Pierwszy tegoroczny turnus w trakcie

Jesteśmy na turnusie w Czarnym Lesie, całe ferie – 2 tygodnie. Dziś świętuję z Jędrkiem półmetek. Miał być szampan i ostrygi, ale ostatecznie jest herbata dla mnie, a draże śmietankowe dla Jędrka. Też dobrze :)
To był dobry terapeutycznie tydzień. Jędrek ciężko, lecz owocnie pracował. Postanowiliśmy z Asią i Szymonem skupić się tym razem głównie na artykulacji, na czym mi szczególnie zależało, zwłaszcza po tym, jak odkryłam w grudniu, że Jędrek jest niezrozumialny dla osób postronnych, które nie wiedzą, co on ma powiedzieć. Niby on mówi wyraźnie i powoli bo dzieli pięknie na sylaby, ale ponieważ niewyraźnie wymawia ś, ć, ź, ż, sz, cz, dz, dź, dż a zamiast r jest j, to często jest niezrozumialny. Więc w tym tygodniu uczył się u Asi wymawiać wyraźnie te głoski. Do wyraźnego ś, ć, ź wystarczy mu pomoc patyczkiem (żeby cofnął język), często też powie te głoski dość wyraźnie samodzielnie. Sz, cz, dż, ż ćwiczył na manualanym torowaniu i całkiem dobrze już to mówi prawie sam, wystarczy mu tylko troszkę ścisnąć buzię (robi niedostateczny dzióbek). Ćwiczył również parskanie, próby nauki R. Było ciężko, ale już trochę parska ustami. Asia ćwiczyła z nim również przedłużanie głosek i łączenie sylab w wyrazach. I tu dopiero był ból. Płakał Jędrek, płakałam ja, ale wierzę, że to da efekt. Asia jest genialna w nauczaniu dzieci umiejętności niemożliwych, typu dmuchania, parskania, to i z łączeniem sylab sobie poradzi. Oczywiście to wymaga pracy, jeszcze pewnie nie jeden turnus będzie do tego potrzebny, ale wiem, że warto.
U Szymona Jędrek tym razem też oprócz masaży ćwiczył artykulację. A u Anety miał zajęcia różnorakiego typu (słuchanie, pisanie, zajęcia ruchowe, artystyczne, z psem) i bardzo je lubił, ładnie współpracował.
Poza tym byliśmy raz na koniach i dwa razy na basenie. Jędrek był przeszczęśliwy. Fajnie, że mamy możliwość nawet teraz zimową porą być z raz na miesiąc na koniach. A basen, to wiadomo, co to jest dla foki Jędrka. Były też dwa zajęcia metodą Weroniki Sherborne i zajęcia relaksacyjne. Jędruś fajnie ze mną współpracował, bawił się. Dużo lepiej niż np. na poprzednim turnusie, kiedy to myślałam sobie, że on chyba nie lubi takich zajęć z mamą (zazwyczaj bywa na nich z tatą). Na drugich zajęciach dał mi się nawet zawinąć kocem w naleśnik!
W ogóle Jędrek jest w dobrej formie. Co prawda w poniedziałek rano był niepocieszony, na pierwszych zajęciach u Asi było fatalnie, nie dało się z nim kompletnie pracować, ale na szczęście potem było coraz lepiej, nie było już takiego buntu.
W domku, gdzie mieszkamy jest nam dobrze (a bo i towarzystwo mieliśmy w tym tygodniu wyborne). Ulubioną zabawką Jędrka był w tym tygodniu … tłuczek do mięsa, który podwędził z szuflady. Gdy koleżanka chciała zrobić kotlety, był wielki bunt. Musiałam przekupywać Jędrka cukierkami, żeby się rozstał na chwilę z tłuczkiem. A teraz Jędrek się zainteresował książkami (co prawda jak na razie bawi się nimi standardowo, jak Jędrek, czyli nosząc je, ale może w wolnej chwili zerknie i poczyta;) Dobrze by było bo wziął kilka poważniejszych lektur ;)
Poza tym ciągle oglądamy BabyTV. Jędrek z dużym zainteresowaniem, ja z trochę mniejszym. Dobry edukacyjny kanał dla maluszków, tylko po kilku dniach mam dość w koło powtarzanych programów. Jędrek już nie maluszek, ale wolę, żeby oglądał to (zwłaszcza jak wykazuje zainteresowanie), niż głupkowate bajki.
Mam nadzieję, że następny tydzień będzie równie udany.

Poławiacze pereł

Dzisiejszy dzień był w porównaniu z poprzednimi lajtowy wiec i notatka będzie w wersji light. Jędrek, rzekłbym już standardowo, wstał w okolicach 5, tatę (który teraz pisze te słowa) udało się ściągnąć z łóżka dopiero w granicach 8 (mocny sen, wyćwiczony w czasach studenckich w pociągach i autobusach to podstawa). W sumie jestem wdzięczny żonie, że to ona jeszcze przed świtem obsługuje domowe DVD spełniając filmowe zachcianki syna. A że i ona musi kiedyś odespać to wstając zwolniłem małżonce całe łózko i wziąłem młodego na basen. Fascynuje mnie energia Jędrka, kiedy pełen zapału, w podskokach idzie do samochodu, potem grzecznie siedzi te kilka minut nim przyjedziemy na miejsce, a potem nawet da mi rękę byśmy wspólnie mogli dojść do basenowej szatni.
Dziś nie było ambitnego pływania na dużym basenie, bo te 2-3 długości basenu, które Jędrek pokonał to właściwie nic. Potem uwiesił się koralików rozdzielających tory, a kiedy trochę nachalniej zacząłem go zachęcać do pływania zignorował mnie i odpłynął w kierunku stopni, by opuścić duży basen. Jeszcze do niedawna, a prawie odkąd pamiętam, rozbawiało mnie to jak Jędrek, który pływa na głębokim basenie bez żadnych desek, pływaczków etc. migrując z dużego basenu na mały zawsze musiał chwycić ze dwie deski do pływania, przy czym zazwyczaj wybierał żółte. Następnie wchodził do brodzika i zapominał o desce. Ostatnimi czasy zmienił jednak swe rytuały, ale żeby nie było już tak „normalnie” całkiem, to chwyta plastikowy koszyk pełen zabawek (różnokolorowych gumowych i żelowych piłeczek, foczek, hipopotamów i czego tam jeszcze nie ma) i pierdut… wrzuca całą jego zawartość do brodzika. Bynajmniej nie bawi się potem tymi zabawkami, a tylko czasem wyciągnie sobie parę kółeczek i one absorbują jego uwagę. Niedawno też, jego szczególną uwagę przyciągnął kosz, dość duży ale z wieloma otworami po bokach, przez które szybko nabiera wody i tak ładnie się topi. Czasem fajnie jest też wejść do kosza i poczuć się prawie jak w latającym kufrze. A co może zrobić ojciec, gdy jego dziecko ma tyle ciekawych zajęć na brodziku. Otóż ojciec może sobie siedzieć cicho i nie przeszkadzać. Zazwyczaj. Postronnemu obserwatorowi może nawet wydać się to dziwne, bo gdy z większością dzieci bawi się razem rodzic, to ja z moją pociechą bywamy często po przekątnej basenu. Jak wkroczę w jego strefę i próbuję się z nim wspólnie bawić, to po chwili młody jest znowu na drugim końcu. Ale znalazłem na to sposób. Udaję rekina :) Trzeba pod wodą podpłynąć do Jędrka i próbować łapać go za kostki u nóg. Wtedy on próbuje pokonać bestię i włazi mi albo na plecy albo przyciska do dna głowę, albo też ucieka, ale wyraźnie wchodząc w tą zabawę i ten podział ról. I nawet potem rozbawiony da się dotknąć i poddaje się gdy chcę go pouczyć pływać na plecach (ostatnio nawet sam próbuje pochylać się do tyłu i kłaść się na wodzie ale zazwyczaj wtedy, gdy wydaje mu się że nikt go nie obserwuje).
A dziś zabawa w „rekina” była wyjątkowo fajna, bo obaj nurkowaliśmy i wykładaliśmy się na dnie niczym płaszczki, patrząc sobie pod wodą w oczyska (nasz autik nigdy nie dał się przekonać do okularków – pływa więc bez) i chyba tak nawet Jędrkowi łatwiej nawiązać kontakt wzrokowy niż podczas zabawy „na lądzie”. Tak mnie jakoś nastroiła optymistycznie ta wspólna zabawa z młodym na basenie, że aż dałem się ponieść wyobraźni i pomyślałem sobie, co zrobilibyśmy wygrywając w totka. Otóż, znaleźlibyśmy jakaś małą wyspę lub atol, gdzieś na Malediwach i zostalibyśmy poławiaczami pereł. Fajne gorące marzenia, akurat na chłodny zimowy dzień. I by wszyscy to czytający mogli jeszcze chwilkę dłużej także se pomarzyć załączam do tekstu stosowną ilustrację muzyczną. Gorące tango.

