Plan zajęć Jędrka w marcu 2011

Marzec był wyjątkowo obfity w terapię. Tak się złożyło.

Jędrek był na 2 tygodniowych turnusach
rehabilitacyjnym w Czarnym Lesie.
Ponad to przeszedł I etap treningu słuchowego metodą Tomatisa (30 godzin słuchania).
No i miał swoje zwykłe zajęcia z wczesnego wspomagania (psycholog, logopeda, SI), zajęcia grupowe art-terapii oraz  basen i dogoterapię.

W sumie miał:

- 16 zajęć po 50 minut Metodą Krakowską z Asią na turnusie rehabilitacyjnym

- 16 zajęć po 50 minut z fizjoterapeutą na turnusie rehabilitacyjnym

- 24 zajęcia po 25 minut z Anetą na turnusie (zajęcia typu: słuchanie, pisanie, plastyczne, z psem, ruchowe)
- 30 godzin treningu słuchowego metodą Tomatisa
- 15 wyjść na basen (9 ze START’u, 4 z TWzK, 2 na turnusie w Grodzisku)

- 6 zajęć z psychologiem (1 z wczesnego wspomagania, reszta dokupowana)
- 3 zajęcia z SI z wczesnego wspomagania
- 3 zajęcia z logopedą z wczesnego wspomagania
- 3 zajęcia grupowe z art-terapii w KTA
- 3 zajęcia ok. 30 min. metodą Weroniki Sherborne na turnusie

- 3 zajęcia z hipoterapii (na turnusach)
- 2 zajęcia z dogoterapii
- 1 zajęcia (30 min) relaksacyjne na turnusie
- 1 filharmonia z przedszkolem
- 1 koncert (na turnusie)
+ przedszkole i praca w domu (nieliczona, ale za wiele jej nie było)

A więc był to bardzo obfity miesiąc, nie tylko w kłopoty, ale i zajęcia.

Człowiek enigma

Wczoraj, gdy sobie z Jędrkiem pracowałam na obrazkach, jako, że miał chore gardło i trudno było ćwiczyć artykulację, porobiłam eksperymenty i prosiłam by podawał mi różne obrazki (z serii Od obrazka do słowa), gdy ja nazywałam je po francusku. I robił to świetnie, bezbłędnie, bez wspomagania lub z bardzo niewielkim. I znowu sobie pomyślałam: nie, to niemożliwe. On naprawdę rozumie język francuski. A może jest ze mną tak zgrany, że mnie wyczuwa świetnie, że moje najmniejsze dotknięcie go nakierowuje. Niby ja go nie kieruję, ale może jednak?? No bo jednak tak do końca to mi się samej nie chce wierzyć. Ale dziś powtórzyłam to na innych obrazkach i znowu był cud miód. Zawołałam Andrzeja i przy nim też dwie serie obrazków (6-9) pięknie podał. Andrzej więc mi świadkiem. Nie dotykałam go, nie patrzyłam na stół, nie podpowiadałam. No choroba, naprawdę musi to rozumieć bo nie sposób inaczej. Próbowaliśmy to potem nagrać na video. Znowu na nowych obrazkach (nie to, żebym powtarzała, za każdym razem biorę inne obrazki!). No i przy nagrywaniu już tak pięknie, ewidentnie nie było. Terapeuci Jędrka wiedzą – Jędrek popisówek nie uznaje. Cud, ze przy Andrzeju nam się udało, że się nie zablokował. Ale jedno nagranie jest raczej ewidentne. Słownictwo wcale nie łatwe. Pierwszy raz używane!!! Pytam go zdaniami, typu: Kto się czesze? Kto się ubiera? itd. Popatrzcie sami. Jest li to dowód wystarczający? Na słowo możecie mi uwierzyć, że takich udanych prób i to na większej liczbie obrazków było więcej.

Poza tym w moim przekonaniu on potrafi pisać i po polsku i po francusku. Jest też niezły z matmy. Wczoraj dawałam mu zadania z Kangurka na poziomie dobrego III-IV klasisty i 4 czy 5 zadań, które mu zaproponowałam, podał dobrze (odpowiedź A, B, C, D czy E).
Problem polega na tym, że on rzadko się ujawnia ze swoimi talentami. Zazwyczaj zachowuje się na zajęciach wciąż tak, jakby nie potrafił najprostszych rzeczy. Andrzej mówi, że może to go po prostu nudzi. Może. Ale prawdą jest również to, że on może i w pamięci policzy szybciutko, ile jest 48+37, ale jak mu powiem: „podaj 3 klocki”, to mi ich nie poda :(

