoje sznurki bo bardzo interesuje go piłowanie, a po przepiłowaniu domaga się więcej. Szok :-)
Poza tym powoli uparcie ćwiczą PECSy i ćwiczenia stymulacyjne. Tu łatwo nie idzie, ale czasem coś się udaje i tym większa radość.
Takie wieści, to jest miód na moje serce.

Galaretki

Galaretkożerców jest w naszym domu dwóch. Piszący te słowa ojciec rodziny i Jędrek, który, jako najbardziej otwarty na różne kulinarne wynalazki, w galaretkach jakiś czas temu zasmakował i jako świadomy klient robi czasem ze mną zakupy w sklepie samoobsługowym i wrzuca do koszyka pudełko małych słodkich co-nie-co. Jak na autystę przystało ma w temacie galaretek jednak swoje widzimisię. Otóż nie zjada czerwonych. Generalnie chyba większość czerwonych rzeczy wg Jędrka jest ble, czyli niejadalna. Pudełko z galaretkami jest u nas w kuchni pod kluczem, gdyż inaczej wszystkie szybko by zostały zagospodarowane lub, co też całkiem prawdopodobne, porozkładane kolorami na stoliku, biurku i w innych ciekawych miejscach. Przechodzę sobie dziś przy stole w pokoju, gdzie leżą jeszcze dwie zielone z Jędrkowego przydziału i te galaretki wołają do mnie: „zjedz nas”. Wydawały się takie opuszczone. Chwyciłem za jedną i szybko zniknęła w  mych ustach. Po sekundzie był przy mnie Jędrek, z miną w stylu: „no wiesz, jak mogłeś!”. Ale nie zrobił mi awantury, kazał tylko otworzyć usta i sprawdził czy na pewno już ją zjadłem, po czym chwycił mnie za rękę i zdecydowanie zaprowadził do kuchennej zamkniętej szafki. Sugestia była tym razem aż nadto czytelna. „Oddaj co nie twoje”.
Drodzy Rodzice, nie podjadajcie dzieciom galaretek.

P.S. A Jędrek po całym tym zdarzeniu profilaktycznie podbiega do stołu i rękoma osłania swą własność gdy przechodzę w pobliżu.

Rozrabiaka

Jędrek ostatnio ewidentnie lubi gałganić i się przekomarzać. Wszędzie go pełno i wykorzystuje każdą okazję do spłatania jakiegoś figla, a to ojcu całą butelkę toniku do zlewu wyleje, a to ucieknie na spacerze, albo też się wciśnie między siedzenia w samochodzie i przekomarzając się, nie chce wyjść.
Dziś jeszcze mnie zaskoczył tym, że wbiegł z parteru na 3 piętro po schodach. Niby nic nadzwyczajnego, ale to nowość, bo do tej pory to trzeba go było albo ciągnąć za rękę lub szturchać poganiając, bo zostawiony samopas wchodził czasem do domu i z 10 min.