Jędrkowy piątek

Dzień był bardzo fajny. Cały. Rano pobudka, tradycyjnie (ostatnio) ok 5.oo w dobrym humorze. Potem Jędrek pobrykał, pobawił się (kredkami, patyczkami itp) i pojechał z tatą na zajęcia z panią logopedą. U pani Beaty, nie wiem, co dokładnie robił, ale pani była z niego zadowolona. Był bardzo kontaktowy i fajnie współpracował.
Potem prosto do przedszkola bo dziś odwiedzała go w przedszkolu jego przyszła pani ze szkoły na Poleskiej, gdzie Jędrek będzie w 4-osobowej klasie dla dzieci autystycznych. Chciała poobserwować Jędrka w przedszkolu i porozmawiać z Jędrka przedszkolnymi nauczycielkami. Jędrek zaprezentował się ładnie, był grzeczny, bawił się, a na koniec powiedział pani: Do widzenia, pani Agnieszko. Oczywiście sam z siebie nie powiedział, tylko mu nasza aktualna pani Agnieszka (dzieląc na wyrazy) to podszepnęła. Nie wiem, jakie wrażenia miała nasza przyszła pani (też) Agnieszka, ale aktualna była zadowolona. A Grześ, z którym rozmawiałam odbierając Jędrka z przedszkola, powiedział mi mniej więcej tak: „Dziś przyszła do Jędrka pani, ale Jędrek udawał, że jej nie zauważa. Był grzeczny, bawiliśmy się razem”. Fajna relacja :) Od aktualnej pani Agnieszki, wiem, że przyszła pani Agnieszka zauważyła i stwierdziła, że Grześ to Jędrka przyjaciel :) Myślę sobie, że nie każde zdrowe dziecko ma przyjaciela (pracuję w szkole, to obserwuję i wiem, jakie problemy potrafią mieć z kolegami zdrowe dzieci), a tu proszę, nasz Jędrek ma przyjaciela. Poradził sobie chłopak albo mu z nieba spadło, ale ma. Znaczy się, w życiu sobie poradzi, nie? Albo mu z nieba spadnie ;)
Po przedszkolu odpoczynek w domu z mizianiem po szyi. Jędrek ostatnio uwielbia jak go całuję i podgryzam w szyję i uszy. Łasi się wtedy jak kotek i się śmieje. W ogóle uwielbia, jak udaje, że go zjem.
A po południu mieliśmy dwa zajęcia: u pani psycholog i z dogoterapeutą. Jechałam sobie z Jędrkiem autobusem, a on był zachwycony, bardzo się cieszył, że jedzie na zajęcia. Był bardzo grzeczny po drodze i w autobusie, trochę tam sobie „hopał” (takie podkrzykiwanie: hop hop hop), podskakiwał, czy wiercił się, ale… odkryłam, że mnie to nie przeszkadza, nie krępuje, że ktoś zauważy, że on zachowuje się inaczej. Czyżbym robiła się coraz odważniejszą mamą autysty, która chce powiedzieć całemu światu: Tak, to jest mój syn. Wspaniały syn. Trochę sobie hopa i podskakuje i to jest bardzo fajne. Może chcecie spróbować, tak jak on? Dlaczego wszystko ma być odmierzone jedną miarką neurotypowych?
Na zajęciach z panią Izą było bardzo dobrze. Cieszę się, że od stycznia możemy mieć z nią zajęcia regularnie raz w tygodniu. To wspaniała terapeutka, psycholog i logopeda. Prowadzi świetne, bardzo urozmaicone zajęcia. Ćwiczyła z Jędrkiem motorykę dużą i małą, i koncentrację, skupianie uwagi, kontakt wzrokowy, czytanie, rozumienie, mówienie, i rysowanie itp itd. Robili nieznaczne przerwy (pani Iza dziś próbowała pracować nawet bez króciutkich przerw między zajęciami, tak jak poprzednio. Zamieniała jednak często zajęcia i miejsca, i sposób pracy). A jak Jędrek? Nie mogę powiedzieć, że wszystko robił pięknie, cudownie itd. bo wtedy te zajęcia nie miałyby sensu, znaczyłoby, że są na nieodpowiednim wręcz poziomie dla niego (takie zajęcia to nie pokazówki, tylko nauka czegoś z czym dziecko ma problem), ale w sumie to robił, co trzeba, z mniejszym lub większym problemem. Trochę mnie wewnętrznie gdzieś co prawda irytuje, gdy widzę, że robi koślawo lub źle coś, co ja doskonale wiem, że potrafi, no ale trudno, na tym min. polega jego problem. Bo Jędruś ma problemy z precyzją ruchów, z tym by np. odkręcić nakrętkę od butelki, a nawet rozwinąć sprytniej zapakowany cukierek.
Na koniec byliśmy u Zosi i Weny i tu Jędrek również był w doskonałym humorze. Tradycyjnie musiał trochę pookupować kanapę, ale miałam wrażenie, że nie był już do niej tak straszliwie przyklejony. Zwłaszcza na koniec, jak się dorwał do zosinych rurek i innych smakołyków. Ależ się dzielnie nimi dzielił z psami. Kawałek rurki Jędrek, kawałek chyba Sonia (drugi pies), kawałek Jędrek. Normalnie to Jędrek aż taka gapa nie jest, zwłaszcza potraf zadbać o swoje jedzenie, a tu najwyraźniej podobało mu się wspólne jedzenie z jednej ręki (no bo nie miski; to może następnym razem ;). To oczywiście takie trochę moje żarty, zajęcia nie polegały bynajmniej na wspólnym jedzeniu z psem. Robiliśmy rożne drobiazgi, np. układanie wyrazów z literek. A że niby Wenę Jędrek uczy, to nawet na to szedł :) Jędrek w ogóle i przede wszystkim, to bardzo lubi być u Zosi, najwyraźniej jest tam mocno zadomowiony. A dziś pięknie poprosił Zosię o wodę. Normalnie pięknie i sam. Ja mu powiedziałam, idź i powiedz: proszę, a on powiedział nie tylko proszę, a jeszcze na pytanie Zosi, co chce odpowiedział, że „wodę”. Jakby się tak zastanowić i spróbować określić, do czego my dążymy na dogoterapii z Jędrkiem, to rzekłabym, że na łapaniu kontaktu, oswajaniu z psem, motywowaniu go do jakiejś współpracy. A jeszcze dziś z Zosią ustaliłyśmy, że od następnych zajęć skupimy się bardziej na ćwiczeniu motoryki małej. Bardzo to Jędrkowi potrzebne. Co mu zresztą nie jest potrzebne? Hmm, niby wszystko, a jednak mam wrażenie, że niektóre umiejętności bardziej.
Teraz Jędruś śpi snem zasłużonego, a ja się uśmiecham. Jutro i pojutrze tylko basen oraz praca i zabawa w domu (ano właśnie, dziś Jędrek bawił się wieczorem z babcią w rzucanie piłki! Nie wiem tylko, dla kogo to była zabawa ;) Niemniej coś takiego jakiś czas temu byłoby jeszcze nie do pomyślenia). A w niedzielę wieczorem jedziemy na 2-tygodniowy turnus do Czarnego Lasu. Liczę na to, że podszkolimy tam artykulację, wyraźność wymowy.