Schematy

Ostatnimi czasu z powodu naszych problemów i braku sił życiowych rzadko pracuję z Jędrkiem. Dlatego też cieszę się, że Jędrek ma sporo zajęć poza domowych, czyli ktoś z nim pracuje mimo wszystko. Żeby pracować z autystą trzeba mieć siłę, przede wszystkim odporność emocjonalną, a ja jej ostatnio mam jak na lekarstwo. Na szczęście Jędrek lubi jeździć na dodatkowe zajęcia. Choć pracuje i zachowuje się tam różnie. W tym tygodniu raczej nie był w swojej najlepszej formie. Odstawiał trochę buntów, pisków, wisków, drapania (głównie drapał tatę). Jakbym lubiła wyciągać łatwe wnioski, to powiedziałabym, że to efekt uboczny Tomatisa (fakt, że piszczy cieniej, jakby na wyższych częstotliwościach, ale to chyba dlatego, że nie wiedzieć czemu zdarł sobie gardło). Ja jednak bardzo nie lubię takiego wyciągania wniosków. Przyczyn jego zachowania może być wiele.
W piątek byłam z Jędrkiem na zajęciach u pani psycholog. Jędrek też tam odstawił w pewnym momencie piski, wiski. Szukałyśmy z panią Izą przyczyny i być może udało nam się zgadnąć, że poszło o zachwianie Jędrkowego schematu, że nie dostał w przerwie kredek. A być może dlatego, że był podziębiony (czego w ogóle po nim nie było widać, ale prawie nie był w stanie mówić, tak miał zjechane gardło). 
W moim przekonaniu Jędrkowe bunty są próbą wymuszenia czegoś na nas lub zamanifestowania swojego niezadowolenia. Pani Iza zaproponowała bym to zapisywała, kiedy, w jakich okolicznościach, jak protestował, jak to się zakończyło. Myślę, że to był bardzo dobry pomysł. Nie wiem, czy uda się wyciągnąć z zapisków jakieś ogólne wnioski, ale już mi to coś dało – chłodniejsze spojrzenie na Jędrka bunt, bez emocji, analizując za to przyczyny, reakcje itd. Zaczęłam to robić wczoraj i wczoraj Jędrek urządził 3 czy 4 takie scenki, w tym ostatnią najgorszą. Długość buntu często zależy od tego, czy ulegam mu czy nie. Tym razem nie uległam tylko doprowadziłam sprawę do końca. Chodziło o to, by powrzucał zabawki do szuflady. Ostatnio strasznie bałagani, wyrzuca rzeczy z szuflad, wtyka za łóżko. Gdy wczoraj powyrzucał zabawki z wielkiej szuflady w pokoju chłopców, stwierdziłam, że dosyć tego. Że nie mogę pozwolić jeszcze na ten schemat bo mnie zamęczy. Uparłam się, że musi to posprzątać. Ciągnęłam go do pokoju na przymus. Awanturował się, ale posprzątał. I jak już było po wszystkim, to…  się uspokoił.  Dziś żadnych awantur, nawet najmniejszych nie było.
Za to byliśmy rano rodzinnie na basenie i świetnie się bawiliśmy. I widziałam jak Jędrek pływa na pleckach :) Wprawdzie płynął tak przez krótką chwilę, może z metr jedynie, ale Andrzej mówi, że czasem pływa dobre parę metrów. A w ogóle fajnie było, jak jechaliśmy na basen i Andrzej powiedział, że może dziś mi Jędrek pokaże jak pływa na plecach. Ja się spytałam go, czy mi pokaże, a on tak swobodnie, bez wymuszania odpowiedział TAA. No i pokazał:) Coś pięknego.
A wieczorem chłopaki pojechali na turnus. Jędrek wychodził z domu bardzo zadowolony. On tam lubi jeździć. Niesamowite. Mam nadzieję, że turnus będzie owocny. Trochę się tylko boję o jego gardło. Dopiero dziś zaczął głośniej mówić.
A poza tym martwię się bo kończą nam się pieniądze na subkoncie. Jedna fundacja nam obiecała pomoc, ale jakoś to nie idzie. Nie takie to proste.

Tym bardziej dziękuję naszym darczyńcom, czasem nieznanym. Pani Moniko W., dziękuję!