Konkurs trwa – dziękujemy za sms’y

Obiecałam sobie, że nie będę się już na blogu zajmować konkursem na Bloga Roku bo nasz blog ma być o Jędrku, a nie o blogu i konkursach. Niemniej skoro się zaangażowaliśmy i ludzie się zaangażowali, to wypada Wam donieść, że dziś chwilowo jesteśmy na 11 miejscu. Super. Mam nadzieję, że dzięki temu więcej osób do nas wejdzie, poczyta, dowie się, kto to taki ten autysta. Może zrozumie, może się oswoi, może polubi. To jest nasz mały wkład w to, by społeczeństwo lepiej znało i rozumiało autystów, by autystom „żyło się lepiej”, jak to mówi reklama. Żeby ludzie nie bali się kontaktów z autystami. Bo to jest obopólna wymiana, taki kontakt bardzo wzbogaca obie strony.
Bardzo dziękuję za wszystkie głosy, SMS’y. Jesteście super. No no, 11 miejsce wśród wybrańców. Dobrze jest się pocieszyć choć pół dnia  :)
A jak ktoś jeszcze nie oddał na nas drugiego głosu, (a chciałby) to zapraszam:
SMS o treści A00890 na numer 7122.
A wieczorem będzie notatka o Jędrku bo mamy dziś fajny dzień i oby do końca.

Grześ i inne dzieci

Temat: „autystyczne dziecko a rówieśnicy” pojawiał się na tym blogu parę razy na pewno, ale pomyślałem sobie, że wart jest osobnej notatki. Hania padła dziś wcześnie zmęczona Jędrkowym bardzo porannym wstawaniem od kilku dni, więc do bloga dorwał się tata :)
Dobrze, to może po kolei. Najpierw napiszę, że nasz autik uczęszcza do najnormalniejszego przedszkola samorządowego (choć naszym zdaniem to od tej normalności to przedszkole się wyróżnia i to w tym pozytywnym znaczeniu). Dlaczego tam a nie do jakiejś integracji, albo przedszkola dla autystów? Powody są dwa.
Primo: Jak w kolędzie – „nie było miejsca dla ciebie”
Secundo: Rodzice byli (i chyba wciąż są) ambitni i uważają, że lepiej zawieźć dziecko codziennie na jakieś dodatkowe zajęcia, niż tracić czas, energię itp. na dowożenie dziecka na drugi koniec miasta, by gdzieś tam, jak to określiła nasza znajoma „wisiał na klamce”. Niech się więc młody integruje w najzwyklejszym przedszkolu. A że Jędrek swe przedszkole od początku zaakceptował (chodził tam jego starszy brat), więc może i trochę strach nam było tracić to co mamy, bo jak zdecydowalibyśmy się na zmianę, to jak to śpiewała Kasia Nosowska „powrotów nie będzie”.
Primo+Secundo złożyło się na to, że jak my chcieliśmy to nas nie chcieli, a jak już nas chcieli, to my już nie chcieliśmy. Zawiłe, prawda? Ale w końcu bycie tatą autysty zobowiązuje ;) Tak więc przyszło nam zmierzyć się z rzeczywistością i zorganizować Jędrkowi życie w przedszkolu. Nie dość, że nasz chłopiec był na diecie, to jak jeszcze oznajmiliśmy wszem i wobec, czyli dyrekcji i paniom z grupy, że Jędrek jest dzieckiem z orzeczeniem to Panie trochę się wystraszyły, ale postanowiły dzielnie stawić problemowi czoła.
I po tej (jak zazwyczaj u mnie) małej dygresji przechodzę już do sedna. Im bardziej jakieś dziecko odbiega od średniej statystycznej, tym grupa rówieśników potrafi być wobec takiego dziecka bezwzględna i wykluczająca go ze swego grona. Może jeszcze nie w 3-latkach, ale już w takich 5-cio, 6-cio to jest to w pewien sposób nieuniknione. I co mądrego zrobiły Panie opiekunki? Jak trzylatkowi można powiedzieć, o autyzmie? Powiedziały im, że Jędrek jest trochę inny i jest jak młodszy braciszek. I trzeba mu pomagać, a czasem zrozumieć gdy zachowuje się trochę inaczej. Dzieci to zaakceptowały. Że Jędrek nie mówi, że czasem nie potrafi siedzieć cicho i musi poskakać, że bawi się trochę dziwnie i że czasem koleżance potrafi przy obiedzie zwinąć kotleta z talerzyka, gdy ta się zagapi :)
Parokrotnie sam byłem świadkiem, jak dzieci np. szykując się w szatni do wyjścia na spacer same organizowały się w pary i ustawiały Jędrka  z kimś grzecznie w parze. Albo pilnowały go, by nie zgubił czapki, kiedy biegał po placu zabaw. I robiły to tak bardzo naturalnie. Jestem pełen podziwu, jak to wszystko udało się paniom nauczycielkom zorganizować.
Wśród wszystkich tych fajnych dzieci jeden chłopiec wyróżnia się jednak szczególnie: Grześ. Może dlatego, że w domu ma młodsze rodzeństwo i hasło Pań, że mają się opiekować Jędrkiem jak młodszym bratem było dla niego bardzo oczywiste? Ale chyba to nie jedyne wytłumaczenie. Grześ kiedy Jędrek wchodzi na salę podbiega do niego często i woła: „Cześć Jędruś”. I nie zraża się brakiem reakcji. Na swój dziecięcy sposób pewnie też umie sobie wytłumaczyć, że Jędrek miewa humory i raz potrafi przytulić i się uśmiechać, a za chwilę ni z gruszki ni z pietruszki zdenerwować się i nawet czasem (co mu się parokrotnie zdarzyło) ugryźć lub podrapać. Grześ wspaniale pomagał Jędrkowi w czasie ich jasełkowego przedstawienia, co wyraźnie widać na nagraniu. Grześ ma więcej cierpliwości niż niejeden dorosły i gdyby autyści potrafili mieć przyjaciół, to pewnie zostaliby nimi. A może to jest jakaś forma przyjaźni. Dla Jędrka Grześ jest na pewno kimś ważnym i wyjątkowym, bo choć tego nie potrafi zawsze okazać, to uśmiecha się, gdy mówi się mu o Grzesiu.
Grzesiu, dziękujemy Ci… za to że jesteś. A w zasadzie to dziękujemy Twoim rodzicom za to, że jesteś, a Tobie za to, jaki jesteś (dopisek mamy:)

Przeszliśmy !

Uf. Jest – 7 miejsce w naszej grupie, czyli przeszliśmy do kolejnego etapu. Teraz eksperci wybiorą po 3 blogi z każdej tematycznej dziesiątki.
Dziękujemy serdecznie za wszystkie SMS-y. W sumie na nasz blog oddano dokładnie 300 SMS’ów.
Razem z nami w pierwszej 10 z naszej kategorii są jeszcze dwa blogi o autystach:

http://pokochajciekubusia.pl


http://uautystek.wordpress.com

A więc 3 na 10 to blogi o autystach. Dużo, prawda? O czym to świadczy? Że my rodzice (i dalsza rodzina - pozdrawiamy babcię Kubusia) chcemy mówić o naszych autikach, chcemy by ludzie wiedzieli, kto to taki autysta, lepiej ich rozumieli, pokochali. Oczywiście nie ma wzoru na autystę, każdy jest inny. Tym bardziej mnie cieszy, że mamy trzech autystów (a nawet czterech bo jeden blog jest o bliźniaczkach).
1 lutego ogłoszenie wyników – które 3 blogi z każdej kategorii zostały wybrane do ostatniego etapu: wyboru bloga roku. Na to, to ja już nie liczę bo i wcześniej nie liczyłam, że się załapiemy do pierwszej 10-tki. To i starczy tych sukcesów, nie ;)
Jednocześnie rozpoczął się konkurs na Bloga Blogerów. Znowu można wysłać SMS-y. Ta sama treść i na ten sam numer. Opłata też taka sama :) Odliczanie idzie na nowo. Szanse mamy raczej znikome (wszak przeszły blogi z największą ilością głosów), więc nie mam energii by się w to angażować. Ale jeśli ktoś ma ochotę, to poproszę raz jeszcze (ale obiecuję – po raz ostatni w tym roku ;) :
SMS o treści A00890 na numer 7122.
PS. Hm, a jednak jakieś szanse mamy. Z podliczeń SMS-ów, wynika, ze na 100 blogów, które przeszły (po 10 z każdej kategorii) byliśmy na jakimś 17 (jeśli dobrze spojrzałam) miejscu. W konkursie na Bloga Blogerów do kolejnego etapu też przechodzi 10 blogów z największą ilością głosów. Głosowanie do 7 lutego. Więc jak ktoś choć trochę lubi nas lub nasz blog, to poproszę jeszcze o tego drugiego SMS-a :)
Aktualnie (21.01 rano) jesteśmy na 26 miejscu. Dobrze by było przeskoczyć na pierwszą stronę, trochę się poreklamować.
A więc, kto może, proszę ponownie:
SMS o treści A00890 na numer 7122.