Wywiad

Niedawno redaktor strefy społecznościowej Onet.pl, który w związku ze zbliżającym się Dniem Autyzmu, pracuje nad artykułem poświęconym obecności rodziców dzieci autystycznych w sieci, a także społecznego odbioru autyzmu w Polsce poprosił mnie o odpowiedzenie za pośrednictwem maila na pytania dotyczące tych problemów. Ponieważ uważam, że to jest dla nas, rodziców autystów, ważne, by o tym problemie mówić w mediach, odpowiedziałam. Nie wiem, na ile pan Marcin wykorzysta moje wypowiedzi (jeśli w ogóle), ale postanowiłam wkleić tu to, co napisałam. Może komuś do czegokolwiek (choćby do porównania z własnymi doświadczeniami) się to przyda. A może przeczyta to, ktoś nie mający styczności z autyzmem i czegoś się dowie.

1. Jak zareagowała Pani, gdy dowiedziała się o zdiagnozowaniu autyzmu u swojego syna?

Byłam w szoku. To było bardzo bolesne doświadczenie, najtrudniejsze i najboleśniejsze w moim życiu. Przez pewien czas nie mogłam się z tym pogodzić, traktowałam to jako sytuację tymczasową. Usilnie wierzyłam, że uda nam się pokonać autyzm, że za parę lat nasz syn będzie zdrowy, będzie żył jak inni ludzie. Przez pierwsze dwa lata (około) z autyzmem żyłam na ogromnym ścisku. Z czasem zaczęłam dopuszczać do siebie myśl, że z tym autyzmem to nie tak łatwo, że najprawdopodobniej zostanie z nami do końca życia i nasz syn będzie funkcjonował inaczej, jak większość ludzi. Zaczęłam się do tego przyzwyczajać, ale to wciąż boli i nawet teraz, jak o tym piszę, to mam łzy pod powiekami.

Co Pani wiedziała o tym zaburzeniu?

W chwili diagnozy o autyzmie wiedziałam tyle, co z filmu Rainman (z Dustinem Hoffmanem). Autystyczny geniusz, mający swoje fiksacje.

Czy sięgnęła Pani do internetu?
Nie, nie od razu.Przez pierwszy rok, albo i ciut dłużej był to dla mnie tak bolesny temat, że starałam się nie czytać o tym.
Później tak, zaczęłam szukać po internecie, w książkach o autyzmie.

2. Jak Pani dziecko postrzeganie jest przez rodzinę, znajomych, a jak przez obce osoby na ulicy?

Tego do końca nie wiem. Spotykamy się głównie z sympatią i zrozumieniem. Ale co ludzie tak naprawdę myślą, tego nie wiem. Ci, którzy się do mnie odzywają przekazują nam dobre, wspierające słowa. Mówią o tym, jak Jędruś pięknie się uśmiecha, inteligentnie patrzy, jakie robi postępy.
Raz zdarzyła nam się niemiła sytuacja w kościele, gdy pewna Pani powiedziała, że takie dziecko nie powinno być przyprowadzane do kościoła.
Częściej jednak zdarzają nam się sytuacje miłe, gdy np. obca osoba podarowała synkowi lizaka.

3. Jak reagują na Pani syna jego rówieśnicy w przedszkolu?

Mimo tego, że syn jest w zwykłym przedszkolu ze zdrowymi dziećmi i jego zachowanie mocno odbiega od rówieśników mamy bardzo dobre doświadczenia. Jędrek nie potrafi ani się bawić z innymi dziećmi, ani z nimi porozumiewać, a jednak dzieci są dla niego bardzo miłe. Opiekują się nim, jak młodszym bratem, uśmiechają, mówią: „Cześć Jędruś”, nawet gdy Jędrek nie reaguje. Jędrek ma też jednego można powiedzieć przyjaciela w przedszkolu, chłopca, który mu szczególnie pomaga, okazuje sympatię. Mimo tego, że nasz synek nie potrafi mówić i okazywać swoich uczuć, jak inni, wiemy, że te kontakty z dziećmi są dla niego ważne.
Jesteśmy też przekonani, że te dobre relacje z dziećmi są w ogromnej mierze zasługą pań przedszkolanek, które potrafiły nauczyć dzieci właściwego podejścia do odmienności.