A może by tak trochę o Jędrku

Główny bohater naszej historii śpi już smacznie od ponad godziny (z dwoma garściami kredek i pałeczek w dłoniach). Zmęczył się chłopak bo dzień miał znów pełen wrażeń. Wczoraj pobudka 5 rano (nie, to nie ja wyrodna przeambitna matka go budzę, to on budzi mnie ;), potem przedszkole, przerwa w domu, uroczystości z okazji Dnia Dziadków, o czym wczoraj z dumą i wzruszeniem donosiłam, a potem jeszcze zajęcia z art-terapii w KTA, na których to Jędrek ładnie pracował. W niektóre zadania (jak np. odrysowanie kredkami dłoni i stóp na kartce) angażował się co prawda niechętnie, ale były i takie przy których ojca zachwycił (ćwiczenia z kółkiem hula-hop – robił to samodzielnie).
Dziś rano pobudka znowu o 5 (co by się matka nie odzwyczaiła ;), przedszkole i Bal Karnawałowy. Dzieci miały być przebrane za postacie z Toy Story. Przyznam się – poszłam po łatwiźnie, wybrałam kowboja (dżinsy, koszula w kratę, pasek, kabura, pistolet a na głowę kapelusz, który pozostał w reklamówce bo Jędrek go założyć nie chciał za żadne cukierki, tzn. cukierki i owszem zjadł, ale kapelusza nawet do zdjęcia nie dał sobie założyć). Jędrek na balu, jak mi pani doniosła: skakał, tańczył z nimi, upodobał sobie nawet w pewnym momencie pana przebranego za konia – w końcu był kowbojem :) Ogólnie było super. Dał sobie zrobić zdjęcie grupowe i indywidualne. Takie zdjęcie to wcale nie jest sprawa błaha, pamiętam jaką traumę kiedyś przeżyliśmy w sklepie podczas jakiejś akcji dla dzieci, kiedy to robiono piękne zdjęcia zgłaszającym się dzieciom, a z naszym Jędrkiem się nie dało (jeszcze wtedy nie wiedzieliśmy, że ma autyzm). Z czasem człowiek uczy się pokory, akceptowania trudności i cieszenia się takimi sukcesami.
Po balu i przerwie w domu był basen, na którym Jędrek panował bo był jedynym dzieckiem na zajęciach. Pięknie sobie popływał z tatą i panem Jarkiem. A będąc na brodziku zaskoczył bo poszedł nagle do pobliskiego pomieszczenia, gdzie bardzo sporadycznie korzystał z toalety i gdzie jest kosz z zabawkami. Chodziło o zabawki. Ale on nigdy tam po zabawki nie chodził, musiał jednak widzieć, wiedzieć, że tam są. Zaskoczył nas pozytywnie, że się przemógł i pokazał, że je chce. Dla Jędrka to jest pewnego rodzaju wyjście do naszego świata. Zazwyczaj woli zrezygnować, jak zrobić coś niestandardowo, coś, czego nie ma przećwiczonego.
Po basenie były jeszcze zajęcia z integracji sensorycznej, na których Jędrek ładnie pracował. Muszę kiedyś na nie pojechać bo dawno nie byłam, nie obserwowałam, a z tego co Andrzej i pani Gosia mówią, to byłoby czym się pocieszyć.
Jutro czeka Jędrka luźniejszy dzień. Tylko przedszkole i basen w planach. Więc jakby ktoś miał ochotę go odwiedzić, pobawić się, to zapraszamy :) W sumie, to może szkoda, że nie udało nam się (jakoś sił, odwagi i determinacji zabrakło) znaleźć wolontariusza, który chciałby czasem odwiedzić Jędrka, pobawić się z nim. Jakby mnie czytał jakiś białostocki wolontariusz (wiek obojętny!) chętny do tak trudnego zadania, to proszę o kontakt :)
PS. No, po łapach matka! Jakie trudne zadanie, czego zniechęcasz? Jędrek jest uroczym chłopcem i łapie wspaniały kontakt emocjonalny. Już nie jedna pani terapeutka nam to powiedziała.

A przy okazji, skoro mamy chwilowo zwiększoną poczytność – przypominam i proszę,

jeśli możesz ofiaruj swój (sąsiada namów też ;) 1% podatku na terapię Jędrka!

Da się

Słowa C. ( Porzuć tę kwestię: „…to niemożliwe, nie da się,
nie dla nas.” – z nimi [autystami] jest możliwe tak wiele rzeczy, że nawet sobie
jeszcze nie wyobrażasz, właśnie byleby się nie powiedziało „nie”.)
wymagają odpowiedzi. Chciałabym na nie odpowiedzieć publicznie bo… może to się komuś przyda. Jakiemuś innemu rodzicowi, który tak ja jak, ma tzw. „optymizm wrodzony”, który ciągle wątpi, waha się i nie wierzy. Tak, nie przeczę – tak właśnie mam. Mimo to, jeśli chodzi o Jędrka, mimo wszelkich naszych wahań przemy do przodu. Nie wierzymy, że coś z tego będzie, a jednak nie śpimy prawie całą noc, by spróbować zrobić EEG (i udaje się!). Jesteśmy pełni obaw, czy Jędrek pozwoli sobie założyć kabelki, a jednak zapisujemy się na biofeedback i chodzimy na zajęcia. Boimy się, czy Jędrek w ogóle wejdzie na salę, ale ryzykujemy, cieszymy się, że może spróbować wziąć udział w przedstawieniu i proszę – pełny sukces :) Ale nie zawsze są sukcesy. Znamy naszego syna. Wiemy, że potrafi odstawić takie przedstawienie, że już np. nas nie chcą widzieć na pewnych zajęciach. My nie rezygnujemy nigdy, nawet jeśli ileś pierwszych zajęć jest drogą przez mękę, brniemy do przodu i cieszymy się, gdy Jędrek przełamuje swoje opory i trudności i możemy się po jakimś czasie cieszyć wspólnie jego zajęciami (patrz hipoterapia, dogoterapia, Weronika, art-terapia; wszystkie te zajęcia przez długi początkowy czas były pełne stresu dla Jędrka i dla nas, a teraz są niemal czystą przyjemnością). Tak że można być człowiekiem małej wiary i wielkich lęków, jak ja, a jednak iść do przodu. Bo dla Jędrka jesteśmy w stanie przełamać wiele swoich własnych lęków, oporów i lenistwa.
Można się nawet zaangażować w konkurs na Bloga Roku i zajmować obecnie 5 miejsce ( na 1012 blogów). Dziękuję za każdy głos:)
Chciałam jeszcze przytoczyć pewne słowa, które przeczytałam dziś na blogu pana Rafała Motriuka. Słowa - pewnego rodzaju recenzja naszego bloga. Nie wiem, kto to napisał, ale zamurowało mnie, gdy to przeczytałam. Nie to, żebym się chciała chwalić, ale taką pochwałę to grzech byłoby przepuścić. Przytaczam więc. M.pisze: „Deszczowy chłopiec jest fantastyczny.Zawiera całą kwintesencję autyzmu,
czystą postać, bez narzucania się, bez obwiniania a jednocześnie
doskonale napisany. Wypływa prosto z serca i dużo uczy o autyzmie
dlatego zapewne trafi do wszystkich, którzy zechcą się dowiedzieć czegoś
więcej.”
 Szanowny(a) M., czy ja Cię znam? Bardzo dziękuję Ci za te słowa. Każdy z nas potrzebuje takich słów wsparcia, pewnego rodzaju pochwały tego, że i jak piszemy i co robimy. Tym bardziej, gdy się tak publicznie i imiennie obnażamy (czyniąc to z różnych względów, nad czym się dziś rozwodzić nie będę). Ja sobie takie słowa zacznę chyba wieszać na ścianie w celach terapeutycznych co by tej wiary, sił i optymizmu mieć więcej :) A więc nasz blog zawiera czystą kwintesencję autyzmu, czystą postać… Hmm, nie da się ukryć. Trzy lata temu jeszcze wierzyliśmy, że Jędrek ma tylko cechy autystyczne (Andrzej po pierwszej diagnozie, gdy padło słowo „autyzm” pocieszał mnie: daj spokój, czy Jędrek jest choć trochę podobny do Rain Man’a?”), obrażaliśmy się, gdy ktoś mówił, że autyzm jest nieuleczalny i sugerował, że z naszym synem to tak łatwo nie będzie. Dziś wiemy, że z niego autysta pełną gębą. Nie, nie cieszy nas to, ale potrafimy już o tym mówić, uśmiechać się a nawet śmiać z tego i różnych śmiesznych sytuacji z tym związanych. Bo lepiej oswoić swoje ułomności i potrafić sobie z nich żartować, jak chodzić ze zwieszonym nosem. Nie to, żeby z nas były wesołki, jeszcze nie raz i nie dwa za nos i gardło ściska do płaczu (niekoniecznie zawsze ze szczęścia), ale co raz częściej potrafimy się śmiać i żartować mówiąc o autyzmie.

Nasz pastuszek

Dziś mieliśmy dzień pełen wrażeń, a główne były związane z uroczystościami w przedszkolu z okazji Dnia Dziadków. Dzieci prezentowały swoje jasełkowe przedstawienie. Wspominałam kilka notatek wcześniej o tym, jak w tamtym tygodniu Jędrek dzielnie spisał się na próbie Jasełek a potem na przedstawieniu przed gośćmi z pobliskiej szkoły. Przypomnę: dał się przebrać, był grzeczny, wystał całe przedstawienie na scenie, reagował na znaki, gdzie iść, co robić itd. Ale to było w tamtym tygodniu. Co dziś, tego nikt nie był w stanie przewidzieć. Może w ogóle nie wejdzie do sali, tak jak kiedyś na Dzień Matki? Może zrobi awanturę? Może zacznie skakać i hałasować? Takie scenariusze są bardzo prawdopodobne. Że po raz trzeci zachowa się wspaniale, o tym mogłam sobie pomarzyć. Ale co innego marzyć, a co innego zobaczyć. Na własne oczy. Jak moje dziecko stoi, siedzi, chodzi na scenie, razem z innymi dziećmi. Przebrany za pastuszka. Przez bite pół godziny! I tylko nieznacznie się czasem powiercił, obrócił w inną stronę, trochę poziewał (no jak się wstało o 5.oo rano…). Patrzyłam jak urzeczona i… beczałam, najnormalniej w świecie beczałam ze szczęścia. I nie miało dla mnie znaczenia, że nie mówił, nie śpiewał, że trochę się wiercił i uważny obserwator pewnie zorientował się, że zachowuje się ciut inaczej jak typowy 6-latek. Dla mnie był najwspanialszym aktorem na świecie. I chyba dobrze się w tej roli czuł bo inaczej nie byłby w stanie tak długo spokojnie tam wytrzymać. Nie spodziewałam się…

Panie, Panowie, musicie to zobaczyć!  Jędrek w swojej życiowej roli pastuszka (uwaga, Jędrek to ten środkowy pastuszek bez kapelusza). Warto obejrzeć również ze względu na niesamowite walory muzyczne nagrania (dzieciaki są przesłodkie:)

A tu nasz pastuszek siedzi i odpoczywa po dobrze spełnionej robocie:

PS 1. Specjalne podziękowanie dla Grzesia, który pięknie Jędrkiem kierował.
PS 2. Oglądam nagranie po raz kolejny i nie mogę się nacieszyć i nadziwić. Przecież jeszcze niedawno ktoś w komentarzu pisał mi o tym jak jego autystyczne dziecko wystąpiło na scenie, a ja myślałam sobie, że to nie dla nas, że w naszym przypadku to zupełnie nierealne.

Puchato przytulam i się uśmiecham

Ostatnio, tak przy okazji akcji sms, odczułam na własnej skórze, jak bardzo ważne są dobre, wspierające słowa, a jak niepotrzebne te przykre, bolące. I stąd moja propozycja, idealistyczna i zupełnie nieodkrywcza: Dajmy sobie spokój ze słowami i emocjami, które krzywdzą i bolą. Podarujmy sobie nawzajem słowa i uczucia dobre, ciepłe, puchate. Czemuż byśmy nie mieli sobie życia ułatwić i umilić?
Przy okazji bardzo dziękuję za każde dobre słowo, które mi podarowaliście, Wy, czytający mnie i Wy, którzy mnie nie przeczytacie. Czasem słowo przelatuje i znika, a czasem zapada głęboko w nas i ratuje z powodzi smutków i lęków. Więc jeśli jest szansa, że kiedyś trafimy z naszym słowem i kogoś uratujemy, to… nie żałujmy dobrych słów i uczuć. Puchato Was wszystkich przytulam. I dziękuje serdecznie E. za to puchate słowo bo od niej je dostałam, pokochałam i Wam przekazuje.

A przy okazji, blog Jędrka jest na 10 -tym miejscu (na 1010)!  O ho ho, 10 pierwszych blogów przechodzi do drugiego etapu, więc chwilowo (urodzony optymizm się kłania) mamy szansę. A więc jeśli ktoś myślał, że bez jego pomocy się obejdzie, to niech wyciąga komórkę i sms-ik na Jędrka. Akcja trwa tylko do czwartku.
I co ważniejsze, co byśmy priorytetów nie pogubili, nie zapominajcie o Jędrku rozliczając swoje roczne podatki. Bez Waszej pomocy nie zapewnimy Jędrkowi terapii, jaka mu jest potrzebna. Więc jeśli tylko możesz, mój Czytelniku wierny lub przypadkowy, podarować swój 1 % na terapię Jędrka, to bardzo proszę. Rozumiem, że bywają różne sytuacje. Czasem podatku się nie ma, czasem jest on już dobrze zagospodarowany na inny piękny cel, ale jeśli jeszcze ktoś się nie zdecydował i jego 1 % miałby iść do wspólnego państwowego wora, to ja się pięknie uśmiecham i proszę w imieniu całej naszej rodziny. Pomóżcie Jędrusiowi:)

Jędrek aktor

Jędrek potrafi zaskoczyć. Kiedy myślisz, że będzie katastrofa, on nagle błyśnie, kiedy zaś niczego się złego nie spodziewasz robi awanturę na 102.
Dziś w przedszkolu były Jasełka, które przedstawiała Jędrka grupa dla zaproszonych dzieci z dwóch szkół. Na wczorajszej próbie Jędrek niespodziewanie był grzeczny i przestał całą próbę grzecznie na scenie (dla Jędrka to wyczyn). Pomyślałam sobie, że na tym się skończy, na nic więcej liczyć nie można a tymczasem dziś z Jędrka był prawdziwy aktor. Pozwolił założyć na siebie koszulę i kamizelkę pastuszka i choć nie był tym zachwycony, to przestał w tym całe przedstawienie. Był grzeczny, reagował na pani znaki i w ogóle było super. No no. Talent sceniczny ma najwidoczniej po matce, co to kiedyś z wielkim sukcesem grała Papkina;)
Potem w dzień trochę mi marudził, trochę się uspokajał a na dobre się rozawanturował tuż przed zajęciami w KTA z panią Kasią. Zła byłam na niego bo wyjątkowo mogłam pojechać na te zajęcia (ostatnie w tej puli), a tu tymczasem Jędrek odstawia takie szopki. Ale szybo się uspokoił i podobno bardzo ładnie z panią Kasią pracował. Kolejne zaskoczenie. Po zajęciach miło sobie z panią Kasią porozmawiałam. Pani chwaliła Jędrka, rozmawiałyśmy o jego mocnych i słabych stronach. Pani chwaliła też naszą prace z Jędrkiem. A ja się cieszę, że Jędrek miał z panią Kasia taki dobry emocjonalny kontakt, że wielokrotnie się przed panią Kasią odkrył, że to czy tamto potrafi. I mam nadzieję, że wiosną będziemy kontynuować zajęcia, jak dostaniemy jakieś dofinansowywane godziny.