4. Czy Pani dziecko sprawia problemy sytuacjach społecznych? Jakie są najczęstsze problemy? Jak Pani wtedy reaguje?
Owszem, sprawia. W łagodniejszej wersji zwraca na siebie uwagę podskakując i machając rękami. W średniej wersji – „mukając” (nie jest to ani płacz, ani krzyk, raczej rodzaj żalenia się, zawodzenia). Jest to dość kłopotliwe, zwracające uwagę innych, ale do przeżycia. Czasem proszę, by tego nie robił. Jeśli nie reaguje, to trudno.
Ale bywa też, że się awanturuje ostro, krzyczy, gryzie, drapie, rzuca się. Czasem nie chce gdzieś wejść, zapiera się nogami i rękami. Jeśli buntuje się na ostro, jedynym rozwiązaniem jest złapanie go za ręce i mocne przytrzymanie. No i sztuką jest zachować spokój. To się zazwyczaj udaje, ale wyczerpuje nas emocjonalnie doszczętnie. Na szczęście nie zdarzyło nam się w takiej sytuacji trafić na osobę „z dobrą radą”.

5. Czy Polacy rozumieją autyzm?
Myślę, że większość ludzi, którzy nie mają autysty w bliskim otoczeniu nie rozumie, na czym polega autyzm. To mnie nie dziwi, bo niby skąd mają rozumieć.

Co najważniejszego o nim powinni wiedzieć postronni?

Chciałabym, żeby ludzie wiedzieli, że autyzm nie jest zaraźliwy i generalnie nie jest niebezpieczny dla otoczenia. Że taki autysta, jak każdy człowiek, potrzebuje przede wszystkim zrozumienia i akceptacji. Chciałabym, żeby nie odrzucano autystów, lecz próbowano nawiązać z nimi kontakt i znaleźć dla nich miejsce w społeczeństwie. Autyści zazwyczaj mają ogromny problem z kontaktem z drugim człowiekiem, ale to nie znaczy, że go nie potrzebują, nie pragną. To są ludzie za szybą, którzy może są trochę inni, ale tak samo jak my myślą, mają dobre i złe uczucia i mają na dodatek dużo większy niż my problem z wyrażeniem tego. I bardzo potrzebują naszej pomocy bo często nie radzą sobie sami. Nie potrafią zająć się samym sobą, potrzebują zajęć, pracy i rozrywki.

Jaki jest Pani zdaniem największy mit dotyczący autyzmu?

Chyba taki, że każdy autysta to taki Rainman, geniusz. A oni są naprawdę bardzo różni. Niektórzy mają problem z nauczeniem się czytać, inni mają pamięć fotograficzną. Niezależnie zaś od tego ich głównym problemem jest komunikacja ze światem. Np. mój niespełna siedmioletni syn, mimo, że nie mówi jeszcze samodzielnie, potrafi czytać (nauczył się sam w wieku ok. 3 lat), potrafi liczyć, rozumie w jakimś stopniu francuski i angielski, a jednocześnie spełnianie prostych poleceń czy wyrażenie swoich potrzeb, stanowi ogromny problem.

6. Kiedy postanowiła Pani założyć bloga? Czemu służy Pani blogowanie? Jak wielu innych rodziców autystów poznała Pani w sieci? Czy i jak wspieracie się nawzajem?

Bloga założyliśmy z mężem około 2 lata temu. Na początku miała
to być tylko forma informacji – pomoc przy zbieraniu pieniędzy na
terapię syna. Z czasem zaczęłam pisać notatki systematycznie.
Trochę dla siebie, by utrwalić pewne wydarzenia i informacje o
Jędrku, by mieć porównanie za jakiś czas.
Później zauważyłam, że blog spełnia kolejne funkcje: terapeutyczną, dla mnie i dla wielu moich
czytelników. W ten sposób pomagam sobie i innym rodzicom chorych
dzieci, a czasem i tych bez tego typu problemów. Czasem ktoś pisze
do mnie, prosząc o pomoc (informacje, pocieszenie). Parę razy
zdarzyło mi się usłyszeć, że moje pisanie jest dla kogoś dużym
wsparciem w jego problemach.
Dzięki blogom poznałam wielu ludzi w
sieci, przeważnie rodziców autystów, ale nie tylko. Piszemy do
siebie maile, wspieramy się dobrym słowem, informacją, a czasem i
konkretną pomocą. Tak jak możemy.