SMS na blog Jędrka

Kochani
A nie zagłosowalibyście na naszego bloga w konkursie na bloga roku?
Wystarczy wysłać SMS o treści A00890 (uwaga, po literce A dalej są zera, nie litery O)
na numer 7122. Koszt sms 1,23 brutto.  Z jednego numeru można wysłać
tylko 1 SMS na dany blog.
Wygrać to my pewnie nie wygramy (choć w rankingu zajmujemy niezłe miejsce), i nie o to chodzi. Jak dostaniemy więcej SMS-ów to nam to podniesie bloga w rankingach popularności i może więcej osób do
nas trafi i przekaże Jędrusiowi swój 1% ? Poza tym dochód z SMS-ów ma być przeznaczony na cele charytatywne (pkt. H.4 regulaminu), wiec jeśli nie nam to pomożecie komuś innemu :)
Głosować można tylko do 20 stycznia do godz. 12.oo (czyli przez najbliższy tydzień).
No to co? Mały SMS-ik?

Poliglota

Ponieważ ostatnio sporo z Jędrkiem piszę na alfabecie i wychodzi mu to całkiem zgrabnie i z coraz mniejszym wspomaganiem, odważyłam się dziś poprosić go, żeby mi napisał jak jest po angielsku czerwony. Napisał - red. Potem po francusku - rouge. Potem poszło kilka innych prostych(?) słów, np. ours - niedźwiedź po francusku. Albo talerz - assiette (tu już było co pisać), plate. Spytałam się też go po francusku, gdzie niedługo pójdzie z tatą. Wiedziałam, że wie, że zaraz idą na basen bo mi to wcześniej po polsku powiedział. Na moje „Ou est-ce que tu vas tout a l’heure avec papa?” Jędrek napisał: basen a potem na moją prośbę po francusku: piscine.
Wierzyć mi się samej nie chce. Tzn. chcę, ale mam obawy, że może on ma jakieś cudowne wyczuwanie, czy jak?
Postanowiłam więc zadać mu pytanie, na które nie znam odpowiedzi, więc mu jej nie mogę sugerować. Spytałam najpierw na kartkach. Czy rozumiesz jakiś inny język oprócz francuskiego i angielskiego. Jędrek pokazał: TAK. No, to jaki? Napisz. I napisał!
POLSKI
Rozwalił mnie tym kompletnie :)))))))

Co robią dorosłe autiki? (rozważania taty)

Nie wiem. Tak mnie ostatnio to zafrapowało trochę. No bo w dłuższej perspektywie to wszyscy będziemy martwi. Ale pewnie my wcześniej jak nasi synowie. Wiec, co wtedy? Dobra, trochę czasu do zastanowienia się mam nadzieję jeszcze jest. Póki co, wróciłem myślami i uszami do mojego ulubionego Glenna Gould’a (nigdy oficjalnie nie było to potwierdzone ale ja jestem przekonany, że to autysta lub co najmniej człowiek z zespołem Asperger’a)

Wiem, wiem… jestem monotematyczny (juz o tym było), ale po prostu go lubię. Spójrzcie tylko na to obdrapane krzesełko, które dostał od ojca; posłuchajcie jak mruczy sobie pod nosem grając. I jak tu nie lubić autików.

1% – ruszamy

Uważni Czytelnicy zauważyli już zapewne, że rozpoczęliśmy akcję zbieranie 1% na terapię Jędrka. Dla nas to niesamowicie ważne. Wpłaty z 1 % to nasz główny sponsor terapii Jędrusia. A że koszty terapii są ogromne (obecnie 3-4 tys. miesięcznie), to nie pozostaje nam nic innego, jak prosić ludzi dobrej woli o pomoc.
W tym roku wystarczy w zeznaniu podatkowym wpisać:
Numer KRS: 0000037904    
a w rubryce Informacje uzupełniające: SZUMOWSKI 
JĘDRZEJ 7375

I już 1% Waszego podatku nie idzie do ogólnego wora, tylko na terapię Jędrka.
Bardzo proszę, jeśli możecie, pomóżcie.
Bardzo Was proszę również o rozpropagowanie naszej prośby wśród
Waszych bliskich i znajomych 
(Poprzez maile, gadu-gadu, n-k, facebook’a,
bezpośrednio i inne wszelkie możliwe sposoby). Nie chodzi mi bynajmniej
o tworzenie „łańcuszków”, jeśli chcecie nam pomóc dodajcie słowa Waszej
indywidualnej, osobistej prośby.
Nasz apel-prośba jest na stronie:

http://deszczowy-chlopiec.dl.pl

Można więc ten adres + dwa słowa wyjaśnienia wklejać, gdzie się da.
Znajomych z zagranicy, proszę o przekazanie mojej
prośby rodzinie i znajomym pozostałym w Polsce!

Dziękuję też z głębi serca za darowizny. Jestem zawsze głęboko wzruszona, gdy widzę, że ktoś o nas tak namacalnie pamięta i konkretnie nam pomaga. Nie będę wymieniać imiennie bo nie wiem, czy te osoby sobie by tego życzyły, ale chciałabym by te osoby wiedziały, że noszę ich pomoc głęboko w sercu. Dziękuję w imieniu Jędrka i całej naszej małej rodzinki.

Jeśli ktoś chciałby pomóc Jędrkowi, prosimy o przekazanie pieniędzy na jego subkonto w Fundacji:
Fundacja Dzieciom „Zdążyć z Pomocą”
nr konta: 41 1240 1037 1111 0010 1321 9362
tytułem: 7375 Szumowski Jędrzej – darowizna na pomoc i ochronę zdrowia

Wpłaty zagraniczne:
kod SWIFT (BIC): PKOPPLPW (wpisać przed numerem konta) czyli:
darowizny w dolarach amerykańskich USD: PKOPPLPW 86 1240 1037 1787 0010 1740 2700
darowizny w EURO:  PKOPPLPW 31 1240 1037 1978 0010 1651 3186
tytułem: 7375 SZUMOWSKI JEDRZEJ

Każda kwota jest dla nas bardzo cenna. DZIĘKUJEMY !