Czarne chmury

Ostatnio wokół nas dużo zdarzeń przykrych, bolesnych, stresujących. Ledwo się z jednego ciut podniosę, a już dostaję w głowę następnym. Dwie sprawy z dziedziny osobisto-zawodowej są wielkiego kalibru. Wciąż nierozwiązane, wiszące nad głową, jak miecz, który nie wiadomo, kiedy spadnie. Ciężko żyć w takim zawieszeniu, oczekiwaniu na najgorsze.
A tu tymczasem życie dostarczyło mi kolejnej przykrości. Dowiedziałam się, że byłam oszukiwana, że ktoś był wobec mnie nie fair. Nienawidzę oszustwa, kłamstwa w stosunku do ludzi bliskich. Jeśli ja komuś kłamię, mataczę, to nie jest osoba, którą lubię. Może jestem naiwna w stosunkach międzyludzkich, ale tak u mnie jest. Nie jestem osobą bardzo otwartą, towarzyską, ale jeśli dopuszczam kogoś do siebie, to jestem szczera i otwarta. Daję mu kawałek swojego serca. I w momencie jak się okazuję, że ktoś mi ściemniał, albo ukrywał przede mną coś istotnego (dotyczącego mnie; nie chodzi mi o sprawy osobiste tamtej osoby, nie oczekuję, że ktoś będzie mi się spowiadał ze wszelkich swoich tajemnic) to czuję się oszukana i zawiedziona. I jest mi cholernie przykro.
Nie dobijajcie mnie, ludzie!
PS. Żeby nie było tak czarno, zdarzają się ludzie, którzy mnie potrafią podnieść na duchu nawet w obecnych złych dla mnie czasach. Dziękuję, Zosiu!:)

Ale te dziewczyny to wulkany energii

Taki sobie zwykły wtorek. Pobudka 4.30.  Przedszkole. Potem bezpośrednio 13.50-15.50 – trening słuchowy metodą Tomatisa. Po Tomatisie dogoterapia. Oj, z powodów różnych dawno nie byliśmy. Stęskniliśmy się. Jędrek zaśmiewał się (chyba z radości?) po wyjściu z samochodu. Potem okupował kanapę i ostro go trzeba były wyciągać do zajęć na podłodze ze szmacianym psem. To mnie wcale nie dziwi. Daje mi to tylko pełniejszy obraz Jędrka przyzwyczajonego do tego, że pracuje to się przy stole. Tak to sobie uzmysłowiłam dzisiaj, że z tego powodu jest z nim trudno pracować na dogoterapii. Że on ma tam za dużo swobodę, za mało jest ograniczony, wstawiony w ramki. No ale to dobrze, że to robimy, to jest mu tym bardziej potrzebne, choć nam łatwo nie jest. Mimo tego, że łatwo nie było, zauważyłam widoczny postęp Jędrka w komunikacji. Już sensowniej nam odpowiada tak lub nie, na nasze pytania. Czasem coś odpowie prawie sam z siebie. Nie zawsze adekwatnie (bo np. dziś powiedział, że chce KAWĘ:), ale ważne, że próbuje.
A poza tym chciałam się jeszcze może ciut wyżalić, może coś z drugiej strony docenić, bo Zosia jest nielicznym terapeutą, któremu nie przeszkadza moja obecność na zajęciach, a wręcz jest ona pożądana. Ostatnimi czasy tak trochę odczuwam smutno to, że większość terapeutów próbuje się mnie pozbyć z zajęć. Ja ich oczywiście rozumiem, bo wtedy jest łatwiej pracować. Z drugiej strony, mnie ta obecność jest bardzo potrzebna, daje mi dużo wiedzy o Jędrku, daje mi motywację do pracy, pomysły itd. Ale czasem nie mam już siły o to walczyć. Dlatego, dziękuję, Ci, Zosiu, że się mnie jeszcze nie pozbyłaś z zajęć.
A w ogóle Zośka i Gabrysia to chcą robić jakieś cuda na kiju w ramach Fundacji „Psi Uśmiech”. Mam się o tym dowiedzieć szczegółowiej (fajne słowo?) na zebraniu Fundacji za kilka dni. Ale już teraz jestem pełna podziwu i przerażenia, że są tacy ludzie na świecie, a ja do nich nie należę. Nie będę się użalać (bo i tak za dużo tego ostatnio robię), ale to coś jest niesprawiedliwe, że jedni są tacy energiczni, odważni i pełni pomysłów, a inni zupełne flaki.

Był sobie marzec

Dobra, powiem to otwarcie. Nie piszę bo doła mam jak jasna ch… Nic tylko się piaskiem zakopać w tym dole i przyklepać łopatką. Ale, że w założeniu blog nie ma być o mnie, więc pisać na ten temat bardziej szczegółowo nie będę. Kto mnie trochę lubi, to niech trzyma kciuki, żebym się w końcu wygrzebała z tego doła.
Po Jędrku na szczęście nie widać, by odbierał i odreagowywał moje stany niskie. Jest w całkiem dobrej formie, co cieszy mnie, na ile potrafi cokolwiek mnie obecnie cieszyć. O paru takich radościach właśnie chciałam napisać.

  • Na basenie Jędrek trenuje pływanie na plecach. Nie robi tego, rzecz oczywista u Jędrka, na zawołanie, czy prośbę, ale wtedy, kiedy on ma ochotę. Niemniej, parę osób (Andrzej, pani Halina, jedna pani ratownik) już widziało, jak to robi. Dziś np. płynął z dobre 5 metrów na plecach. Rewelacja! Może i ja kiedyś to zobaczę. Na razie widziałam drobne kładzenie się na plecach. A mówię Wam, co innego usłyszeć, a co innego zobaczyć na własne oczy. Poza tym bardzo fajnie pływa, nurkuje i ogólnie bawi się w  wodzie. Woda to zdecydowanie naturalne środowisko Jędrka:)
  • Któregoś razu na brodziku Jędrek wziął zabawkę w kształcie jajka, pokazał pani Halinie i powiedział: JAJO. Nie byliśmy przy tym, ale nie mamy powodów by nie wierzyć pani Halinie. Oprócz tego jednego, że wierzyć się nie chce. Jakbym była świadkiem, mogłabym umrzeć w wrażenia.
  • W piątek w przedszkolu Jędrek zjadł swoją zupę. Podniósł trochę rękę (coś a la jak dzieci podnoszą ręce, żeby coś powiedzieć) i powiedział: ZU-PA. Zaskoczył tym panią Agnieszkę kompletnie. Spytała go: Słucham? A Jędrek na to znowu: ZU-PA i pokazał na wazę. Tego dnia zjadł 3 talerze zupy. Normalnie, to musiała być najlepsza zupa świata, paniom z kuchni Nobla bym dała. I co ja na to? Gdybym widziała na własne oczy-uszy, mogłabym dostać zawału z wrażenia. Jędrek to widać wie i w domu mnie nie naraża na takie emocje.
  • Ale w domu też jest fajny. W tamtym tygodniu co prawda budził się o bandyckich porach. Robi też straszny rozpierdzielnik (jego szuflada MUSI być pusta, wszystko musi być wywalone na podłogę, albo powtykane za łóżko). Poza tym trochę wymusza niektóre rzeczy (słodkości i bajki). Ale i tak jest słodziak. Jak mnie obejmie swoimi małymi rączkami, to co tu dużo gadać – wymiękam.
  • Dwie różne panie, znające Jędrka tylko z obserwacji powiedziały nam ostatnio, niezależnie i bez wymuszania (hehe), że widzą w Jędrku ogromne zmiany. Że inaczej patrzy, że obserwuje, że widać postępy. Jedna z nich powiedziała też, że on bardzo inteligentnie patrzy, że widać, że jest mądrym chłopcem. Całkowicie się z nią zgadzam:)
  • W ostatni czwartek u pani logopedy Jędrek ćwiczył wierszyk: „Lata osa koło nosa. Lata mucha koło ucha”. Dalszy ciąg: „Lata bąk tłuściutki koło mojej bródki”  ćwiczył ze mną w domu i miał z tego wielką radość (choć to takie trudne i nie do końca mu wychodzi). Nie jest w stanie powiedzieć wierszyka samodzielnie, trzeba mu podpowiadać, albo trochę mówić razem. Ale jak jest fajnie. Jak dziś powiedział to Jędrek ze mną paniom w przedszkolu, to zrobił wrażenie. Chyba prawie takie jak, gdy babci zaśpiewał: Sto lat:)
  • Już prawie kończymy pierwszą 15 dniową sesję Tomatisa.  Jędrek to bardzo lubi.
  • U pani psycholog (od marca mamy 2 zajęcia tygodniowo) Jędrek pracuje różnie. Zwłaszcza w ubiegłą środę pani Iza była zadowolona. Ja jak podejrzałam w piątek jedno zadanie, to też byłam:) Że w końcu robi takie zajęcia nie tylko na turnusie czy w domu.
  • W domu pracujemy aktualnie rzadko. Ale jak już pracujemy, to przeważnie jestem bardzo zadowolona. Jędrek bardzo ładnie samodzielnie mi podaje obrazki, które od niego chce. Podpisuje, podaje napisy.  Na alfabecie pisze niesamodzielnie (z moim wspomaganiem przez dotyk na plecy), ale pisze i to wyraźnie widzę, że on wie, potrafi. Robiłam też kolejne próby z francuskim i albo on naprawdę rozumie, zna, albo ma jakąś tajemniczą intuicję i wyczuwa moje myśli (choć twierdzi, że nie;) Liczyć też potrafi, działania typu 37+18, czyli z przekraczaniem dziesiątek. Myślę sobie, że dobrze, że nie będą go tego musieli uczyć w szkole. Będzie można się skupić na tym, jak go odblokować, otworzyć, a nie jak czegoś nauczyć. Tylko czy ktoś ma jakieś metody na odblokowywanie? Ja mam wrażenie, że wszystko jest na zasadzie: nauczmy go bo on nie wie, nie potrafi. I tylko ja uparta, namolna matka twierdzę: Halo, to nie tak. Uwierzcie mi, to nie na tym polega problem.
  • Będziemy mieli prawdopodobnie przedłużone grupowe zajęcia z art-terapii w KTA, które miały się skończyć w kwietniu. No i bardzo dobrze, bo Jędrek bardzo potrzebuje takich zajęć. Andrzej jest bardzo zadowolony z części plastycznej zwłaszcza. Muzyczna jest trochę dla Jędrka za trudna.
  • Szukamy dla Jędrka zajęć z muzykoterapii. Myślę sobie, że to może być sensowna droga do Jędrka. On tak fajnie reaguje na piosenki, wierszyki, jeśli jest w stanie je powtórzyć w jakiejś mierze.