Jędrek umie pisać

W wolne lub wolniejsze dni pracujemy sobie spokojnie z Jędrkiem w domu. Ćwiczymy głównie artykulację i pisanie na alfabecie. Jędrek odpowiada mi na pytania pisząc na swoim drewnianym alfabecie. Odpowiada na różne pytania, nie tylko: ‚Co to?’ (do obrazka), ale i na pytania, gdy w grę wchodzi odmiana rzeczowników, czy też przypominanie sobie z pamięci np. co gdzie było na kilku obrazkach. Nie ma najmniejszych problemów z pisaniem, z ortografią (jestem przekonana, że on po prostu te wyrazy pamięta). Problem jest z koncentracją, motywacją i samodzielnością. Ale coraz większą mu daję swobodę i widzę, że nawet gdy weźmie złą literę, to się zazwyczaj sam poprawi (do tej pory niemal natychmiast go poprawiałam, żeby się „nie zaciął”). Coraz bardziej jestem przekonana, że Jędrek potrafi pisać, nie tylko czytać, że nie jest to tylko idealne wyczuwanie, gdzie ja patrzę, czy go prowadzę (jak mi kiedyś sugerowano, gdy próbowałam udowodnić, że Jędrek potrafi czytać). Problem, jak go otworzyć na tyle, żeby pisał sam, żeby się nie denerwował, nie zniechęcał. Nic to, po malutku. Chciałabym spróbować też porozmawiać z nim przez alfabet. Wiem, że mi odpowie na pytania informacyjne, typu jak się nazywasz itd. (to już wypróbowaliśmy), ale czy poszłyby pytania, o jego upodobania, gdzie w grę chodzi nie informacja, lecz jego wola i wybór. To trudna rzecz do wyrażenia dla Jędrka.
Co poza tym u nas. Jędrek dostał od Mikołaja pałeczki z zabawki Studnia Jakuba i jest to wielki przebój :)
W nocy już od dobrych 2 (?) miesięcy dobrze śpi. Sporadycznie (tak jak dzisiejszej nocy) zdarza mu się obudzić w środku nocy (o 2.30) i już nie spać lub nie spać przez parę godzin. Jestem przekonana, że jego nocne problemy wynikały z przyczyn bardziej psychologicznych jak fizycznych. Tym bardziej cieszy, że ostatnio jest lepiej. Wygląda bowiem na to, że Jędrkowi jest łatwiej w życiu.

Cdn?

Dziś byliśmy na najprawdopodobniej ostatnim spotkaniu z biofeedbacku z programu realizowanego przez Fundację Nadzieja i Szansa. Nie były to zwykłe zajęcia, tylko badanie po cyklu zajęć. Taki rodzaj EEG. Jędrek zachwycony nie był i przez chwilę miałam obawę, czy da sobie zrobić to badanie. Spróbowaliśmy to zrobić w czasie, gdy oglądał bajki. I poszło, dało radę. Teraz pan Piotr musi przeanalizować zapis. Być może badanie trzeba będzie powtórzyć, jeśli zapis będzie niepokojący.
Ale, to co najistotniejsze dla mnie to to, że okazało się, że na tym nie koniec. Klinika neurologiczna bierze dzieci uczestniczące w programie pod swoje skrzydła i będziemy mieli co jakiś czas badania kontrolne itd. Super. Bo właśnie się ostatnio zastanawiałam, czy my jednak nie powinniśmy być pod stałą opieką jakiegoś lekarza, neurologa albo psychiatry. Przecież przy załatwianiu jakichkolwiek dokumentów zawsze wymagają od nas papierów od lekarza specjalisty. No to się cieszę.
Jędrek trochę mniej ;) Wyraźnie jest dziś w trochę gorszej formie. Nie wiem, czy to to badanie go zdenerwowało, czy, że odmówiłam mu zupki z paczki ;) W każdym bądź razie daję mu się wyciszyć, uspokoić. Sama się zresztą zastanawiam, czy dziś sobie nie poluzować, czy się nie zrelaksować słodkim nieróbstwem bo od jutra kolejny rok pracy.

Kolejne nagrania

W tym tygodniu pracujemy sobie dzielnie w domu i całkiem fajnie nam idzie. Jędrek mnie zaskoczył co najmniej dwa razy, gdy sam usiadł do stołu do pracy, gdy go wcale o to nie prosiłam  (no zgoda było to po tym, jak chodziłam  z nim do łazienki, a on ma już zakodowane, że przed pracą idziemy zrobić siusiu). Z tym, że ja mu wtedy mówiłam, że nie będziemy pracować, a on dalej siedział i na moje pytanie, czy chce pracować odpowiadał, że tak. Bardzo to miłe. A więc pracowaliśmy, a dziś trochę ponagrywałam, żeby mieć aktualne nagrania (bo chcę pokazać jednej terapeutce). I jak już nagrałam i przejrzałam, to stwierdziłam, że widzę pewien postęp, choćby w Jędrka pisaniu na alfabecie. I że to zamieszczę na blogu, ku porównaniu, by mieć za jakiś czas materiał do porównania. Na tych nagraniach niestety słabo widać buzię Jędrka bo siedział bokiem lub czasem tyłem, a mnie za bardzo, ale trudno. Widać wyraźnie, na ile Jędrka wspomagam w mówieniu i pisaniu.
I jeszcze raz sobie zastrzegam, że to nie są żadne popisowe nagrania. Nie jestem specjalistą i mam prawo do błędów (jakby specjaliści ich nie mieli ;) Może to śmieszne, tak się tłumaczyć, ale mam w życiu pewne traumatyczne przeżycia, gdy to dawno temu pewna terapeutka tak zjechała moją pracę z Jędrkiem (oglądając nagrania), że gdzieś to we mnie cały czas siedzi. Także sporej odwagi wymaga ode mnie publiczne pokazywanie naszych nagrań.

Najpierw nauka wymawiania „nowych” wyrazów, z dziedziny akcesorii (typu zegarek, parasol itd):

Potem odpowiadanie obrazkami i słownie na pytania typu: Co pokazuje czas, godzinę? czy: Czego potrzebujemy, gdy pada deszcz? Plus odmienianie tych wyrazów. Czego nie ma? Zegarka. Parasola. itd. Nauka form odmienianych (tu chyba głównie w dopełniaczu).

Pisanie na alfabecie:

Pisanie na alfabecie – cd. Plus małe próbki liczenia liter, sylab a nawet głosek.

Pracujemy na obrazkach z rodziną. Nauka nowych (?) słów typu: wnuk, wnuczka, syn, córka. Odmienianie tych słów, pisanie na alfabecie. Odpowiadanie na pytania, typu: kto jest kim dla kogo.