To by było na tyle. Z tego, co pamiętam.
A Wy pamiętajcie, jeśli tylko możecie o Jędrku rozliczając swoje roczne podatki. Bardzo potrzebujemy Waszej pomocy. Bez tego zasadnicza część naszej terapii, leży. No więc:
KRS: 0000037904
A w informacjach uzupełniających: SZUMOWSKI  JĘDRZEJ  7375

Plan zajęć Jędrka w lutym

W lutym Jędrek był przez tydzień na turnusie
rehabilitacyjnym w Czarnym Lesie. Na turnusie i w Białymstoku w sumie
miał:

- 10 zajęć po 50 minut Metodą Krakowską z Asią na turnusie rehabilitacyjnym

- 10 zajęć po 50 minut z fizjoterapeutą na turnusie rehabilitacyjnym

- 15 zajęcia po 25 minut z Anetą na turnusie (zajęcia typu: słuchanie, pisanie, plastyczne, z psem, ruchowe)
- 14 wyjść na basen (11 ze START’u, 1 na turnusie w Grodzisku, 2 z TWzK)

- 3 zajęcia z SI z wczesnego wspomagania
- 3 zajęcia z logopedą z wczesnego wspomagania
- 2 zajęcia z psychologiem z wczesnego wspomagania
- 2 zajęcia z pedagogiem z wczesnego wspomagania
- 2 zajęcia ok. 30 min. metodą Weroniki Sherborne na turnusie

- 2 zajęcia z dogoterapii
- 2 zajęcia grupowe z art-terapii w KTA
- 1 zajęcia (30 min) relaksacyjne na turnusie
- 1 badanie do treningu słuchowego Tomatisa
- 1 spotkanie – „badanie” w poradni psych-pedagogicznej
- 1 filharmonia z przedszkolem
- 1 koncert (na turnusie)
+ przedszkole i praca w domu (nieliczona)
Tyle statystyka.

A czas sobie płynie

Nie pisałam 3 tygodnie.  Hmm, więc można żyć bez bloga? ;) Żartuję, choć ostatnio wcale mi nie do śmiechu (kłopoty osobiste, o których nie mam ochoty pisać, nie jest to związane z Jędrkiem). Chciałam krótko streścić, co u Jędrka.

  • Jędrek był na tygodniowym turnusie w Czarnym Lesie. Andrzej o tym wspominał. To był bardzo udany turnus. Jędrek ciężko i chętnie pracował. Ćwiczył przede wszystkim płynne mówienie wyrazów zakończonych na spółgłoskę. Poza tym – pisanie ręczne (i choć to potwornie ciężkie dla Jędrka to nawet udawało mu się trochę pisać samodzielnie. A i O. Strasznie pokracznie, ale nawet bez podtrzymywania ręki! Poza tym śpiewał:) I karmił konia z ręki.
  • No i teraz Jędrka ma popisowy numer. Śpiewa „Sto lat” niemalże samodzielnie, czasem trzeba mu z lekka pomóc. W czerwcu mamy wesele kuzyna, Jędrek jest już gotowy:)
  • Byliśmy na badaniu w poradni ped-psych. Potrzebujemy nowe orzeczenie do szkoły. Jędrek nie chciał wejść do pokoju, musiałam go wciągać siłą. Niepotrzebnie się bał, bo panie okazały się „starymi znajomymi”, potraktowały nas bardzo serdecznie, wypytały, pogadały, były bardzo pomocne, a od Jędrka nic w zasadzie nie chciały.
  • Pierwszy tydzień treningu słuchowego metodą  Tomatisa za nami. Jędrek bezproblemowo po 2 godziny dziennie słucha w słuchawkach tej odpowiednio spreparowanej muzyki. Po pierwszych zajęciach dostałam od Andrzeja sms: „Na zajęciach było super. Jędruś sam sobie poprawiał słuchawki jak mu się zsunęły czasem. I był bardzo zadowolony, a na koniec zaśpiewał pani Beacie Sto lat”. I tak jest w zasadzie codziennie. A ja się zastanawiałam, jak on wytrzyma. Okazuje się, że on bez problemu, już Andrzejowi jest trudniej. Nie wiem, czy ten trening coś pomoże, ale nawet jeśli nie będzie widocznych efektów, to myślę, że warto było. Skoro Jędrek tak chętnie tego słucha, to najwidoczniej to mu daje coś pozytywnego. O metodzie Tomatisa różnie słyszałam. Jedni chwalą,  twierdząc wręcz, że po treningu dziecko zaczęło mówić. Inni mówią, że nic to nie dało, a są i tacy, co twierdzą, że trening negatywnie wpłynął na dziecko (że zaczęło mieć nadwrażliwości słuchowe, jakieś fobie itd). Trochę się więc obawialiśmy, ale ponieważ pani Szurlej, na której prezentacji byłam przed wakacjami wydała mi się kompetentna i za takie uważam też panie z Impulsu, gdzie mamy trening, to się zdecydowaliśmy. I jak na razie jesteśmy zadowoleni. Podobno ten trening jest bardzo wyczerpujący i obawialiśmy się jak Jędrek zniesie dołożenie tego do jego zwykłego planu. W tym tygodniu zaczynał dzień od treningu, potem przedszkole, trochę do domu i na kolejne inne zajęcia. Nie wydawał się zmęczony. Bardzo lubi wychodzić z domu na wszelkie zajęcia (nawet jeśli nie zawsze na nich chętnie pracuje).
  • Ostatnio Jędrek to człowiek demolka. Wszystko musi być porozrzucane. I nie tylko w domu, ale i w przedszkolu i na treningu słuchowym. Cóż, mam tylko nadzieję, że mu to przejdzie.
  • Spotkałam panią od gimnastyki korekcyjnej w przedszkolu. Powiedziała mi, że Jędrek zrobił ogromne postępy, że reaguje, słucha się. Tego dnia był na gimnastyce sam, bez pani Agnieszki, więc tym milej coś takiego usłyszeć.

Tak że u Jędrka powoli do przodu. My za to potrzebujemy dużo pozytywnej energii. Chyba pojadę do szeptuchy;)

Tomatis

Od poniedziałku, przez 15 kolejnych dni, codziennie o 8 rano, Jędrek razem z tatą jeżdżą na trening słuchowy metodą Tomatisa. Nasz chłopiec dzielnie siedzi dwie godziny zegarowe ze słuchawkami na uszach i słucha sobie Mozarta naprzemiennie z chorałami gregoriańskimi. Nagrania są odpowiednio modyfikowane by stymulować mózg do identyfikowania wysokich częstotliwości dźwięku. Czy będą jakieś pozytywne efekty tej terapii nie wiemy, ale początki są dobre.

Elvis Presley

W tym tygodniu jesteśmy (Jędrek + tata) na turnusie w Czarnym Lesie. Jędrek trochę zaprotestował w poniedziałek, szczególnie gdy musiał popisać literki, a tak poza tym zachowywał się grzecznie i póki co jest chętny do współpracy. Ładnie idzie mu wymawianie krótkich wyrazów typu: mak, but, lis; a nie jak wcześniej: maa-k, buu-t, lii-s. A z Anetą od poniedziałku ćwiczą m.in. śpiewanie. Młodemu się podobało wspólne śpiewanie piosenki z „Akademii Pana Kleksa” – „Witajcie w naszej bajce” i „Sto lat” (na imprezy rodzinne przebój jak znalazł). Dziś na zajęciach z Anetą wywiązał się mały dialog:
Jędrek (trochę niewyraźnie ale można zrozumieć): -chcę.
Aneta: -Co chcesz?
Jędrek: -Chcę, la la la…